Rozdział 7
Zupełnie inaczej na Górze Teodory
- Dzisiaj jedziemy na wycieczkę do Doliny Baryczy, mamy w planie kilka ciekawych punktów - rzekła ostro kobieta. - Jakieś pytania?
Prusy się zgłosił. PP spojrzała na niego spod ciemnych okularów. Prusy opuścił rękę.
- Skoro nie ma żadnych to wsiadajcie do autobusu - oznajmiła.
Dzisiaj wydawała się podejrzanie spokojna. Nawet na nich nie krzyczała. Być może nadal była zmęczona. Z łzami w oczach odwiązała Pupiego, który bez zastanowienia rzucił się do ucieczki. Niestety, wciąż miał smycz na szyi. Koniec końców autobus wyjechał. Sørine opadła na fotel obok okna i sapnęła.
- Za gorąco.
Dania spojrzała na Natalię. I wtedy zobaczyła Torisa, który z Białorusinką rozmawiał. Czuła, że to nie skończy się dobrze, ale nie zainterweniowała. Polska natomiast zachował czujność.
- Może... Pani Natalia zgodziłaby się...
- Nie.
- A może...
- Też nie.
- Ah, a może jednak...
- Nie.
Po czym blondynka się odwróciła i wywróciła oczami. Litwa zrobił minę zbitego psa i wrócił na swoje miejsce.
- Nie musisz być dla niego taka oschła. Gdyby to Francis zaprosił mnie na randkę...
Białoruś zgromiła ją lodowatym spojrzeniem, od którego Sørine zrobiło się chłodniej. Nie wyglądała na chętną do tej rozmowy. Wręcz odwrotnie. Dania wiedziała jak wielką nienawiścią Natalia pałała do Torisa.
- Ty jesteś w Francji zakochana - syknęła z wyrzutem. - JA Litwy nienawidzę. To nie ty byłaś zmuszona przebywać z nim przez prawie trzysta lat! To nie ciebie uważa za swoją własność i to nie ciebie chce znowu wcielić do Wielkiej Uni.
Nie odezwała się ani słowem do końca podróży.
Na miejscu pierwsze co dane było zobaczyć personifikacją była przepiękna panorama kilkunastu jezior. Polska wypinał dumnie pierś i chodził napuszony jak paw. Gilbert nie chciał wdawać się w niepotrzebne kłótnie z Feliksem dotyczące roszczeń do tych ziem. Był na to zbyt zmęczony. Spał zaledwie trzy godziny. Gilbird odpoczywał w jego platynowych włosach, wzdychając od czasu do czasu. Ta dwójka była ze sobą bardzo zżyta.
Drzewa zaszeleściły, gdy zawiał lekki wiatr. A w powietrzu uniósł się smakowity zapach.
- Ah, ktoś robi karmuszkę - odetchnął Feliks. - Chyba wieki minęły odkąd ostatni raz ją jadłem.
- Chodźcie - rzuciła PP. - Pierwszym punktem na naszej liście jest taras widokowy na malownicze...
Hrabina zaczęła czytać tekst, który miała zapisany w zeszycie. Sørine szła w ciszy, co jakiś czas zerkała na Francisa i Emmę, która kleiła się do niego dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek. Również jej uwadze nie umknął Włochy i jego brat.
- Pokłócili się? - szepnęła do Grecji Sørine.
Herakles wzruszył ramionami.
- Podobno kryzys dopadł tę dwójkę - odparł.
Dunka kiwnęła ze zrozumieniem głową i odeszła trochę w tył, żeby się dołączyć do Elizavety. Polska szedł z samego przodu, pomagając PP w dojściu na wzgórze. Wejście tam zajęło im kilka minut. Jednak kiedy tam dotarli każdy czuł się oczarowany krajobrazem. Dania robiła zdjęcia wszystkiemu. Zdjęcie jeziora po lewej, po prawej i na wprost. Zdjęcie kwiatka. Zdjęcie loka Feliciano na tle drzewa. Hiszpania jedzący pomidora. Niemcy strugający kartofla. Kilka zdjęć Francji pod różnymi kątami...
Była zadowolona.
Zejście z górki było o wiele przyjemniejsze niż wchodzenie pod nią. Kolejnym punktem stał się zamek, a następnym stara baszta. Polska mówił o tym wszystkim z jeszcze większym zapałem niż sama PP. Widzieli rycerza i Dania ma nawet z nim zdjęcie! Tak! Też wiele innych zdjęć. Wyśle je wszystkie Nordykom! Niech wiedzą co stracili.
- O Boże, padam z nóg - wycharczała Elizaveta, gdy wdrapywali się już na piątą górkę. - Co za życie...
- Wleg - odparła Sørine.
Finalnie udało im się dotrzeć na szczyt. A nie był on byle jaki. Góra Teodory, najwyższe w województwie wzgórze. Sięgające 120 m.n.p.m. kiedy tylko weszli na szczyt wszyscy przewrócili się jak kłody. Oprócz Polski, który odetchnął z lubością powietrzem.
- Dobrze się tak przejść z samego południa - rzekł.
Dania próbowała się podnieść, ale nogi bolały tak bardzo, że doczołgała się do najbliższej ławki i tam umarła.
Poprawka.
Doczołgała się do najbliższej ławki i na niej usiadła. Po dziesięciu minutach było już dużo lepiej. Nie dyszała. A nogi chociaż bolały nie tylko od wysiłku, ale i od ukąszeń mrówek płonęły gorącem. Miała ochotę zdjąć sandały i skoczyć z góry wprost do jeziora poniżej. PP zarządziła godzinną przerwę. Wszyscy byli jej za to bardzo wdzięczni. Chociaż od jakiegoś czasu prosili o obiad. Dochodziła 16, a oni nadal nie mieli czasu na posiłek. Dania odetchnęła świeżym powietrzem i uśmiechnęła się. Nagle usłyszała jakieś dziwne dźwięki i odwróciła się. Prusy wspinał się na pomnik Teodory, śmiejąc się z złego Polski, który starał się go zdjąć, a w efekcie samemu wspinał się za nim.
- Złaź pieronie - rozkazał.
- Hehe, bo co?
Prusy siedział już na głowie świętej. Feliks wyciągnął rękę, aby go chwycić, ale wtedy noga mu objechała i puścił się. Węgry krzyknęła i czym prędzej rzuciła się, by złapać Polskę. Niestety nie zauważyła, że to samo zrobił Toris i oboje uderzyli w siebie, upadając. Sørine poczuła adrenalinę. Skoczyła do przodu mimo bólu nóg i złapała Feliksa. Jednak nie utrzymała nadkilogramów paluszków i wódki i uderzyła o pomnik, który zachwiał się i przewrócił. Prusy wrzasnął głośno, gdy zaczął zjeżdżać z górki.
- AAAAAAAAAAAA!
Gilbird poleciał za nim, ale Gilbert jechał za szybko. Wszyscy podbiegli do krańca góry i patrzyli jak albinos stromo pikuje w dół, a w końcu ląduje w wodzie. Kiedy pomnik wraz z Prusami zniknął nikt się nie poruszył. Pierwszy krok wykonał Francis, a zanim Antonio. Przynieśli dwa patyki i związali je sznurkiem, a następnie wbili krzyż w ziemię. Sørine rozmasowując dużego guza podniosła się i zaniemówiła. Lily, Vash i włoscy bracia położyli kwiaty pod krzyżem. Nawet Ludwik położył stokrotkę na grobie brata.
- Totalnie nie! Ooo nie! Mowy nie ma! - zakrzyknął Polska. - Nikt na tej wycieczce totalnie nie zginie! Nawet taki wypłosz bez państwa! Bo mi Duda nogi powyrywa!
