piątek, 18 sierpnia 2017

Rozdział 14

Rozdział 14 
Zupełnie inaczej podczas pożegnania

Dania przeżyła kilka naprawdę pięknych minut, podrygując w rytm muzyki u boku Francisa. Gdy tylko piosenka zmieniła się na włoską melodię Sørine odciągnęła Francuza na bok. Jego oblicze było ślicznie oświetlone przez blask pochodni. Uśmiechnął się zniewalająco w stronę dziewczyny.
- Co ci tak długo zajęło? - spytała szeptem, ciągnąc go w kierunku stolika. 
Francis nie odpowiedział od razu. Zatrzymał dziewczynę, która chciała usiąść. Aktorsko wyciągnął ramię, a ona niepewnie za nie chwyciła.
- Szybko się z tym uwinąłem - przyznał. - Ale pracowałem nad czymś bardzo, bardzo starannie. No i nie mogłem przyjść zbyt szybko.
Spojrzała na niego pytająco. Szli w odwrotną stronę niż tańczyli ich towarzysze. Francja kierował ją prosto w las, prowadząc po wydeptanej ścieżce. Było ciemno i Dunka ledwo rozróżniała na co stąpa. Liść, patyk, szyszka, stopa Francisa...
Jednak blondyn po chwili milczenia odgarnął gałąź sosny, tak by Sørine mogła spokojnie przejść. Dziewczyna otrzepała sukienkę z igieł gotowa, aby trochę ponarzekać i podniosła wzrok. Wtedy słowa ugrzęzły jej w gardle. Spojrzała na Francję jakby chcąc się upewnić czy to na pewno prawda. On tylko się uśmiechnął nonszalancko. Na szczycie niewielkiego wzgórza stała ławka, a obok niej pochodnia. Gdy Sørine odwróciła się w stronę Francisa spostrzegła, że trzyma on bukiet róż. Przez chwilę się zastanawiała skąd go tak nagle wziął, ale szybko zrozumiała, że musiał leżeć ukryty w trawie, a przez mrok po prostu go przeoczyła. Przyjęła bukiet i pozwoliła się poprowadzić Francuzowi na szczyt górki. Na ławce stały dwa kieliszki wina, a pomiędzy nimi wielka miska truskawek. Sørine odjęło mowę. Nie wiedziała co ma powiedzieć.
- Wczoraj powiedziałaś, że nie tak sobie wyobrażałaś nasze wyznanie - odezwał się Francja, przerywając ciszę. - Wino, gwiazdy, truskawki i kwiaty. 
- Nie wierzę, że to zapamiętałeś i naprawdę... zrealizowałeś - szepnęła oniemiała. 
Mężczyzna podał jej kieliszek wina. Usiadła na ławce i położyła kwiaty z boku. 
- Wybacz, że nie przyszedłem prędzej na przyjęcie - westchnął i objął ją ramieniem. - Jednak zdobycie tych truskawek zajęło mi więcej niż sądziłem! Uwierzysz, że w mieście spotkałem PP i się z nią pokłóciłem bo chciała zabrać te truskawki?
Dunka parsknęła śmiechem. Romantyczny nastrój prysnął, ale zastąpiła go typowa typowość dla całej tej wycieczki. Dziewczyna opowiedziała mu przygodę, którą przeżyła z Natalią pamiętnego dnia w polskim gimnazjum. Francis, słysząc to wszystko skomentował cichym śmiechem i objęciem Sørine. 
- To demon - skwitował. 
Rozmawiali jeszcze długo. Patrząc w gwiazdy. To była ich pierwsza randka! I była dokładnie taka jaką Dania sobie wyobraziła. Może z tą różnicą, że w jej marzeniach byli w jej kraju lub w wersalskich ogrodach. Na pewno nie spodziewała się Polski. Gdy skończyło im się wino Sørine podciągnęła nogi na ławkę i wtulała się w Francję. Opowiedziała mu o tym jak reszta towarzyszy pytała o imię dla dziecka. Śmiali się z Gilbona. Ale nie ustalali czegoś takiego. Jak przyjdzie czas to uznają jakąś Wyspę Owczą za swoją córkę lub syna. A co se będą?
- Chyba powinniśmy wracać, Francis - ziewnęła. 
W objęciach chłopaka było jej tak ciepło, że momentalnie stawała się senna. Spojrzał na zegarek, który wskazywał 21:33. 
- Mamy jeszcze trochę czasu - jęknął niezadowolony. 
Zaśmiała się.
- Nie bądź leniem! Musimy pomóc im sprzątać.
Niechętnie się od niego odkleiła i chwyciła za bukiet kwiatów. Chciała zejść z ławki, ale Francis ją powstrzymał. Podał jej do ręki coś długiego i podłużnego. Dziewczyna chwyciła to i podniosła, żeby się temu lepiej przypatrzeć. 
- Marker permanentny? - spytała.
Chwycił pochodnię i wskazał na tył ławki. 
- Napisz coś - zachęcił. - To nasza ławka.
Dunka uklęknęła i zaczęła stawiać litery na ławce, schludnym, szlaczkowym pismem. Po chwili się odsunęła i pokazała napis:
"Kobieciarz"
Mężczyzna zaśmiał się cicho i podał dziewczynie pochodnię, po czym odebrał marker. 
Teraz on uklęknął i płynnymi ruchami pisał po drewnie. Po chwili wstał. 
"Kobieciarz + Wiking = ♥ "
Dunka zaśmiała się, a na jej twarzy został uśmiech. Francis podszedł do niej i zgasił pochodnię, pogrążając okolicę w ciemności.


- Oh, Francis! - krzyknął Gilbert w stronę Antonia.
- Ah, Sørine! - odkrzyknął tamten. 
W zwolnionym tempie podbiegli do siebie i przytulili, po czym Prusy położył rękę na czole i dramatycznie chwycił się za serce.
- Francisie! Mój ukochany! Droższy mi bardziej niż ma flaga i krew! - rzekł. - Wiedz, iż Odyn zesłał nam tę łaskę i - chwycił dłoń Antonia i przyłożył do swojego brzucha - będziesz ojcem.
Przed dwojgiem siedziały wszystkie personifikacje i z uwagą się przyglądały temu przedstawieniu. 
- Ukochana! - zawołał Antonio, imitując Francisa. - To wspaniałe wieści!
- Będzie przystojny niczym jego ojciec - szepnął namiętnie Gilbert, trzymając się za brzuch. 
- Albo piękna jak jej matka...
- Co ty zgłupiałeś? Oczywiście, że to będzie chłopiec! Mój mały Gilbon, akucici. - podrapał się po brzuchu, a tłum wydał jęk oburzenia.
Nagle ktoś zaczął klaskać i wszyscy się odwrócili, patrząc na stojących za nimi prawdziwych Francisa i Sørine. Antonio i Prusy zbledli i pomachali do nich nerwowo.
- Totalnie niezręczna sytuacja.
- No, no - zaczął blondyn, przerywając oklaski.  - Antonio popracuj bardziej nad moim głosem. A ty Gilbert - niemal idealnie.
- OH, FRANCIS! - westchnęła Sørine i rzuciła się na Francję.
- AH, SØRINE! - zawołał, obejmując ją.
Po chwili dziewczyna pociągnęła go za kołnierz i pocałowała, stając na palcach. 
Grecja zagwizdał.
- Ah, Natalia! - zawołał Toris, biegnąc w jej stronę z ustami gotowymi na gorące pocałunki ukochanej. 
- Ah, Toris!
W ostatniej chwili odsunęła się i podłożyła mu nogę. Litwa się przewrócił i poturlał pod stopy Polski.
- Oh, Licia! 
- Oh... Feliks...
Teraz Liechtenstein wstała i spojrzała na Łotwę.
- Ah, Raivis! - rzuciła się w jego kierunku.
Chłopiec nie widząc co zrobić chciał się odsunąć, ale poczuł lufę strzelby przystawianej do tyłu jego głowy. Nie było czasu zastanawiać się skąd Szwajcaria ją ma. 
- A-A-Ah, L-Lily!
Ludwik wstał zarumieniony od ucha do ucha i spojrzał na Włochy.
- Ah, F-Feli~
- O nie, nic z tego kartoflu. - pomiędzy nimi niczym ninja pojawił się Romano i chwytając brat uciekł. 
Widząc te zbiorowe wyznawanie uczuć Elizaveta wstała i spojrzała na Prusy. Stał do niej tyłem. Rumieniąc się jak wiśnia stanęła za nim i krzyknęła.
- Oh, Gilbert!
Chłopak się odwrócił, a widząc jego oczy,w których iskrzyły się miliony uczuć, zrobiła krok, aby go pocałować. On także zrobił krok, patrząc na nią jakby była całym jego światem. Biegli do siebie, żeby skoczyć sobie w ramiona, ale wtedy on ją wyminął i przytulił do piersi Gilbirda.
- Ah, Gilbird!
Elizaveta skamieniała. Po chwili wyciągnęła patelnię z kieszeni i uderzyła nią Prusa.
Gdy Sørine odkleiła się od Francisa zaśmiała się wesoło. 
To były zupełnie inne wakacje już się tego spodziewała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Domi L