piątek, 18 sierpnia 2017

Rozdział 5

Rozdział 5
Zupełnie inaczej podczas poszukiwań

Dzień minął całkiem szybko wśród śmiechu i dobrej zabawy. Chociaż była całkowicie pozorna. Wszyscy nie przestawali myśleć o legendzie, o Szwajcarii i o krwii na jego poduszce. Dania kilka razy pytała Liechtenstein o dziwne cyfry na kartce. Dziewczynka zarzekała się jednak, że nie wie o co chodzi. Pytała również Ludwika i Feliciano. Włochy nawet nie został powiadomiony, że coś takiego miało miejsce. Niemcy stanowczo tego zakazał. Sørine spojrzała na słońce, które zaczęło znikać za horyzontem jeziora, ponownie barwiąc jego taflę na okrutny szkarłat. Dunka jeszcze przez kilka minut wpatrywała się w świstek papieru z koślawo napisanymi cyframi. Nagle usłyszała podłużne sarknięcie, a Natalia obok niej się obudziła. Dunka nagle zamarła. Plecy Białorusi były czerwone jak rak. Przeraziła się nie na żarty. W końcu obiecała jej, że będzie smarować jej plecy co godzinę. A tu co! Kompletnie pochłonęły ją tajemnicze cyfry i Francis. Ooo tak. Ooo Francis. Blondynka od razu poczuła, że coś jest nie tak. 
- Sørine...
- Oh! Natalio! Obudziłaś się! Spójrz tylko! Czy wiesz może co to może znaczyć? - zawołała szybko, wciskając jej papierek zanim ta zdążyła cokolwiek powiedzieć.
 Białorusinka zlustrowała świstek przenikliwym spojrzeniem. Sørine wstała natomiast i podniosła ręcznik. Pora się zbierać. Była głodna jak diabli. Wróci do pokoju, wykąpie się i pójdzie na kolację. Poskładała materiał i włożyła go do torby plażowej. Przy okazji zjadła kolejny paluszek. Hrabina również się zbierała, ponownie ciągnąc Pupiego Kupasa do pokoju. Elizaveta oraz Lily poszły już godzinę temu. Liechtenstein płakała za swoim bratem. 
- Odnajdziemy go, Lily! - zapewniała Dania. - Nie martw się. Nic mu nie będzie. Znasz Vasha, czyż nie! Znajdziemy go!
- Obiecujesz? - zaszlochała blondynka, patrząc na nią smutnym wzrokiem. 
Dunka nie odpowiedziała od razu. Nie chciała składać obietnic na wiatr. Poza tym, być może faktycznie lepiej wezwać policję. Jednak PP to nie obchodzi. Co tam jedna Szwajcaria mniej czy więcej.
- Obiecuję.
Otrząsnęła się z zamyślenia i odwróciła wzrok. Francis, Gilbert i Antonio znikali już za zakrętem. Ale widząc te plecy francuskiego Adonisa pociekła jej łakoma ślinka.
- Ślinisz się - oznajmiła Natalia, nawet na nią nie patrząc. 
Nadal lustrowała wzrokiem tę kartkę. 
- Co sobie wyobraziłaś? - parsknęła śmiechem.
- Adonisa.
- Leży za tobą.
Sørine odwróciła się zdziwiona. Tuż za nią leżał Grecja w typowej greckiej pozie na największego przystojniaka. Typowy Zeus, Posejdon lub Apollo. Ooo tak. Ooo Herakles. Dania miała ochotę posmyrać go po wyrzeźbionej, opalonej  klacie. I nasmarować oliwką. 
- Znowu się ślinisz.
Dunka wytarła usta i skrzywiła się. Miała ostatnio okropny ślinotok. 
- Chyba coś zauważyłam. Spójrz na te cyfry - oznajmiła. - 25811. Widzisz tu coś? 
Dziewczyna skupiła swoje spojrzenie i usiadła obok Białorusi. I nagle ją olśniło. Wyrwała świstek z dłoni dziewczyny i jeszcze raz wszystko przemyślała. No tak. Był to prosty wzór. Jak wcześniej mogła tego nie dostrzec? Doszukiwała się w tym adresu, jakiś symboli, które pomogłyby odnaleźć Vasha. Ale dopiero teraz zauważyła schemat. 
- Wszystko jest większe o trzy - powiedziała.
 Słowianka uśmiechnęła się.
- Bingo!

Sørine suszyła włosy suszarką, gdy nagle do pokoju ktoś wszedł. Dania wyskoczyła z łazienki i spojrzała na stojącego w przejściu Francisa. Podskoczyła aż, a urządzenie prawie wypadło jej z ręki. Spojrzał najpierw na Emmę, a później na Dunkę, która aż kipiała z zazdrości. Belgia siedziała w samej bieliźnie. Widziała z jakim pożądaniem wlepia w nią spojrzenie Francuz. Ba! Miała nawet wrażenie, że się oblizał. 
Ale to mogła sobie jedynie dopowiedzieć. 
Kopnęła go w kolano, a on się mimowolnie ruszył. 
- Aj aj aj. Jesteś bardzo brutalna - jęknął, podskakując.
- Ciesz się, że zostawiłam mój topór w domu - mruknęła. - Co cię tu sprowadza? Niedługo cisza nocna. Pupi i Hrabina będą sprawdzać pokoje. Za dokładnie... 2 minuty. - wskazała na zegar. 
- Dlatego wolałbym się streszczać - westchnął. 
- Słucham zatem. - uniosła brwii ku górze. 
- Chodź ze mną poszukać Vasha - szepnął. - Jako jedyna widziałaś czarownicę z tego jeziora. Może dzisiaj też przyjdzie. Dogadałem się z Ludwikiem. Blondyn w końcu, e? Będzie spał w tym samym pokoju. Tylko my będziemy obserwować z krzaków przy jeziorze i czatować. 
W głowie Dunki pojawiło się szybko kilka myśli. Chce być z nią sam na sam? Może ten pocałunek z wtedy stanie się prawdą? Może, może...
Nagle potrzasnęła sobą, starają się uspokoić. To tylko wspólne śledzenie mitycznej kobiety, która mieszka w Czerwonym Jeziorze i zamordowała ich kolegę. Przecież to nie randka! Randka byłaby, gdyby dał jej różę, czekoladki... Ooo tak. Ooo randka.
- Prusy tak łatwo się zgodził? - zdziwiła się Emma, podpierając głowę na dłoni.
 Francis nie spojrzał w jej stronę. Chociaż Dania wiedziała, że chciał. Przyjdzie czas, gdy to od niej nie będzie mógł oderwać wzroku! Zaraz...co...! Zawstydziła się.
- Ee. Zamknęliśmy go w szafie u Eli, Lily i Natalii... 
- A. Państwa bez państwa głosu nie mają! - zażartowała Sørine, rozbawiając pozostałych. - Cóż tak. Chodźmy. Poczekaj, tylko wezmę sweter... 
- HALO, CZY JA TU SŁYSZĘ ROZMOWY. -  Francis wskoczył do łazienki, zamykając drzwi i upadając na toaletę. Zaraz po tym w progu pokoju stanęła PP, a za nią siedział związany Pupi Kupas, błagający o ratunek. 
- Em, tak, my, tylko... Ja właśnie gasiłam światło... 
- ZGAŚ JE WRESZCIE. ILE MOŻNA GASIĆ JEDNO ŚWIATŁO. - wrzasnęła i wyszła. 
Sørine chwyciła się za serce i oparła o szafę. Niby ma tyle wojska, tyle samolotów, tyle czołgów, floty... Mówi się nawet (w sensie Norwegia mówi), że sama w sobie jest zabójczą bronią na spokój innych, a jedna osoba może spowodować u niej taki strach.


Dania żałowała, że nie zabrała pełnych butów, a ubrała sandały. Zapomniała, że chociaż dzień był ciepły to niedawno padało i przeszła gromka burza. Powietrze nie było zimne, aczkolwiek była rosa. Razem z Francją ukryła się w krzakach, kurczowo otulając ramionami. Zbliżała się jedenasta. W wielu pokojach światło było już zgaszone. Paliło się ono jedynie w pokoju dziewczyn pilnujących Gilberta. Widać było, że Prusy ze wszystkich sił stara się je zirytować, aby go wypuściły. Węgry krzyczała coś do drzwi szafy, wymachując wściekle dłonią w ożywionej gestykulacji. Lily siedziała prawdopodobnie na łóżku Natalii i trzymała lód na jej ramionach. Co jakiś czas podnosiła woreczek i o coś pytała. Nagle Gilbert w szafie zaczął podskakiwać, a razem z nim ruszał się cały mebel. Finalnie przechylił się ta bardzo, że runął na przeciwległą ścianę, prawie rozgniatając Elę. Prusy chyba zemdlał bo Węgierka uspokoiła się i odetchnęła, po czym coś powiedziała do reszty i zgasiła światło. 
Od tej pory towarzyszyła im całkowita cisza, przerywana jedynie kumkaniem żab i koncertem koników polnych. Dziewczyna ukradkiem spojrzała na Francję. Ustalili, że nie będą się odzywać, aby nie wystraszyć zjawy i nie przywołać niepotrzebnie PP. Przed nimi latały świetliki. Czuła się niemal jak w Małej Syrence. Tylko, że na lądzie. W krzakach. W poszukiwaniu zamordowanego, ale wciąż żyjącego kolegi. 
Dzisiaj była pełnia. Księżyc oświetlał twarz Francisa. Dania skupiła na nim swój wzrok. Wyglądał niesamowicie dojrzale i odpowiedzialnie z tak skupionym wyrazem twarzy. Czujnie obserwował. I czekał. Przed oczami Danii pojawił się on w francuskim mundurze. Tak. Przypominał jej żołnierza. 
Żołnierza jej serca. 
Kochała go tak bardzo. Pragnęła dzielić z nim każde wspomnienie. Te dobre. Te złe. Chciała być blisko niego. Upajać się jego zapachem. Zasypiać w jego ramionach. Chciała być jego. I chciała by on był jej. 
Spojrzał na nią, a w jego błękitnych oczach pojawiła się troska. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale przypomniał sobie, że nie powinien. Zamiast tego objął ją ramieniem, zarzucając niebieską bluzę na ramiona. Sørine dotknęła swoich warg, przypominając sobie wczorajszy wieczór. Czy to była jawa? Czy to był sen? 
Z Francisa biło ciepło. Chociaż tak naprawdę nie było jej zimno, a jedynie pragnęła go dotknąć. 

TRZASK TRZASK TRZASK 

Odwróciła się natychmiast i spojrzała przed siebie. Niczego nie zobaczyła. Dźwięk nadal rozpływał się po okolicy.

TRZASK TRZASK TRZASK

Dziewczyna chwyciła dłoń Francisa, a on ją uścisnął. 
I właśnie wtedy pojawiła się ona. Dama Czerwonego Jeziora. W białej sukni. Z welonem na głowie. Wyglądała niesamowicie. Pięknie. Poruszała się szybko. Wzdłuż ściany budynku. Pomiędzy tymi wszystkimi wrażeniami Sørine poczuła ból na nogach, który z każdą chwilą narastał. Poruszyła się i nagle zrozumiała. Stanęła w mrowisku. Pisnęła i gwałtownie się podniosła, starając się zrzucić z siebie mrówki latarką. Niechcący objechał jej palec i włączyła urządzenie, zdradzając ich pozycję. Francja próbował ją uspokoić, ale było za późno. Dama podążała w ich kierunku. Wtedy Dunka zatoczyła okrąg i przewróciła się, nadziewając dłonie na kolce dzikiej jeżyny. Krzyknęła i podniosła się, przebiegając kilka kroków, skacząc i strzepując mrówki. Miała wrażenie, że oblazły ją całą. Nogi i dłonie piekły bólem. Nagle potknęła się o coś i upadła. Próbując nie wypuścić latarki z ręki skierowała ją przed siebie, oświetlając biały materiał.
Tuż przed nią leżało ciało Szwajcarii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Domi L