piątek, 18 sierpnia 2017

Rozdział 10

Rozdział 10 
Zupełnie inaczej w miłości

BUM

Nieśmiały i niewinny całus Sørine został całkowicie przytłoczony przez namiętny i pełen uczucia pocałunek Francisa. Rozpływała się pod jego ustami. Miała wrażenie, że cały świat się zatrzymał. Teraz jest tylko on i ona. I to uczucie. 

BUM

Uderzył w nią gorąc i czuła jak płonie, czując na swojej skórze dotyk Francji. Jego dłonie były wszędzie, głaskały jej plecy, ramiona, aż w końcu szyję i włosy. Dziewczyna wplotła palce w blond kosmyki i cicho jęknęła, gdy Francuz bardziej na nią naparł. Oderwali się na chwilę od siebie ciężko dysząc. Ile czasu minęło? Jak długo nie oddychali? 

BUM

Blondyn zdominował ją całkowicie. Znowu wbił się w jej usta. Jego wargi były takie ciepłe. Dokładnie tak sobie je wyobrażała. Z czułością oddawała pocałunki. W pewnej chwili straciła równowagę i położyła się na boku. Francisowi to jednak nie przeszkadzało podążył za nią nie wytrącony z rytmu. Teraz współgrali idealnie. Ich dusze gdzieś daleko, daleko stąd tańczyły dziki taniec pełen miłości. 
Ile ona na to czekała? Dni! Tygodnie! Miesiące! Lata! Ale było idealnie. Mężczyzna trzymał ją w silnych ramionach. Wiedziała, że u jego boku nic się jej nie stanie. Położyła dłonie na jego klacie. Zaczęło jej brakować powietrza. Wirowało jej w głowie od wybuchu emocji. W środku wszystko szalało, jakby motyle urządziły sobie imprezkę w jej żołądku i płucach i gardle. Absolutnie jej to nie przeszkadzało. Teraz mogła myśleć tylko o Francisie. Przesunęła swoje dłonie i objęła nimi jego twarz, po czym odsunęła ją. Musiała odetchnąć. On także. Nabierając hausty powietrza nadal pozostawała blisko niego. Przyłożyła swoje czoło do jego i patrzyła prosto w oczy. Mimo mroku mogła przysiąc, że widzi każdy jego szczegół, chociaż wiedziała, iż to tylko złudne wrażenie. Jego ręce objęły ją w pasie i przywróciły do siadu. Dopiero wtedy uderzyły w nią suche fakty. Nawet jeśli się kochają ich kraje i tak tego nie zaakceptują. Bo w tym wszystkim nie są ważne uczucia Sørine, a jej narodu. Jeśli kiedykolwiek coś się stanie, emocje jej obywateli mogą doprowadzić nawet do tego, że znienawidzi Francję. Ten związek z góry był skazany na porażkę.
- Francis to... - zaczęła, ale on natychmiast zamknął jej usta pocałunkiem. 
Nie był długi. Już po chwili się odsunął i spojrzał na nią poważne. Widziała w jego oczach iskry. Czuł to samo co ona. Była tego pewna. 
- Nic nie mów - szepnął. - Nie martw się teraz niczym innym. W tej chwili jesteśmy tylko my. Nikt inny. My. Nie jako kraje. Jako ludzie... Jako Francis Bonnefoy i Sørine Andersen.
Znów ją pocałował. Dunka była wulkanem emocji. Szalała! On działał na nią jak narkotyk. Gdzieś w oddali usłyszała pawia. A może to tylko krzycząca PP? A może płaczący Pupi Kupas? Może to Mariusz i jego siekiera? 
Nie wiedziała. 
Pocałunek trwałby i trwał, gdyby nie złośliwość ptaka, który rzucił się na parę i wygonił ze swojej dziury. Blondyn i szatynka opadli pod równoległą ścianą i spojrzeli po sobie, po czym wybuchnęli śmiechem. Położyła na jego ramieniu swoją głowę i spojrzała w górę na gwiazdy, które rozświetlały niebo. 
- Sørine - usłyszała jego głos. 
Również patrzył w niebo, zaciskając dłoń na jej dłoni. 
- Kocham cię - powiedział i zwrócił głową ku niej, promieniując uśmiechem.
Dania otworzyła szerzej oczy jakby to co powiedział okropnie ją zdziwiło i nie było oczywiste od samego początku. Pożądny rumieniec oblał jej policzki. Odwzajemniła uśmiech.
- Ja ciebie też kocham, Francis.
To że zwracali się do siebie po imieniu znaczyło dla Dunki jeszcze więcej. Miała ochotę płakać z radości. Zamiast tego bardziej się do niego przytuliła. Przez chwilę milczeli. Była to przyjemna cisza. Zarezerwowana tylko dla nich dwojga. Musiała dochodzić trzecia. Sørine była wyczerpana. Usypiała na jego ramieniu. Czuła bijące ciepło z jego ciała. Obserwował pawia, który kładł się spać.
- Francis - szepnęła, a on odwrócił głowę w jej kierunku - Nigdy nie przypuszczałabym, że wyznamy sobie miłość po tym jak wypadniemy z okna wariatki do klatki pawia. 
Zaśmiał się i ucałował czubek jej głowy. 
- A jak to sobie wyobrażałaś? - spytał.
- Bardziej... klasycznie? - ziewnęła. - Kwiaty, gwiazdy, wino... Truskawki. 
Wysłuchał jej z uśmiechem na twarzy. 
- Śpij Sørine - odezwał się. - Śpij. 
Otulił ją bardziej. Dunka momentalnie oddała się krainie Morfeusza.


Elizaveta spojrzała na Emmę, która weszła do pokoju. Na twarzy miała bolesny uśmiech. Poza Węgrami w pokoju był jeszcze Prusy. Jednak nawet on spoważniał. Nie wygłupiał się jak kilka godzin temu. Wcześniej rozmawiał z Elą o kilku sprawach, które jego zdaniem musieli wyjaśnić. Wstał i klepnął Belgię w ramię pokrzepiająco, po czym wyszedł, rzucając ciche dobranoc. Dziewczyna pokiwała głową niemrawo i usiadła obok Węgierki.
- To nie tak miało wyglądać - mruknęła blondynka. - Zostałam zrozumiana zupełnie inaczej niż chciałam.
Spojrzała w zielone oczy Madziarki i objęła swoje kolana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon wykonała Domi L