Podniósł się szybko i ruszył biegiem na dół. Za nim zbiegła reszta.
Po kilkunastu minutach udało im się dotrzeć na miejsce gdzie spadła Teodora i albinos. Drewniany pomnik pływał po powierzchni wody, a na głowie świętej uwiesił się Gilbert.
Sørine chciała wskoczyć do wody jak to na zdawającą na maturze EDB osobę przystało. Jednak ubiegł ją ktoś inny. PP rozdarła bluzkę, ukazując strój kąpielowy.
- Ble - skomentował cicho Francis.
Wydała dziki krzyk, po czym wskoczyła do wody, płynąc szybciej niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać.
- Dlaczego ty jej chłopie nie wystawisz do reprezentacji Polski w pływaniu? - spytał Grecja ze zdumieniem.
Feliks na chwilę milczał.
- No właśnie. Dlaczego ja jeszcze tego nie zrobiłem?
PP dopłynęła do statuły i własnymi rękami popchnęła ją w stronę brzegu. Pomnik uderzył o piasek i aż się cały zakołysał.
Ludwik chwycił brata i zarzucił sobie przez ramię. Rzucił nim na ziemię i owiał wszystkich poważnym spojrzeniem.
- Wiem, że jego twarz nie wygląda zachęcająco, ale może ktoś wie jak przeprowadzić resuscytację?
Wszyscy zniesmaczeni z obrzydzeniem na twarzy odsunęli się o krok.
- Ludzie proszę... - westchnął, zamykając oczy. - Zapłacę - dodał z desperacją.
- Sørine chyba miała doświadczenie z EDB i tym podobnymi...? - mruknął Polska.
- JA!?
- No weź... Oddam ci Szelzwik.
Dania zgromiła go spojrzeniem. Francis miał wrażenie, że Dunka zaraz powali Niemcy na ziemię i zacznie nim wycierać podłogę.
- Jeszcze zabiorę ci ten Szelzwik głupi kartoflu.
- Aprrovet Dania! - zakrzyknął Romano. - Śmierć Ziemniakowi!
- No ludzie dalej, on tu umiera...
Nagle żaba wyszła zza kołnierza Prus i wskoczyła do jego ust. Gilbert natychmiast się podniósł i zakasłał, wypluwając ropuchę.
- Ijuuu... - wydał jęk obrzydzenia tłum.
- Mój Boże... Uratowałaś mnie żabo - zawołał pełen wdzięczności Prusy, trzymając płaza w rękach. - Jak cię zwą?
- Paaaatryyyyyk obierz w końcu te ziemniaki - dobiegł głos matki z domku obok.
- A więc jesteś Patryk! - uśmiechnął się szeroko Gilbert.
Wszyscy zrobili zbiorowego faceplama. Finalnie personifikacje zgodziły się, by iść na obiad. Droga do miasta nie była daleka. Karczm i sklepów z pamiątkami mi było wiele. Właściwie to w ogóle ich nie było. Jedynie jedna restauracja była czynna. PP i Gilbert skierowali się natomiast do sklepu obok, aby kupić ubrania na zmianę. Pech chciał, że byli cali przemoczeni. Po obiedzie grupa wycieczkowa wróciła na parking, gdzie powinien być autobus. Dopadło ich wielkie zdziwienie, gdy owego autobusu nie zastali. Oburzona hrabina wypuściła torbę z zakupami i wyciągnęła telefon.
- Halo! Pupi Kupas gdzie jesteś?
- Wracam z wycieczki.
- Pupi Kupas!
- No co?
- Przyjechałeś ze mną na tą wycieczkę!
- Właśnie dlatego uciekam.
- Zostawiłeś w mojej torbie dokumenty.
W telefonie dało się usłyszeć pisk opon i ostre hamowanie.
- Zaraz wrócę.
Po 20 minutach autobus powrócił i wszyscy mogli odetchnąć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz