Rozdział 9
Zupełnie inaczej podczas tańca ze śmiercią
Sørine stanęła pod drzwiami PP. Serce dudniło jej w piersi. Czuła jak oblewa ją zimny pot. Nawet tam nie weszła, ale na samą myśl, że musi dotknąć jej skóry własną szminką robiło jej się słabo. Dochodziła druga w nocy i Dania ledwo trzymała się na nogach. Chciała zrobić to szybko. Zawsze mogła się wycofać. Ale... Nie. Nie da tej satysfakcji Emmie. Poza tym co to w ogóle ma być? Jest wikingiem! Waleczną i niezłomną kobietą, która przetrwała tuzin wojen, zdrad i bitew. Była pozostawiona sama sobie na kilka tygodni we fiordach Norwegii (Lucas się wkurzył). Zabiła niedźwiedzia własnymi rękami! Jakaś Polka nie będzie jej podskakiwać! Uchyliła drzwi, ale gdy zobaczyła ją na łóżku znowu spanikowała.
- Nie, nie dam rady - wymamrotała pod nosem.
Otworzyła szerzej drzwi i spostrzegła związanego Pupiego Kupasa w kącie, który teraz patrzył na nią błagalnie niemal płacząc. Wtedy poczuła jak ktoś łapie ją za nadgarstek. Odwróciła się gwałtownie i miała krzyknąć, gdy ktoś zakrył jej usta dłonią. Księżyc oświetlił twarz mężczyzny. Przed nią stał Francis i przytknął palec do ust, dając jej do zrozumienia, aby była cicho. Przytaknęła powoli, a on odsunął dłoń z jej twarzy. Nie wiedziała i co więcej nie rozumiała dlaczego on tu jest, ale okoliczności nie pozwoliły jej zapytać. Razem weszli do pokoju. Dziewczyna zbliżyła się do śpiącej kobiety, a Francja dobrotliwie postanowił odwiązać Kupasa. Twarz PP nawet podczas snu budziła respekt. Dania nie chciała tego robić.
Kij z tym. Bała się.
Zbliżyła powoli szminkę do policzka hrabiny i powoli przejechała po nim kosmetykiem. Przewodniczka poruszyła się nieznacznie i wydała zduszony jęk. Przerażona Sørine zesztywniała i rzuciła się na ziemię. Ciekawe jak PP by zareagowała na leżącego trupa pod swoim łóżkiem. Bo serce Dani biło tak szybko, że zaraz mogłaby zejść na zawał. Znowu się podniosła, gdy kobieta nie wykonywała żadnych podejrzanych ruchów. Jednak wtedy spostrzegła, że nie ma przy sobie szminki.
Musiała mi wypaść, gdy upadałam na ziemię - pomyślała.
Gorączkowo wodziła wzrokiem po podłodze, w poszukiwaniu kosmetyku. I wtedy go zobaczyła. Potoczył się tuż obok dłoni PP. Dziewczyna przełknęła ślinę. Patrząc na twarz śpiącej kobiety sięgnęła po szminkę. Przewodniczka zmarszczyła brwii i przekręciła głowę w stronę ściany, odsłaniając drugi polik. Sørine szybko podniosła szminkę i upadła na tyłek. Spojrzała do tyłu. Pupi Kupas był prawie wolny! Francja mocował się z węzłem. Dunka odetchnęła i wstała z ziemi. Musiała zachować ostrożność.
Dlaczego przyszedł tu Francis? Tylko ją dekocentrował. Jego obecność jednocześnie dodawała jej otuchy i odwracała jej uwagę od istotnych spraw. Przejechała szminką mozolnie po drugim poliku, starając się nie obudzić PP. Makijaż był gotowy. Wąsy prezentowały się pięknie.
Teraz trzeba stąd się wydostać!
Podeszła do drzwi i dała sygnał Pupiemu i Francuzowi. Jednak gdy pociągnęła za klamkę okazało się, że drzwi były zamknięte. Znowu pociągnęła tylko mocniej, a stare deski wydały podłużne skrzypnięcie. Francis połóżył jej dłoń na ramieniu i wskazał okno. Blondyn otworzył je i spojrzał w dół. Na dole coś było. Jakaś konstrukcja. Ale nie wiele byli w stanie dostrzec przy słabym świetle księżyca. Dunka wychyliła się, ale Francja powstrzymał ją, wciągając z powrotem do środka. Sam wszedł na parapet i wyciągnął nogę na zewnątrz. Wtedy nagle Pupi Kupas zrzucił słoik z paznokciami na ziemię, a ten pękł.
- He?? Co? Kto tu..?
Dania popchnęła Francisa prawie krzycząc i nagle zrozumiała, że popełniła ogromny błąd. Blondyn stracił oparcie i zaczął spadać, a trzymająca się go Dunka także. Wypadła przez okno i z impetem wpadła na kraty konstrukcji, a następnie zjechała za Francją do środka. Przydługa koszulka pociągnęła za sobą zapięcie wieka, zamykając ich w środku. Dania spadła na ciało blondyna i oboje wydali przeciągły jęk.
- Uh!
- Co! Pupi Kupas!? Jak się wydostałeś z moich węzłów!? Chcesz uciec!? Nie uciekniesz, niewdzięczniku!
PP zamknęła z hukiem okno. Chociaż nadal z pokoju było słychać jej krzyki. Dania odetchnęła i obolała podniosła się z Francisa. Ten jęknął przeciągale i zaczął kaszleć, trzymając się za klatę. Przerażona Sørine dopadła do niego.
- Nic ci nie jest!? - zawołała przyciszonym głosem.
Upadek wcale nie był lekki, chociaż klatka złagodziła ich obrażenia. Blondyn strącił jej rękę z ramienia i uśmiechnął się pokrzepiająco.
- To nic. Tylko byłem... zdezorientowany - odparł.
Dziewczyna rozejrzała się dookoła. Byli zamknięci w klatce z tyłu budynku, a nad ich głowami pokój miała PP. Czy mogło być gorzej? Dunka wstała i chciała podejść do siatki, ale wtedy coś zagrodziło jej drogę. Cudem udało jej się nie krzyknąć. Postać z początku mała zaczęła rosnąć, a w końcu wydała okrzyk.
- KŁAA.
Sørine odsunęła się do tyłu, ale potknęła się o kłodę. Jednak nim upadła chwyciły ją silne ramiona. Zignorowała to, bardziej zaaferowana zwierzęciem przed nimi.
- KŁAA!
I wtedy zrozumiała.
- To paw - powiedziała.
Francis postawił ją do pionu i przytaknął. Kilka razy obeszli klatkę dookoła, szukając wyjścia, ale było ono zamknięte. Zrezygnowani usiedli pod ścianą. Chociaż jakby się nad tym zastanowić to nie jest wcale tak źle. Jest sam na sam, no dobra prawie sam na sam z Francisem! Bez nikogo innego. Tylko oni. I paw.
- Dlaczego za mną poszedłeś? - spytała Sørine.
Blondyn milczał, opierając głowę na siatce. Wzruszył ramionami. Wydawał się dziwnie zamyślony.
- Nie mam pojęcia - odpowiedział. - Naprawdę. Nie wiem.
- Mimo wszystko, dziękuję. - uśmiechnęła się do niego i chwyciła jego ciepłą dłoń.
Francuz odwzajemnił gest i mocniej ją uścisnął. Pomiędzy nimi zapanowała cisza, przerywana jedynie skrzeczeniem pawia i rąbaniem drewna przez Mariusza. Sørine spojrzała na Francję kątem oka. Gdy patrzył w księżyc takim wzrokiem dziewczyna czuła od niego pewną tęsknotę.
- Muszę wyglądać jak grecki bóg pod tym kątem skoro od kilku minut nie możesz oderwać ode mnie wzroku - zaśmiał się.
Dziewczyna uśmiechnęła się krzywo i kiwnęła głową.
- Taa. Jak Adonis - zachichotała. - A tak naprawdę to zastanawiałam się nad czymś.
Spojrzał na nią kątem oka, zachęcając do podzielenia się przemyśleniami.
- Wszystko się zaczęło od rozmowy Natalii i Torisa - wyznała. - Nie od dzisiaj wiadomo, że Litwa jest w niej szalenie zakochany. Zastanawiałam się dlaczego Białoruś nie da mu szansy? Ale potem coś zrozumiałam. Nie jesteśmy zwykłymi ludźmi tak jak nasi obywatele. Jesteśmy czymś więcej. Albo czymś mniej - mruknęła. - Niektórzy nas otwarcie nienawidzą chociaż nic nie zrobiliśmy. To nie nasza wina kto nami rządzi. Naszą prawdziwą siłą jest przecież naród! Jeśli naród spoczywa na laurach to zgadza się na wszystko! A Natalia pamięta jak uciśniona była w czasach potęgi Litwy. Jej ludzie pamiętają. Litwini tego tak nie odbierają bo przecież... To oni wtedy rządzili, prawda? Później zobaczyłam jak Feliciano i Romano się kłócą. I znowu do mnie dotarło, że to nie jest spowodowane ich uczuciami tylko uczuciami ich obywateli... A Polska? Wyszedł dzisiaj, znaczy wczoraj po słowach Torisa. Podejrzewam, że przypomniał sobie 1920, gdy jego "rządzący" oblężyli Wilno. Myślisz, że on chciał atakować przyjaciela? Nasze życie jest takie niesprawiedliwe, Francjo. Żyjemy tylko po to, by odzwierciedlać stan państwa i o nie walczyć. To takie... Niefajne. Chociaż czasem czuję się jak zwykła dziewczyna to wiem, że nią nie jestem. Osoba z którą jeszcze chwilę temu żywo rozmawiałam może nagle napaść na mój dom! Tutaj nie można nikomu ufać... Ale nie dlatego, że są fałszywi, a przez ich ludzi.
Mężczyzna wysłuchał monologu Dunki i gdy ta zamilkła pokiwał głową ze zrozumieniem. Objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie.
- Rozumiem jak to widzisz. Nawet nie wiesz ile razy ja się nad tym zastanawiałem. Po co istnieję? Po co żyję? Po co walczę? - urwał na moment. - Ale wiesz, mój cherie, nie znajdziemy odpowiedzi na te pytania. Może i nie jesteśmy jak inni ludzie. Może i nie jesteśmy do końca wolni. Ale nawet w tym życiu jest coś pięknego! Tylko spójrz - gdybym się poddał nie bylibyśmy tu teraz. Nie przeżyłbym tak fantastycznego wyjazdu! Nie mógłbym cię dotknąć ani na ciebie spojrzeć. No i przede wszystkim nie napiłbym się już więcej wina. - mrugnął do niej. - A z Arthurem zawsze się lubiłem sprzeczać! Dążę do tego, że wciąż jest coś ciekawego w tym wszystkim. Póki jesteś tutaj, a ja mogę być obok ciebie nic innego nie jest ważne.
Serce zadudniło jej w piersi. Słowa Francisa poruszyły nią. Nawet nie wiedziała kiedy nachyliła się w jego stronę i pocałowała go.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz