piątek, 18 sierpnia 2017

Rozdział 8

Rozdział 8
Zupełnie inaczej w przypływie emocji


Prusy oraz PP chyba zaczęli się lepiej dogadywać po wspólnych zakupach. Kto by pomyślał, że z Gilberta był taki elegant? Rozmawiali o garsonkach, mundurach, a potem przechodzili do sukien i historycznych czapek. Nawet wymienili się numerami telefonów i umówili na zakupy w Berlinie! Co więcej żaba, która "uratowała" albinosa cały czas siedziała na jego głowie. Tam gdzie zazwyczaj siedział Gilbird. Kurczaczek zniknął. Dania spekulowała, że być może był zazdrosny, albo poczuł się urażony.
Sørine weszła do pokoju i rzuciła plecak na łóżko. Umierała ze zmęczenia. Była ciekawa co takiego przygotowali na dzisiejszy wieczór faceci. Położyła się na łóżku i zamknęła oczy.
- Hmmm, to, a może to... - mruczała Emma. - Sørine jak myślisz? Lepsza będzie wanilia o poranku, czekolada Afryki czy karmel zachodu?
Dania podniosła się na łokciach i spojrzała na nią. W dłoni trzymała trzy pomadki.
- Czekolada Afryki brzmi smacznie - przyznała dziewczyna. - Czemu?
Od razu pomyślała o Francisie. Francuz bardzo lubił czekoladę. Raz nawet zrobiła mu tort czekoladowy! Pamięta ten dzień jakby to było wczoraj. Był lipiec. Okropny gorąc i wiele gości. Wszyscy dobrze się bawili. Rozmawiali, śmiali się. Gdy przybył ostatni gość przyszła pora na tort. Polska uniósł kieliszek, a Prusy kufel. Wszyscy wesoło wstali i czekali, aż Dania wniesie tort. Jednak, gdy Dunka podeszła bliżej tortu Emma niechcący zrzuciła go z blatu... wprost na ziemię...
- Planuję dzisiaj mały flirting - zaśmiała się i pomalowała usta. - Mmm, czekolada. Mam trochę mojej belgijskiej. Lepszej nigdzie nie znajdziesz.
- Osobiście uważam, że ta afrykańska jest lepsza - syknęła Dania.
Belgia spojrzała na nią zaskoczona i odłożyła szminkę. Miała coś powiedzieć, gdy drzwi do pokoju się otworzyły.
- DLACZEGO NIKT TU NIE PUKA!? - wrzasnęła wściekła Dania. 
Musiała się na czymś wyładować. Francis stanął w bezruchu, po czym wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Sørine była gotowa pobiec za nim i wszystko wyjaśnić, jednak nim zdążyła zbiec z łóżka w pokoju rozległ się dźwięk pukania. Dunka otworzyła szerzej oczy i z niedowierzaniem wpatrywała się w otwierające się drzwi. Francis uśmiechnął się wesoło, po czym oparł się o futrynę.
- Chodźcie na dół - powiedział. - Dzisiaj zagramy w najbardziej imprezową grę, której na tym wyjeździe nie mogło zabraknąć.



Dunka usiadła pomiędzy Gilbertem, a Polską. W pokoju były wszystkie personifikacje. Siedzieli w dużym kole. Przed Sørine leżała butelka po coca-coli. Po krótkim losowaniu ustalono, że to Grecja zacznie. Herakles leniwie zakręcił butelką, która wypadła na Niemcy.

- Prawda - oznajmił stanowczo.
- Co za cykor... Co za facet idzie na łatwiznę? - zachichotał Feliks.
Na szczęście Ludwik go zignorował.
- Gdyby nastała apokalipsa kotów różnej rasy kogo byś uratował: Feliciano czy Gilberta?
Niemcy zastanowił się przez chwilę. Rozważył wszystkie za i przeciw. Pewny siebie Prusy drapał żabę po łebku, rzucając złośliwe spojrzenia Włochom.
- Wybrałbym Włochy...
- CO! - krzyknął oburzony Gilbert.
- Chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego? - mruknął Ludwik.
Niemcy zakręcił butelką, która wypadła na Hiszpanię. Antonio ochoczo wybrał wyzwanie i wkrótce dostał zakaz przychodzenia pod dom Włochów w środku nocy. Wyglądał na naprawdę niezadowolonego. Jednak nie kłócił się i przyjął to na klatę. Butelka ponownie zawirowała i tym razem trafiła na Białoruś. Dziewczyna uniosła wzrok i wbiła go w Hiszpanię.
- Wyzwanie - mruknęła.
Antonio zastanawiał się przez chwilę, po czym uśmiechnął się.
- Masz wyciągnąć resztki z dzisiejszej kolacji z lodówki i się w nich wykąpać, krzycząc "Jakie to dobre!"
Białorusinka zbladła i zamilkła na moment. Dzisiaj na kolację był obrzydliwy makaron z zeszłej dekady polany sosem z pomidorów, pamiętających jeszcze młodość Andrzeja Dudy. W końcu westchnęła i wyszła z pokoju, by po chwili wrócić z miską obiadu. Zniesmaczona spojrzała po wszystkich. Swój wzrok zatrzymała na Sørine. Dunka miała się wtrącić i uratować honor Natalii, jednak nim zdążyła się podnieść Białoruś wylała makaron na siebie.
- Jakie to dobre! - krzyknęła, płonąc ze złości. - Mmm. wspaniałe.
Obsmarowała się jeszcze bardziej makaronem, żeby udowodnić swoją niezależność. Feliciano wpatrywał się w dziewczynę jak urzeczony.
- Makaronowy anioł... Wszysko co kocham w jednym - szepnął. - Makaron, pomidory i laseczki.
Natalia zamrugała szybko i wzdrygnęła się. Przykucnęła, a kilka witek makaronu spadło na ziemię, gdy zakręciła butelką, która dobitnie ogłosiła następcę - Polskę.
- Totalnie wyzwanie, nie wiem czy wiesz, ale my Polacy jesteśmy tak totalnie hardcorowi, że no totalnie - zaśmiał się z dumą. - No totalnie bardziej się nie da.
- Masz otworzyć okno - zaczęła Białoruś, a Feliks od razu podszedł do okna i je otworzył. - A teraz nabierz głęboki wdech i... - Polska nabiera oddech - krzyknij "Kocham Rosję!"
- KOCHAM ROSJ~
Zamilkł i odwrócił się jak na szpilkach.
- Totalnie: CO?! Panie dzieju i Andrzeju, co!?
- Heeeeeheee - zaśmiał się Prusy. - Czego my się tutaj dowiadujemy?
Feliks był skłonny się na niego rzucić, ale powstrzymał się. Zacisnął pięści i szczęki.
- Jeszcze się policzymy - zagroził, wymachując palcem.
Natalia opuściła zabawę, idąc się umyć, a Polska wrócił do kręgu. Butelka ponownie drgnęła wprawiona w ruch i po kilku obrotach stanęła, wskazując wybrańca. Feliks uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Licia! No totalnie! - zakrzyknął wesoło. - Pytanie czy wyzwanie?
- Boję się twoich wyzwań - wyznał chłopak. - Nie jestem samobójcą. Nie spieszy mi się, by umrzeć z twojej ręki. Pytanie.
Polska nagle spąsowiał i zamilkł. Wszyscy myśleli, że wymyśla pytanie, ale w tym było coś głębszego. Sørine zauważyła smutny błysk w oczach blondyna dopiero po chwili. Feliks wzdrygnął się i uśmiechnął sztucznie.
- No to totalnie, Licia, powiedz nam jaką masz na sobie bieliznę!
- P-Polsko!
Wyszło na to, że Toris nosi bokserki z własną flagą. Z resztą jak pewnie połowa osób z tego pokoju. Po tym wyzwaniu Polska opuścił zabawę i wrócił do pokoju.
- Sørine, pytanie czy wyzwanie? - spytała Ela, trzymając butelkę.
- Wyzwanie! - odparła ochoczo.
Miała nadzieję, że Węgry wymyśli coś, co pozwoli jej wejść w bliższą interakcję z Francją. Nie było to tajemnicą, że Sørine i Francis to już więcej niż tylko przyjaciele. Chociaż żadne z nich jeszcze się nie przyznało do swoich uczuć. Wczoraj mieli się pocałować. Rumieniec wypływał na policzki Dunki za każdym razem, gdy przypominała sobie jak blisko siebie byli. Jak ciepło było w jego objęciach, jak przenikliwy i gorący był jego dotyk. Starała się nie myśleć o jego złotych jak kłosy przenicy włosach. Pragnęła tego mężczyzny. I wiedziała, że on także pragnie jej. By w końcu powiedzieć "On jest mój!", "Ona jest moja!". Dania chciała tego zapewnienia. A teraz musi być szczególnie ostrożna w stosunku do Belgii. Zawsze ją tolerowała. Chociaż nie podobało nie się to z jaką łatwością odnajduje się w towarzystwie Francisa.
- Wybierz jednego chłopaka z naszego towarzystwa, na sam początek.
Dunka zerknęła na przedstawicieli męskich. Wybór mógł być tylko jeden.
- Francja?
- A teraz wyzwanie. - wyszczerzyła się Ela. - Zamień się z nim koszulkami.
Dziewczyna zapłonęła gorącem i spojrzała na Francisa. W pierwszej chwili wydawał się zaskoczony. Jednak po chwili uśmiechnął się zachęcająco w stronę Dani. Nikt jeszcze nie odmówił zadania, a te nie jest tak złe jak wysmarowanie się obiadem. Przełknęła ślinę i odwzajemniła uśmiech. 
Spokojnie, Sørine - pomyślała. - Tylko spokojnie.
Zdjęła T-shirt z siebie i najszybciej jak było to możliwe wymieniła się z Francją. Czerwona jak truskawka ubrała koszulkę blondyna i ogarnął ją błogi spokój. Poczuła zapach wody kolońskiej, której zawsze używał Francis, a także ciepło. Jeszcze chwilę temu on ją nosił. To jego ciepło. Dania chwyciła rąbek ubrania i uśmiechnęła się miło. Podniosła wzrok i aż drgnęła, gdy zobaczyła jak wszyscy z zaciekawieniem się w nią wpatrują. Zerknęła w stronę Francisa i miała ochotę się zaśmiać. Koszulka była dla niego za mała i naciągnęła się do granic możliwości, opinając jego mięśnie brzucha. Za to Dunka pływała w odzieniu blondyna.
Ooo tak. Mój francuski Adonis!
Sørine zakręciła butelką, która padła na Lily. Gra trwała w najlepsze i wszyscy doskonale się bawili. Śmiali się i wesoło gawędzili. Ich rozmowy przeplatały się z wyzwaniami i pytaniami. Dania była przekonana, że nic już nie może zepsuć tego wieczoru. Było zbyt idealnie. Mając na sobie jego bluzkę miała wrażenie, że jest w jego objęciach. Ciepłych i silnych. 
- Sørine, pytanie czy wyzwanie? 
- Wyzwanie.
Odparła lekkomyślnie, nadal miętoląc koszulkę ukochanego i zupełnie się wyłączając. 
- Zakradnij się do pokoju PP i domaluj jej wąsy.
Dunka jak i reszta towarzystwa momentalnie zbladła. Sørine oderwała się od marzeń i z niepokojem spojrzała na wyzywającego. Zmarszczyła brwii, gdy zauważyła kto trzymał butelkę i przyglądał się jej ze złośliwym uśmiechem. Emma szyderczo się zaśmiała i odłożyła butelkę.
- Chyba, że się boisz? 
- Belgio! - zagrzmiała Ela. - Przecież to jak samobójstwo! Wymyśl coś innego! 
- Właśnie! - zawołał Francis. - Zabawa zabawą, ale wszyscy dobrze wiemy jak to się może skończyć.
Sørine zdziwiła się, słysząc jak zaciekle Francja jej broni. Ciepło rozlało się po jej ciele. Pokrzepiona słowami przyjaciół wstała i przerzuciła warkocz na prawą stronę. Na stronę, która kojarzyła się jej z walką i bitwą. Niech zobaczy kogo właśnie wyzywa. Pod maską codzienności Sørine nadal była wojowniczym wikingiem, który stoczył wiele bitew. I Emma nie powinna o tym zapominać. Wypięła dumnie pierś i dobitnie oznajmiła:
- Zrobię to.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Domi L