Rozdział 8
Zupełnie inaczej w przypływie emocji
Sørine weszła do pokoju i rzuciła plecak na łóżko. Umierała ze zmęczenia. Była ciekawa co takiego przygotowali na dzisiejszy wieczór faceci. Położyła się na łóżku i zamknęła oczy.
- Hmmm, to, a może to... - mruczała Emma. - Sørine jak myślisz? Lepsza będzie wanilia o poranku, czekolada Afryki czy karmel zachodu?
Dania podniosła się na łokciach i spojrzała na nią. W dłoni trzymała trzy pomadki.
- Czekolada Afryki brzmi smacznie - przyznała dziewczyna. - Czemu?
Od razu pomyślała o Francisie. Francuz bardzo lubił czekoladę. Raz nawet zrobiła mu tort czekoladowy! Pamięta ten dzień jakby to było wczoraj. Był lipiec. Okropny gorąc i wiele gości. Wszyscy dobrze się bawili. Rozmawiali, śmiali się. Gdy przybył ostatni gość przyszła pora na tort. Polska uniósł kieliszek, a Prusy kufel. Wszyscy wesoło wstali i czekali, aż Dania wniesie tort. Jednak, gdy Dunka podeszła bliżej tortu Emma niechcący zrzuciła go z blatu... wprost na ziemię...
- Planuję dzisiaj mały flirting - zaśmiała się i pomalowała usta. - Mmm, czekolada. Mam trochę mojej belgijskiej. Lepszej nigdzie nie znajdziesz.
- Osobiście uważam, że ta afrykańska jest lepsza - syknęła Dania.
Belgia spojrzała na nią zaskoczona i odłożyła szminkę. Miała coś powiedzieć, gdy drzwi do pokoju się otworzyły.
- DLACZEGO NIKT TU NIE PUKA!? - wrzasnęła wściekła Dania.
Musiała się na czymś wyładować. Francis stanął w bezruchu, po czym wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Sørine była gotowa pobiec za nim i wszystko wyjaśnić, jednak nim zdążyła zbiec z łóżka w pokoju rozległ się dźwięk pukania. Dunka otworzyła szerzej oczy i z niedowierzaniem wpatrywała się w otwierające się drzwi. Francis uśmiechnął się wesoło, po czym oparł się o futrynę.
- Chodźcie na dół - powiedział. - Dzisiaj zagramy w najbardziej imprezową grę, której na tym wyjeździe nie mogło zabraknąć.
Dunka usiadła pomiędzy Gilbertem, a Polską. W pokoju były wszystkie personifikacje. Siedzieli w dużym kole. Przed Sørine leżała butelka po coca-coli. Po krótkim losowaniu ustalono, że to Grecja zacznie. Herakles leniwie zakręcił butelką, która wypadła na Niemcy.
- Prawda - oznajmił stanowczo.
- Co za cykor... Co za facet idzie na łatwiznę? - zachichotał Feliks.
Na szczęście Ludwik go zignorował.
- Gdyby nastała apokalipsa kotów różnej rasy kogo byś uratował: Feliciano czy Gilberta?
Niemcy zastanowił się przez chwilę. Rozważył wszystkie za i przeciw. Pewny siebie Prusy drapał żabę po łebku, rzucając złośliwe spojrzenia Włochom.
- Wybrałbym Włochy...
- CO! - krzyknął oburzony Gilbert.
- Chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego? - mruknął Ludwik.
Niemcy zakręcił butelką, która wypadła na Hiszpanię. Antonio ochoczo wybrał wyzwanie i wkrótce dostał zakaz przychodzenia pod dom Włochów w środku nocy. Wyglądał na naprawdę niezadowolonego. Jednak nie kłócił się i przyjął to na klatę. Butelka ponownie zawirowała i tym razem trafiła na Białoruś. Dziewczyna uniosła wzrok i wbiła go w Hiszpanię.
- Wyzwanie - mruknęła.
Antonio zastanawiał się przez chwilę, po czym uśmiechnął się.
- Masz wyciągnąć resztki z dzisiejszej kolacji z lodówki i się w nich wykąpać, krzycząc "Jakie to dobre!"
Białorusinka zbladła i zamilkła na moment. Dzisiaj na kolację był obrzydliwy makaron z zeszłej dekady polany sosem z pomidorów, pamiętających jeszcze młodość Andrzeja Dudy. W końcu westchnęła i wyszła z pokoju, by po chwili wrócić z miską obiadu. Zniesmaczona spojrzała po wszystkich. Swój wzrok zatrzymała na Sørine. Dunka miała się wtrącić i uratować honor Natalii, jednak nim zdążyła się podnieść Białoruś wylała makaron na siebie.
- Jakie to dobre! - krzyknęła, płonąc ze złości. - Mmm. wspaniałe.
Obsmarowała się jeszcze bardziej makaronem, żeby udowodnić swoją niezależność. Feliciano wpatrywał się w dziewczynę jak urzeczony.
- Makaronowy anioł... Wszysko co kocham w jednym - szepnął. - Makaron, pomidory i laseczki.
Natalia zamrugała szybko i wzdrygnęła się. Przykucnęła, a kilka witek makaronu spadło na ziemię, gdy zakręciła butelką, która dobitnie ogłosiła następcę - Polskę.
- Totalnie wyzwanie, nie wiem czy wiesz, ale my Polacy jesteśmy tak totalnie hardcorowi, że no totalnie - zaśmiał się z dumą. - No totalnie bardziej się nie da.
- Masz otworzyć okno - zaczęła Białoruś, a Feliks od razu podszedł do okna i je otworzył. - A teraz nabierz głęboki wdech i... - Polska nabiera oddech - krzyknij "Kocham Rosję!"
- KOCHAM ROSJ~
Zamilkł i odwrócił się jak na szpilkach.
- Totalnie: CO?! Panie dzieju i Andrzeju, co!?
- Heeeeeheee - zaśmiał się Prusy. - Czego my się tutaj dowiadujemy?
Feliks był skłonny się na niego rzucić, ale powstrzymał się. Zacisnął pięści i szczęki.
- Jeszcze się policzymy - zagroził, wymachując palcem.
Natalia opuściła zabawę, idąc się umyć, a Polska wrócił do kręgu. Butelka ponownie drgnęła wprawiona w ruch i po kilku obrotach stanęła, wskazując wybrańca. Feliks uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Licia! No totalnie! - zakrzyknął wesoło. - Pytanie czy wyzwanie?
- Boję się twoich wyzwań - wyznał chłopak. - Nie jestem samobójcą. Nie spieszy mi się, by umrzeć z twojej ręki. Pytanie.
Polska nagle spąsowiał i zamilkł. Wszyscy myśleli, że wymyśla pytanie, ale w tym było coś głębszego. Sørine zauważyła smutny błysk w oczach blondyna dopiero po chwili. Feliks wzdrygnął się i uśmiechnął sztucznie.
- No to totalnie, Licia, powiedz nam jaką masz na sobie bieliznę!
- P-Polsko!
Wyszło na to, że Toris nosi bokserki z własną flagą. Z resztą jak pewnie połowa osób z tego pokoju. Po tym wyzwaniu Polska opuścił zabawę i wrócił do pokoju.
- Sørine, pytanie czy wyzwanie? - spytała Ela, trzymając butelkę.
- Wyzwanie! - odparła ochoczo.
Miała nadzieję, że Węgry wymyśli coś, co pozwoli jej wejść w bliższą interakcję z Francją. Nie było to tajemnicą, że Sørine i Francis to już więcej niż tylko przyjaciele. Chociaż żadne z nich jeszcze się nie przyznało do swoich uczuć. Wczoraj mieli się pocałować. Rumieniec wypływał na policzki Dunki za każdym razem, gdy przypominała sobie jak blisko siebie byli. Jak ciepło było w jego objęciach, jak przenikliwy i gorący był jego dotyk. Starała się nie myśleć o jego złotych jak kłosy przenicy włosach. Pragnęła tego mężczyzny. I wiedziała, że on także pragnie jej. By w końcu powiedzieć "On jest mój!", "Ona jest moja!". Dania chciała tego zapewnienia. A teraz musi być szczególnie ostrożna w stosunku do Belgii. Zawsze ją tolerowała. Chociaż nie podobało nie się to z jaką łatwością odnajduje się w towarzystwie Francisa.
- Wybierz jednego chłopaka z naszego towarzystwa, na sam początek.
Dunka zerknęła na przedstawicieli męskich. Wybór mógł być tylko jeden.
- Francja?
- A teraz wyzwanie. - wyszczerzyła się Ela. - Zamień się z nim koszulkami.
Dziewczyna zapłonęła gorącem i spojrzała na Francisa. W pierwszej chwili wydawał się zaskoczony. Jednak po chwili uśmiechnął się zachęcająco w stronę Dani. Nikt jeszcze nie odmówił zadania, a te nie jest tak złe jak wysmarowanie się obiadem. Przełknęła ślinę i odwzajemniła uśmiech.
Spokojnie, Sørine - pomyślała. - Tylko spokojnie.
Zdjęła T-shirt z siebie i najszybciej jak było to możliwe wymieniła się z Francją. Czerwona jak truskawka ubrała koszulkę blondyna i ogarnął ją błogi spokój. Poczuła zapach wody kolońskiej, której zawsze używał Francis, a także ciepło. Jeszcze chwilę temu on ją nosił. To jego ciepło. Dania chwyciła rąbek ubrania i uśmiechnęła się miło. Podniosła wzrok i aż drgnęła, gdy zobaczyła jak wszyscy z zaciekawieniem się w nią wpatrują. Zerknęła w stronę Francisa i miała ochotę się zaśmiać. Koszulka była dla niego za mała i naciągnęła się do granic możliwości, opinając jego mięśnie brzucha. Za to Dunka pływała w odzieniu blondyna.
Ooo tak. Mój francuski Adonis!
Sørine zakręciła butelką, która padła na Lily. Gra trwała w najlepsze i wszyscy doskonale się bawili. Śmiali się i wesoło gawędzili. Ich rozmowy przeplatały się z wyzwaniami i pytaniami. Dania była przekonana, że nic już nie może zepsuć tego wieczoru. Było zbyt idealnie. Mając na sobie jego bluzkę miała wrażenie, że jest w jego objęciach. Ciepłych i silnych.
- Sørine, pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
Odparła lekkomyślnie, nadal miętoląc koszulkę ukochanego i zupełnie się wyłączając.
- Zakradnij się do pokoju PP i domaluj jej wąsy.
Dunka jak i reszta towarzystwa momentalnie zbladła. Sørine oderwała się od marzeń i z niepokojem spojrzała na wyzywającego. Zmarszczyła brwii, gdy zauważyła kto trzymał butelkę i przyglądał się jej ze złośliwym uśmiechem. Emma szyderczo się zaśmiała i odłożyła butelkę.
- Chyba, że się boisz?
- Belgio! - zagrzmiała Ela. - Przecież to jak samobójstwo! Wymyśl coś innego!
- Właśnie! - zawołał Francis. - Zabawa zabawą, ale wszyscy dobrze wiemy jak to się może skończyć.
Sørine zdziwiła się, słysząc jak zaciekle Francja jej broni. Ciepło rozlało się po jej ciele. Pokrzepiona słowami przyjaciół wstała i przerzuciła warkocz na prawą stronę. Na stronę, która kojarzyła się jej z walką i bitwą. Niech zobaczy kogo właśnie wyzywa. Pod maską codzienności Sørine nadal była wojowniczym wikingiem, który stoczył wiele bitew. I Emma nie powinna o tym zapominać. Wypięła dumnie pierś i dobitnie oznajmiła:
- Zrobię to.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz