Rozdział 1
Zupełnie inaczej w autobusie.
Zbliżała się szósta rano, gdy prawie wszystkie kraje zebrały się na miejscu zbiórki. Pogoda zapowiadała się niezwykle dobrze. Wiatr miał silny, rześki zapach trawy. Sørine szczęśliwa kierowała się w stronę stojących personifikacji. Już z daleka zobaczyła machającą jej Elizavetę i Feliksa. Za nimi stał Toris, robiąc w głowie listę czy aby na pewno wszystko zabrał. Gdy dostrzegł Dunkę kątem oka, odruchowo się rozejrzał czy czasem nie ma przy niej Białorusi. Sowieckiego rodzeństwa jeszcze nie było. Tak samo jak kilku innych osób. Brakowało między innymi Grecji, Szwajcarii i Liechtenstein, włoskich braci oraz Hiszpanii i Francji. Na tego ostatniego Dania najbardziej oczekiwała. Była pewna, że przyjdzie, ale miał trochę dłuższą drogę niż inni. Sørine przywitała się z Polską i Węgrami.
- Lukas i reszta nie jadą? - zdziwiła się Ela, mierząc dziewczynę pytającym wzrokiem.
Do Sørine niczym bumerang wróciły wspomnienia z pamiętnego wieczoru. Norwegia, Szwecja, Islandia i Finlandia siedzieli razem w pokoju, gdy nagle ona wpadła przez drzwi z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Już za miesiąc jedziemy na wycieczkę! - zawołała.
Lukas odwrócił się w jej stronę z powagą wymalowaną na twarzy.
- To ty też jedziesz? - zapytał, unosząc brew ku górze.
Sørine dalej się uśmiechając zerknęła w bok na towarzyszy i znowu na Norwegię. Przytaknęła.
- Wszyscy jedziemy? - zaśmiała się nerwowo. - Chyba...nie?
Norweg opuścił brew.
- Czuję, że za miesiąc o tej porze będę chory i chyba nie będę mógł jechać.
- Wydaje mi się, że za miesiąc o tej porze zarazi mnie Norwegia i nie pojadę - dołączył się Berwald.
- Skoro Lukas i Szwecja będą chorzy, ktoś będzie musiał się nimi zaopiekować, prawda Tino? - oznajmił Emil, akcentując ostatnie słowa.
Finlandia niepewnie kiwnął głową.
- Chyba będziesz musiała jechać sama, Danio. - podrapał się w tył głowy.
Sørine doskonale pamiętała tamten dzień. Elizaveta zerknęła na Feliksa przez ramię, porozumiewając się tajemniczo. Ani on, ani ona nie rozumieli nagłego milczenia Dunki. Nie wiedzieli, że ona przeżywała retrospekcję.
- Rozchorowali się - powiedziała w końcu.
W tym momencie na parking wjechał autobus.
- Będzie totalnie epicko na tej wycieczce, bo jest ona generalnie u mnie, a u mnie jest tak totalnie, że aż generalnie. - Polska pokiwał głową w luzacki sposób i cmoknął.
Węgry roześmiała się ze słów przyjaciela i odwróciła się, lustrując wzrokiem pozostałych. Belgia i Holandia stali pod latarnią. W ręku mężczyzna trzymał papieros, na który Emma co jakiś czas krzywo patrzyła. Niemcy pomagał wnieść bagaż Feliciano, który dopiero przyjechał. Hiszpania rozmawiał o czymś z Prusami, a chwilę później wybuchnęli śmiechem. Za nimi stał Romano, który dosłownie zabijał ich wzrokiem. Jego oczy wycelowane wprost na Antonia jasno mówiły "jeśli bym mógł sprzedałbym twoją duszę Arthurowi, by ten zabił ciebie i tego kartofla". Szwajcaria, nie spuszczając oka z Liechtenstein zaprowadził ją już do pojazdu. Litwa dyskutował o czymś z Łotwą. Właśnie tak prezentował się ten obraz. Brakowało tylko Sowieckiego rodzeństwa oraz Francisa, który na dobrą sprawę już powinien tu być.
- Chodźmy już do autobusu, Polsko - zaproponowała Węgry. Blondyn kiwnął głową i zaczął mówić coś o paluszkach ukrytych w siedzeniach. Sørine stała jeszcze chwilę. Prawie wszyscy byli już w autobusie. Ale ona czekała na Francuza. W końcu westchnęła, nie widząc go i sama ruszyła w kierunku luku bagażowego. Chwyciła czerwoną walizkę z flagą Danii i chciała dać ją do środka. Ku jej nieszczęściu ktoś głupi położył walizkę tak, że zajmowała połowę miejsca. Ręce dziewczyny zadrżały. Zaczęła żałować, że wzięła aż tyle rzeczy. A to tylko pięć dni! Gdy walizka miała już z hukiem zlecieć na ziemię pochwyciła ją silna ręka. Sørine zdziwiona odwróciła się w kierunku osobnika. Jej oczy niemal zamigotały, gdy zobaczyła Francisa. Uśmiechnął się w jej kierunku i odgarnął blond włosy opadające na twarz.
- Mon cherie, nie powinnaś męczyć tym swoich pięknych dłoni - oznajmił. W jego głosie dało się wyczuć lekką, męską chrypkę, która dodawała mu uroku. Dania uśmiechnęła się rozbawiona.
- Musiałam zacząć sobie sama radzić bo mój rycerz postanowił się nietaktownie spóźnić - odparła z chytrym uśmieszkiem.
Francja początkowo wydawał się zbity z tropu, ale szybko zrozumiał grę dziewczyny.
- Rycerz błaga o wybaczenie, ale nie mógł odmówić pomocy damie w potrzebie. - spojrzał na nią tajemniczo.
Uśmiech z twarzy Danii szybko zszedł.
- Jaka "dama w potrzebie"? Tylko ja mogę być twoją damą! - zawołała.
- Sprzeczka zakochanych. - usłyszała zza okna głos Polski, który wraz z Elizavetą przyklejał twarz do szyby. - Podajcie paluszki.
Blondyn włożył walizki do bagażnika i zamknął klapę, po czym pociągnął dziewczynę trochę w przód i nachylił się nad nią. Jego oddech drażnił jej policzek. Zadrżała, czując jego palce zaciskające się na jej ramionach.
- Mowa tu oczywiście o winie, mon cherie - szepnął. - Twój rycerz musi dbać o to, byś miała co pić na tej wycieczce.
- Totalnie podajcie te paluszki.
Sørine zarumieniona odskoczyła i uśmiechnęła się.
- Taak... Lepiej... Już chodźmy. - wskazała kciukiem na autobus.
Weszli do środka. Wszystkie miejsca z tyłu zostały już dawno zajęte. Dania chciała zaproponować, by Francis usiadł z nią, ale wtedy Gilbert chwycił jego szykowną, niebieską bluzę z małą flagą Francji na piersi i zaciągnął gdzieś w głębiny pojazdu.
- Tylko nie bluza!
Dziewczyna usiadła na przodzie i westchnęła.
- Gdzie jest Rosja i jego siostry?
- Podobno Rosja zrezygnował.
- Serio?
- Tak.
Wtedy na parking przyjechało duże, czarne auto. Wzrok wszystkich zwrócił się w tamtym kierunku. Zza kierownicy wyskoczyła Białoruś. Otworzyła bagażnik i rozejrzała się, jakby pilnując, by ktoś jej przypadkiem nie zobaczył. Z bagażnika wyciągnęła ogromny plecak, który wyglądał jakby włożyła tam komodę. Postawiła go przed autem i zamknęła samochód. Plecak jakby się ruszał. Tak przynajmniej to wyglądało przez to, że Natalia z niebywałym skupieniem zmierzała w kierunku autobusu, chwiejąc się raz w jedną to drugą stronę. Gdy tam dotarła klapa się otworzyła. Wszyscy popatrzyli po sobie zdezorientowani. Nagle autobus się zapadł pod ciężarem bagażu. Wszyscy podskoczyli.
