piątek, 18 sierpnia 2017

Rozdział 11

Rozdział 11
 Zupełnie inaczej w klatce pawia


Danię obudziło mocne szarpnięcie i podłużne KŁAAA. Otworzyła zaspane oczy i przeraziła się. W dziobie paw trzymał pukiel jej włosów. Na początku zbladła i znieruchomiała, po czym zła wstała z ziemi, wyplątując się z uścisku Francisa. Przeszyła wątłe ciało ptaka zabójczym spojrzeniem. Była cierpliwa. Znosiła te całe KŁAAA przez całą noc.
ALE NIE MOŻE TOLEROWAĆ TEGO ZNIEWAŻENIA!
Rzuciła się na ptaka, który zmysłowo zrobił unik, a on wbiła palce w ziemię.
- A więc tak chcesz się bawić ptaku... - mruknęła z odrazą. - Nie pozwolę, by jakieś ptaszysko dotykało moich włosów! - pogroziła mu pięścią.
- KŁAA - odpowiedział ptak.
- Naprawdę myślisz, że to cię usprawiedliwia? Nie masz tutaj nawet samicy! - syknęła.
- KŁAA KŁAA!
- Nie wyskakuj mi tu z czymś takim! Wiesz ile to będzie odrastać!? Mój czubek głowy jest łysy! - krzyknęła zła. - Wyobrażasz sobie jak teraz wyglądam!?
- KŁA...
- NIE, ŁYSINA WCALE NIE JEST W MODZIE!
Znów skoczyła na ptaka, ale tym razem nadepnęła na jego ogon, uniemożliwiając mu ucieczkę. Przycisnęła go do siatki i unieruchomiła. Przez chwilę mierzyli się nienawistnym spojrzeniem. W końcu Sørine chwyciła za pióro na jego głowie i wyrwała je.
- KŁAAAAAA!!
Dania chwyciła za dziób pawia, chcąc go zamknąć, aby przypadkiem nie obudził Francji. Jednak było za późno. Blondyn jęknął coś przez sen i otworzył niebieskie oczy, które nieraz wprawiały ją w zakłopotanie. Rozejrzał się i zastygł, widząc Dunkę z pawiem. Nastała krępująca cisza. Dziewczyna puściła zwierzę i nerwowo zaczłęa machać rękami.
- T-To nie tak jak myślisz! - zawołała. - Ja po prostu...




AAAAAAAAGGGGGGGGGGGHHHHHH!




 Dunka zamilkła, tak samo jak śpiewające ptaki i Mariusz siekiera. Wszystko ucichło i nikt nie miał odwagi się odezwać. Wszyscy nasłuchiwali. Co się stało? Czy to Mariusz? Spodziewali się wjazdu pani Kowalskiej z wałkiem do sąsiada. Stracił kolejny palec? 
Nie! To nie to. Niestety lub stety Dania po chwili sobie uświadomiła kto to był i co więcej dlaczego tak krzyczał. Spojrzała przerażona na Francję, który też momentalnie pobladł.
- Czy to była...? - szepnęła.
Pokiwał głową i zrobił się jeszcze bielszy. Dorównywał teraz kolorem Gilbertowi. Dunka sztywno podeszła do mężczyzny i wskazała mu na gniazdo pawia.
- To nasza jedyna szansa, Francisie - oznajmiła poważnie. - Musimy tu zostać do końca naszych dni i udawać dzieci tego cholernego ptaszyska. 
- Ależ...  Søri-
Przyłożyła mu palec do ust, zbijając go z tropu.
- Wybaczę mu ten uszczerbek moich włosów, jeśli to pozwoli nam żyć tu spokojnie. - wskazała na czubek głowy.
Dotykając tego miejsca zrobiło jej się naprawdę przykro. Musiała wyglądać okropnie. Nagle poczuła jak Francja nachyla się nad nią i całuje ją w tamto miejsce. Przywyczaiła się już do takich reakcji tego Francuza.
- Jeśli chcesz to ja też się obetnę, nie będziesz sama. Jak myślisz?
W głowie Sørine zaświeciła się czerwona lampka i momentalnie się odwróciła.
- Nawet się nie waż! - krzyknęła.
On tylko się zaśmiał. Ich dyskusja trwała i trwała, a w czasie rozmowy przeszli z tematu o włosach poprzez temat o grzybicy Arthura po uzależnieniu od wódki Słowian do Belgii.
- Naprawdę się nią tak martwisz? - spytał Francja, opierając głowę na dłoni.
Sørine nie odpowiedziała. Zawstydziła się delikatnie i bardziej wtuliła w kolana. Blondyn, widząc reakcję dziewczyny zacisnął wargi w cienką linię i spojrzał w bok, po czym ją objął.
- Sørine, moje serce należy tylko do ciebie - oświadczył poetycko. - Tak jak twoje należy tylko do mnie.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi.
- Swoją drogą... Siedzimy tu już od jakiś 10 godzin. Czy ktokolwiek nas w ogóle szuka? - zaśmiała się.
- Aż tak ci spieszno do wyroku pani hrabiny? - spytał rozbawiony.
- Sørine?! Francis?! - nagle Prusy otworzył okno o pokój dalej niż PP, tuż pod klatką bażanta. - O mój boże! POMOCY!
Ktoś nieoczekiwanie uderzył go krzesłem i wypadł przez okno.
- Węgry ty cholerna -
- Sørine! Francis! Bogu dzięki! - krzyknęła Ela. - Zabierajcie się stamtąd szybko! PP szuka sprawcy. Sprawdzała nasze pokoje, ale nic nie znalazła, a brakuje tylko was. Gilbert ty głupku! Na co czekasz?! Idź im pomóż.
Albinos, mrucząc przekleństwa pod nosem i rozmasowując bolące plecy wszedł na klatkę pawia i ją otworzył. Francja podał mu Sørine, po czym sam się wspiął.
- Dzięki, stary. - uśmiechnął się blondyn.
Prusy klepnął go po plecach.
- Nie ma problemu, koleś. A teraz chodźcie. Wszyscy są już nad jeziorem jak będzie sprzyjać wam szczęście to wejdziecie do środka i przebierzecie się, a potem do nas dołączycie.

Jednak szczęście nie było po ich stronie. Starali się ominąć PP, ale nic to nie dało. Przyłapała ich. Stała przed nimi jak kat z wściekłą miną. 
- Jak mi to wyjaśnicie? - syknęła, wskazując na piękne wąsy, chlubę Sørine, które wymalowane były na jej twarzy czerwoną szminką.
- N-Nie mamy z tym nic wspólnego - odrzekła szybko przerażona Dania. Poczuła jak ktoś chwyta jej dłoń z tyłu i z ulgą stwierdziła, iż należy ona do Francisa.
- A to? - wskazała na szminkę. - Czy to przypadkiem nie należy do ciebie młoda damo? - warknęła.
Skąd ona mogła wiedzieć, że to należy do Sørine? Każda z obecnych tu personifikacji mogła mieć szminkę w kolorze duńskiej flagi. I nagle zrozumiała, że ktoś musiał ją zdradzić. I tylko jedna osoba mogła to zrobić. Emma. Ta wiedźma...
- Nie musisz kłamać, wiem, że ona należy do ciebie - oznajmiła z odrazą PP. - Spytam jeszcze raz, chcę to usłyszeć z twoich ust. Czy to twoja szminka?
Sørine spięła się i nabrała głęboki oddech. Po plecach przebiegł jej zimny dreszcz. Otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale ktoś ją uprzedził.
- Proszę wybaczyć - odezwał się Francis z pewnym siebie głosem. - Ta szminka istotnie należy do niej, ale to nie ona domalowała pani ten malunek. Ukradłem szminkę z jej pokoju i to ja to zrobiłem. Ona tylko starała się mnie zatrzymać. Ale muszę przyznać, że do twarzy pani z tym. - nie okazał strachu.
Źrenice Sørine rozszerzyły się. Chciała to przerwać, ale on bardziej ścisnął jej dłoń za plecami. Twarz PP pociemniała, a po chwili zamachnęła się ręką. Nim jednak zdążyła uderzyć Francuza on chwycił jej dłoń.
- Jutro wysprzątasz wszystkie pokoje, nawet jakbyś miał ominąć imprezę pożegnalną - warknęła. - W przeciwnym razie inaczej sobie porozmawiamy.
Wyrwała dłoń z jego uścisku i odeszła, ciągnąc za sobą Kupasa.
- Francis... - szepnęła Sørine.
- Nie martw się, mon cherie - zaśmiał się. - Zawsze miałem smykałkę do ścielenia łóżek!
Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Jesteś głupi, Francis - wybuchnęła śmiechem. - Nie mniej jednak... Dziękuję ci.
Uścisnęła jego dłoń i ruszyła do pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Domi L