czwartek, 17 sierpnia 2017

Rozdział 2

Rozdział 2

Zupełnie inaczej wśród seniorów.

 Minęło kilka godzin odkąd personifikacje wyruszyły na pełną przygód wycieczkę do mazurskich krain. Gdy Sørine się obudziła Natalii przy niej nie było, a autobus stał. Lekko obolała postawiła się do siadu. Coś wypadło jej spod głowy i upadło na dłoń. Spała na poduszce Białorusi. Ale to co najbardziej zwróciło uwagę dziewczyny to niebieska bluza, którą była okryta. Natychmiast ją rozpoznała i odnalazła w myślach właściciela. A małą flagą Francji na piersi tylko upewniała ją w przypuszczeniach. Mimowolnie na jej twarz wkradł się drobny rumieniec. Przetarła swoje policzki i wypuściła powietrze z płuc. Już dawno zrozumiała, że to co jest pomiędzy nią, a Francisem to nie tylko przyjaźń. Z jej strony było to całkowicie romantyczne uczucie. Nie mogła być czy i on to samo czuje do niej, ale miała nadzieję. Po co poświęcałby jej tyle czasu, gdyby nie był w niej zakochany? Ba! Oni już prawie mieszkają razem! Sørine pozwoliła mu przebywać w Danii dopóki sytuacja z imigrantami się nie unormuje. Widuje go niemal codziennie. Tylko przez ostatnie dwa miesiące był zmuszony uczestniczyć w kilku ważnych spotkaniach we Francji. Dzisiaj widziała go pierwszy raz od dłuższego czasu. 
Położyła bluzę obok i wyszła z autobusu. Prawdopodobnie stali na jakiejś stacji paliw. Skierowała się w stronę łazienki gdzie miała nadzieję spotkać inne kraje. O dziwo toaleta była pusta. Od razu skorzystała z tej okazji i już po chwili była gotowa. Umyła ręce i opuściła łazienkę. Dalej była lekko zaspana. Ziewnęła głośno i wróciła do autobusu. Weszła po schodkach i przetarła zmęczone oczy.
- Ryszard, szach-mat! A ha hah ha!
Podniosła wzrok i omiotła pojazd zdumionym spojrzeniem. Przed nią zamiast personifikacji były siedzenia pełne seniorów! Speszona uśmiechnęła się przyjaźnie i nerwowo zaczęła się wycofywać, gdy nagle wpadła na kogoś od tyłu. Podniosła wzrok na potężnego, muskularnego mężczyznę, który był wyższy nawet od Rosji.
- TY JESTEŚ TĄ PRYWATNĄ TRENERKĄ? - zagrzmiał jego twardy jak skała głos.
Dania dalej się uśmiechając skruszona pokiwała głową.
- Niee...
Mężczyzna spojrzał na nią groźniej.
- ...taak?
- DOSKONALE. ZACZNIJMY TRENING - oznajmił. - WYMARSZ, SENIOROWIE!
Już po chwili wszyscy stali pod autobusem. Przed Danią ustawił się rząd staruszek i staruszków. Niektórzy​ mieli nawet kule.
- ZACZYNAJMY.
Sørine kiwnęła głową. Szukała odpowiedniej muzyki w telefonie. Oh mój Thorze - wołała w duszy ku niebu. W końcu kliknęła na znany sobie tytuł podpisany "Hymn remix". Muzyka była tak energetyczna i głośna, że seniorowie od razu się uśmiechnęli.
- Dawaj maleńka, jestem pełna werwy! Juhu! - zawołała staruszka, unosząc rękę. Nagle jednak się skrzywiła i odeszła, marudząc o swoim reumatyźmie i bólu pleców. Dania odłożyła telefon i zaczęła robić przeróżne pozy. Początkowo nie szło jej za dobrze. Ale w końcu przemogła się, a staruszkowie się rozruszali. Śmiało już skakała, a potem kręciła rękami i przechylała się na boki. Krok w przód, a potem w tył. Wszyscy seniorowie starali się naśladować jej ruchy. Podparła się o biodro i naciągnęła. Kilka staruszków zrobiło to samo, a jednemu z nich nawet coś chrupło w kręgosłupie i ich opiekun musiał go nastawiać. Dania szybko przeskoczyła z jednej drogi na drugą i zrobiła obrót. Pani z kulami próbowała zrobić to samo, ale ona kije poplątały się i w efekcie upadła na ziemię, a z ust wypadła jej sztuczna szczęka.
- Mój krzyż! - zaskrzeczała.
Sørine nie zniechęcała się i tańczyła w rytm muzyki. Machała rękami i biodrami. Nogi także się nie ociągały i co kilka sekund znowu podskakiwały, a jakiś staruszek lądował na ziemi. Na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech, gdy jednemu z dziadków udało się nawet podnieść. Remixowa wersja jej hymnu była bardzo pobudzająca. W końcu po kilku minutach skończyła się, a zdyszani staruszkowie i Dania mogli odetchnąć z ulgą. Nagle ktoś zaczął klaskać, a po chwili rozległy się gromkie owacje. Tłum rozstąpił się, ukazując Polskę, Prusy i Francisa. Sørine spojrzała na autobus, w którym kraje głośno biły brawo, śmiejąc się w najlepsze. Gdzieś nawet mignął jej telefon Belgii. Na ich widok dziewczyna dosłownie skamieniała. Po chwili wybuchła wesołym śmiechem.
- DOSKONALE SIĘ SPISAŁAŚ. PROSZĘ - wręczył jej jakąś kartkę - TO ZNIŻKA DO DOMU STARCÓW.
- Ksekskekse, jej to się akurat przyda - zarechotał Prusy.
Gdy Dunka miała się obrócić i zdzielić go po głowie toporem, przypomniała sobie, że takowy został w domu. Francuz zarzucił jej rękę na ramię i obrócił w kierunku Gilberta.
- Wiesz jak to jest, Prusy. Im dama jest starsza tym lepsza. - mrugnął w stronę Danii i uśmiechnął się. Dziewczyna odwzajemniła ten gest i pokiwała głową.
- Wiadomo.
Albinos nie odpowiedział, a jedynie sam się uśmiechnął pod nosem.
Minęła chwila zanim wszyscy wrócili do autobusu i mógł on znowu ruszyć. Nie obeszło się bez oburzenia ze strony Pepe, która przez ten cały czas obcinała paznokcie. Kilka razy powiedziała coś do mikrofonu, opowiadając o Mazurach. Jednak w końcu ogłosiła, że zbliżają się do hotelu.
- Zupełnie inaczej to sobie wyobrażałam... - mruknęła Sørine, widząc rozpadającą się chatkę przed nimi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Domi L