- No totalnie, co ona tam wzięła? Idę to sprawdzić. - odważny niczym lew Polska wstał i wyszedł.
Tuż za nim ruszył Gilbert, przeczuwając, że gdyby zostawił blondyna sam na sam z Arlovskayą mogłoby się to źle skończyć. Po kilku minutach autobus znowu podskoczył, tym razem podniósł się, jakby zostało z niego ściągnięte 20 ton. Wszyscy znowu spojrzeli za okno. Wtedy zobaczyli uciekającego Rosję, który obracał się i z płaczem krzyczał "Zostaw mnie w spokoju!" i Białoruś, która trzymana przez Polskę i Prusy pełzła po ziemi tylko po to, by dogonić Rosjanina. Niestety Ivan wsiadł w samochód i odjechał z piskiem opon.
Zaraz po tym Polska i Prusy sprawdzili drugi bagaż Białorusi. Na szczęście był czysty i nie znaleźli tam żadnej Ukrainy. Feliks nie chciał wpuścić dziewczyny do autobusu, ale koniec końców i tak się wcisnęła. Usiadła obok Danii, która bez większego zdziwienia (w przeciwieństwie do innych) powiedziała:
- Ale plan był dobry.
- A mogłam wziąć jeszcze większy plecak - mruknęła niezadowolona i zmierzyła nienawistnym spojrzeniem Feliksa. Chłopak podszedł do niej i wyciągnął palec w kierunku jej czoła.
- Bez żadnych sztuczek, Natala, bo totalnie Warszawa stanie się twoją stolicą. - mówiąc to stukał palcem w jej głowę.
- Ja ci dam 'Natala' ty... - syknęła.
- Właśnie dlatego zatrudniłem totalnie kompetentną, generalnie najlepszą, idealną i zafeliście felkowatą przewodniczkę na rynku - oświadczył. - Poznajcie... panią magister Pardubicką!
W autobusie zapanowała cisza, gdy kobieta weszła do środka. Grecja nawet zanotował spadek temperatury o pięć stopni Celsjusza. Sørine i Natalia zbladły, a następnie skamieniały. Obie spojrzały po sobie, po czym wlepiły wzrok w kobietę.
- Ja jednak mogę nie jechać - wydusiła z trudem blondynka.
- Totalnie wywołałaś mega respekt, Gabrysiu - powiedział Feliks do kobiety.
Dania zapowietrzyła się, wiedząc, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Ona wbiła w niego karcące spojrzenie i przejechała po nim wzrokiem od góry do dołu z obrzydzeniem na twarzy.
- Nie jestem twoją koleżanką, żebyś tak do mnie mówił. Chcesz wojny?! Chcesz?! Będziesz ją miał, ale ze mną nie wygrasz! - wrzasnęła.
Zdezorientowany Polska, wycofał się i powoli usiadł obok Elizavety.
Pepe owiała autobus pogardliwym spojrzeniem.
- Wszyscy siedzicie tu jak jakieś... ANANASY - prychnęła z odrazą, po czym usiadła obok kierowcy, każąc mu ruszać.
Kierowca natychmiast wyjechał. Natalia zaczęła trząść ramię Sørine.
- C...Co ona tu...
- Ja nie wiem... Nie...
- Mówcie mi hrabina (Karolina) P. Będę waszą przewodniczką po niezwykłych krainach pojezierzy Mazurskich. - wręcz wypluła to do mikrofonu.
Powiedziała jeszcze kilka mało istotnych rzeczy i w końcu odłożyła nagłośnienie i zaczęła narzekać na kierowcę. A gdy dowiedziała się, że nazywa się Pupi Kupas i pochodzi z filmu Moja Wielka Grecka Wycieczka, który nawiasem mówiąc Pepe uwielbiała, zaczęła podrywać.
W ogóle jak to się stało, że Białoruś i Dania znają hrabinę? Są w końcu krajami. Tak to jest zdecydowanie mniej lub bardziej ciekawa historia. Pewnego dnia przez zupełny przypadek zostały pomylone z uczennicami gimnazjum nr 1 w Rydułtowach. Co tam robiły? Czy to nie oczywiste? Oczywiście, że odwiedzały Bezzębnego Jurka! A więc, gdy dotarły do szkoły nieszczęsne zostały zmuszone do uczestnictwa w lekcjach. Dwie z nich miały właśnie z tą oto kobietą. Dostały pięć jedynek bo nie przeczytały Krzyżaków. A kolejne dwie za to, iż podczas omawiania łagrów Białoruś pokłóciła się o niewinność Rosji, a Dania otworzyła rum na lekcji. Chłopak zwany jako 'Antoniewicz' zaśmiał się wtedy i okazał jej swoją aprobatę, pokazując łapkę w górę. Koniec końców skończyły na dywaniku u Małej Czarnej. Skąd mieli odebrać je rodzice. Na szczęście znalazł je Polska i uratował ze szponów pani Kingi, podając się za samotnego ojca, którego żona zmarła gdy one miały 10 lat.
Jednak trauma pozostała i obie miały nadzieję, że tej kobiety już nigdy w życiu nie zobaczą. Na szczęście narazie była cicho. Sørine ułożyła się wygodniej na siedzeniu i rozeznała sytuację. Za nimi siedział Szwajcaria z Liechtenstein. Przed nimi siedział Polska i Węgry, a z prawej strony Feliksa Litwa z Łotwą. Natomiast miejsce z prawej strony Natalii było wolne. Dania podniosła się trochę na siedzeniu i wzrokiem omiotła autobus. Wszyscy mieli swoje miejsce. A Francja siedział obok Belgii. Nie podobało się to zbytnio Sørine, znając Emmę i jej skłonności do flirtu.
- Totalnie, nie ogarniam jakie wy macie relacje - zagadał Polska.
- Nawet oni sami nie ogarniają co jest między nimi - zachichotała złośliwie Białoruś. - Co nie, Sørine?
Dziewczyna nie odzywała się przez chwilę, lustrując wnętrze swojej torby wzrokiem.
- To skomplikowane - odparła w końcu.
- Coś mi się zdaje, że moje życie miłosne jest bardziej skomplikowane - mruknęła Natalia.
- Ty go totalnie ZAMKNĘŁAŚ W PLECAKU - krzyknął Polska. - Czego ty oczekujesz?!
Blondynka nie odpowiedziała, a tylko kopnęła do siedzenia Feliksa.
- UPS - warknęła z uśmiechem.
- Przestańcie bo rozniesiecie ten autobus! - zagrzmiała Sørine. - Jesteśmy jakby w bardzo bliskiej, aczkolwiek nie romantycznej znajomości. - wzruszyła ramionami. - Francis jest jak chodząca maszynka do podrywu.
- Nikt nie podrywa lepiej niż ja! - oburzyła się Natalia. - Nazywam się Natalia, zapamiętaj...
- To coś innego - zaśmiała się Dania, lekko wzdychając. - Zupełnie innego.
Feliks w końcu się odwrócił, gdy poczuł na sobie przeszywający wzrok Pepe. Sørine oparła się o szybę, wyglądając przez nią. Domy i drzewa mieniły się jej w oczach. W pewnym momencie zmrużyła powieki, gdy słońce stało się zbyt natarczywe. Echem w głowie odbił jej się czyiś głos. Prawdopodobnie należący do Białorusi. Jednak Dania zapadła w stan chwilowego wyciszenia, niekoniecznie przypominającego sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz