piątek, 18 sierpnia 2017

Rozdział 6

Rozdział 6
Zupełnie inaczej w prawdziwym świetle sprawy 

- A co wy tu robicie o tej porze? O Jezu... - usłyszała kobiecy głos. 
Zapłakana Dania podniosła wzrok, patrząc na Francisa i rudą kobietę, która przywitała ich w tym hotelu, a następnie opuściła spojrzenie na ciało Szwajcarii. Francja znalazł się przy niej szybciej niż wyścigówka. 
- Nic mi nie jest - oznajmiła Sørine, starając się zmniejszyć zmartwienie mężczyzny. 
Blondyn uklęknął przy Vashu i sprawdził jego puls. 
- Żyje. - chwycił go w ramiona i podniósł jak księżniczkę. 
Wtedy Szwajcaria zaczął chrapać. Danii spadł kamień z serca. Właścicielka natychmiast zabrała państwa do hotelu. Obudził się cały budynek, gdy Dania poszła się przebrać i powiedziała Emmie, o tym, iż znaleźli Szwajcarię. Belgia od razu zadzwoniła do wszystkich. To właśnie dlatego teraz wycieczkowicze siedzieli w niewielkiej świetlicy przy kominku, oczekując wyjaśnień od nadal otępiałego Vasha. Przytulała się do niego Liechtenstein, płacząc w jego ramię. Chłopak w końcu pogłaskał siostrę po włosach uspokajająco. 
- Vash! Stary, myśleliśmy, że cię porwała ta Polska-Elizaveta-Hedervary-Mieszkająca-W-Jeziorzel - zawył Gilbert, tuląc się do stopy Szwajcarii.
- JA CI DAM TY... - wrzasnęła Węgry z chęcią mordu. Na szczęście uspokoił ją poważny wzrok Niemiec. 
- Vash co się stało? - spytała Sørine. - Na twojej poduszce była krew... 
- A WIĘC TO TY UBRUDZIŁEŚ PODUSZKĘ! 
- Leciała mi krew z nosa, bo nagle Prusy uderzył mnie swoją stopą - syknął Vash, nienawistnie lustrując Gilberta. - Spał i chyba śniło mi się, że z kimś walczy, bo co kilka sekund mruczał coś o kurczaku zombie, a potem się rzucał. 
- A łazienka? Tam też była krew - zauważył Francja.
- Po tym jak dostałem w twarz poszłem tam po papier. Ale wtedy się poślizgnąłem i wpadłem na prysznic, chwytając się zasłony...
- To tłumaczy dlaczego była zerwana... - westchnął z ulgą Francis. 
- No, ale w takim razie dlaczego znaleźliśmy cię na zewnątrz? I ta dłoń na szybie... 
- Wyszedłem z pokoju, żeby poodychać świeżym powietrzem. Ten debil i tak się rzucał, więc wolałem się nie narażać na dodatkowe niebezpieczeństwo. Byłem kilka minut na dworze. Ale gdy postanowiłem wrócić okazało się, że drzwi się zatrzasnęły. Te dwa kartofle spały tak głęboko, że mnie nie słyszały. Myślałem, że może wejdę oknem, ale było zamknięte. 
Dania pokiwała ze zrozumieniem głową. A więc to Vasha widziała wczorajszej nocy, a nie Damę Jeziora. 
- Okrążyłem hotel kilka razy, po czym zasnąłem pod tym oknem... Ale widocznie znowu lunatykowałem i takim oto sposobem znalazłem się w tym lesie - przyznał. 
Wszyscy odetchnęli z ulgą. Szwajcaria jednak nie został zamordowany. Powiedzmy, że i tak nikt nie wierzył w to, iż Vash by zginął. Jakby nie patrzeć jest personifikacją. Dania uśmiechnęła się szczerze w jego stronę. Chłopak przez chwilę starał się pozostać nieugięty, ale finalnie odwzajemnił gest. Chyba naprawdę się cieszył. Liechtenstein kurczowo trzymała rękaw jego koszuli nocnej.
- A tak w ogóle - zaczął Gilbert. - To skąd wziąłeś ten strój? Kupiłeś w średniowieczu? Kseksekske~
Szwajcaria chciał wyciągnąć strzelbę, ale została w domu. Nie mogli wnosić broni na teren Polski. Feliks totalnie tego zakazał.
- Teraz tak gadasz, a wcześniej to wypłakiwałeś sobie za nim oczy. Czekaj jak to było... "Mój kochany kozioł, kochanek koziołków!" - zadrwiła Węgry.
Albinosowi zrzędła mina. Mruknął coś i usiadł na fotelu. 
- Ale chwila... Co to w takim razie za cyfry? - spytała Sørine, pokazując świstek papieru. 
Prusy wyrwał jej kartkę i uniósł brwii.
- No jak to jakie? Numer do Pizzeri! - zawołał wesoło. 
Natalia, która stała sztywno za nim aż prychnęła i pokręciła z niedowierzaniem głową. 
- Co za frajer z ciebie niemiecki głupku - warknęła. - Dlaczego nie powiedziałeś tego wcześniej? 
- Hola! Ziemniaczana koleżanko! Nikt mnie o to nie pytał. - wzruszył ramionami. 
Blondynka tylko odwróciła się na pięcie z jękiem zażenowania i wyszła. 
Szwajcaria upił łyk ciepłej herbaty i westchnął. Opowiedział krótko o tym, że budził się kilka razy, ale przez ciemność w lesie był przekonany o tym, iż nadal panuje noc. Wyjaśniałoby to, że przespał cały jeden dzień. Francis był w szoku ile może spać przeciętny Szwajcar. Wszyscy powoli zaczynali się rozchodzić totalnie wyczerpani dniem. Chcieli pospać jeszcze kilka godzin. 
- A pani... Pani... - zaczęła Sørine, zwracając się do rudej kobiety.
- Mów mi pani Kowalska - odparła.
- Gdzie pani szła w środku nocy? Myśleliśmy, że to Dama Czerwonego Jeziora... To dlatego tak się wystraszyliśmy. 
Francja mruknął coś pod nosem.
- Nie słyszeliście? Ten pacan Mariusz znowu rąbał drewno w środku nocy! Jakby już dwa odrąbane palce go nie zraziły. Głupek jeden - prychnęła. 
Dziewczyna zaśmiała się cicho. Wstała z ziemi i stanęła w drzwiach, czekając na Francisa, Vasha i Lily. Kiedy Szwajcar miał podziękować zagrzmiała PP, a Pupi Kupas przywiązany do jej ręki aż zapłakał.
- O NIE. TE UBRUDZENIE PODUSZKI NIE UJDZIE CI NA SUCHO.


Sørine szła z Francją ramię w ramię. Mogłaby z nim tak iść choćby na koniec świata. Nagle ten się zatrzymał i pociągnął ją za rękę w stronę jej pokoju. Weszli cicho do środka, ale nikogo tam nie było. Emma musiała być u dziewczyn. Ta noc nie mogła być bardziej szalona. 
- Coś nie tak? - spytała cicho. 
- Chyba ktoś powinien ci chociażby opatrzeć ręce. - wskazał na poranione dłonie. 
To prawda. Wyglądały okropnie. A piekły jeszcze gorzej. Dania skrzywiła się i potaknęła. Usiadła na łóżku "po turecku" i poklepała miejsce obok. Blondyn zabrał apteczkę z regału i usiadł. Nalał wodę utlenioną na gazę i oczyścił rany, które uporczywie szczypały i swiędziały na przemian. Na jej twarzy wykwitł kwaśny grymas. Francis podniósł na nią na chwilę wzrok, po czym jakby pokornie go spuścił. Ujął obie jej dłonie i zamknął je w swoich. Ciepłych, silnych, miękkich dłoniach. Sørine oblała się rumieńcem. Nie spodziewała się tego z jego strony. Nagle uchylił je lekko i ucałował wierzch jej rąk. 
Twarz Dunki płonęła czerwienią. 
- Dziękuję, że jesteś przy mnie Sørine - szepnął. 
- Co tak nagle? - jęknęła zawstydzona. - Oczywiście, że jestem przy tobie. Jesteśmy jak dwa pasujące do siebie klocki LEGO - zażartowała. 
Francuz zaśmiał się miękko i pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Może nawet bardziej niż klocki LEGO. Może pasujemy do siebie jako ludzie. 

BUM.

Sørine otworzyła szerzej oczy.

BUM.

Serce biło jej szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

BUM 

Miała tak wielką ochotę go pocałować.

BUM

Nachyliła się w jego stronę i wplątała dłonie w jego długie blond włosy. Poczuła gorąc jego ciała. Zbliżyła się mocniej, niemal go przytulając. Zawstydzenie zniknęło. Teraz jedyne co chciała to przekazać swoje uczucia, które krzyczały w środku. Chłopak stracił oparcie przez co był zmuszony do położenia się na plecach. Był wpatrzony tylko w nią. W jego oczach dostrzegła iskry. Czuła jego zapach. Pragnęła go. Ich twarze dzieliły centymetry. Jego dłonie znalazły się na jej plecach. Nie. One już tam były wcześniej. Wariowała od natłoku uczuć. Francja był uzależniający. Potrzebowała go. Poczuła jego oddech na swojej skórze. 
Nagle ktoś otworzył drzwi, a do środka weszła Emma. Obydwoje podnieśli się gwałtownie, patrząc na zszokowaną Belgię. 
- Byłam u...Eli... - wymamrotała niewyraźnie. 
Francja podniósł się i odkaszlnął. Na jego twarzy pojawił się ten sam co zawsze szarmancki uśmiech. 
- Wygląda na to, że to czas by iść, mon cherie - powiedział, wstając.
Emocje opadały chociaż serce dziewczyny nadal łomotało jak szalone w jej piersi. Dyszała i zdumiona wlepiała wzrok w Francisa. Jak to możliwe, że do tego pocałunku nie doszło? Jak... Było tak idealnie. Zawładnęła nią okropna trwoga i zrobiło jej się niedobrze na widok Belgii. Zawsze musiała wszystko popsuć. Francis, widząc jej minę przysiadł jeszcze na rogu łóżka i pocałował jej czoło. 
- Śpij dobrze. Rano mamy podobno wycieczkę - szepnął jej do ucha. - Kiedyś to dokończymy. 
Jego oddech przyprawił ją o przyjemne dreszcze. 
- Dobranoc - zawołał na odchodne i wyszedł z pokoju, zostawiając oniemiałe dziewczyny same.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Domi L