Rozdział 13
Zupełnie inaczej w czasie potańcówki
Sørine otworzyła walizkę i wrzuciła tam wszystkie zużyte ubrania. Biegała od szafy do walizki, po łazienkę i znów do walizki. Uśmiechała się radośnie. Emma także się pakowała. Między nimi panowała przyjemna atmosfera.
- Danio, ubierz to na dzisiejszą imprezę pożegnalną - zaproponowała Belgia, pokazując leżącą na łóżku sukienkę.
Dostała ją od Natalii w zeszłym roku i specjalnie czekała na ważną okazję, aby ją ubrać.
Dunka usiadła na walizce i skoczyła kilka razy. Miała nadzieję, że pamiątki, które kupiła nie połamią się.
- Zamykaj, Emmo! - zawołała Belgię.
Dziewczyna spełniła jej prośbę i po chwili wróciła do swojej walizki. Niedługo chłopacy rozpalą grila i impreza pożegnalna rozpocznie się na dobre. Wyjazd mieli dopiero o 22, żeby wrócić na parking, z którego odjeżdżali z samego rana. Belgia zaciągnęła zamki i postawiła bagaż.
- Jestem gotowa - oznajmiła i poklepała walizkę po czubku.
Dania kiwnęła głową i wyjechała z torbą z pokoju. Tuż za nią zrobiła to blondynka.
- Francis może ominąć ten pokój - skwitowała Emma. - Z resztą jak całą resztę pokojów. - zakręciła kluczami na palcu.
No tak, w końcu przed powrotem do pokoju Sørine poprosiła wszystkich, aby przed oddaniem kluczy posprzątali. Gdy każdy coś zrobił odciążył barki biednego Francisa, który ochronił ją przed gniewem PP. Nawet Gilbert obiecał, że stanie na wysokości zadania!
- Dziewczyny.
Rozpoznały głos Natalii niemal od razu. Odwróciły się i uśmiechnęły. Stała ze swoją walizką i poduszką w jednej ręce. Na sobie miała wygodne białe spodenki i granatowy T-shirt włosy w przeciwieństwie do Danii upięła w wysoki kok. Tuż za nią stanęła Lily z starannie uczesanymi włosami. Ona podobnie jak Maszyna-Czekolady i Gdzie-Mój-Topór miała na sobie sukienkę. A obok niej Elizaveta, której walizka dorównywała wielkości Raivisa.
- Zapraszam na spotkanie w bawialni - oznajmiła Białoruś i wskazała na schody. - Zaraz po tym jak już wniesiemy to wszystko do autobusu.
Sørine oddała klucz i otarła pot z czoła. Chociaż te małe schody z wysokością Teodory nie miały żadnego porównania to i tak się zdyszała. Gdy się odwróciła nie mogła uwierzyć własnym oczom. Francis ubrany w strój pokojówki z wiadrem i mopem w ręce pomachał do niej. Liczył na zrozumienie. Podszedł do niej i miał ochotę wyżalić się ukochanej, za którą się poświęcił. Zamiast tego z jej strony usłyszał gromki śmiech, który po trzech minutach przerodził się w kaszel, a w końcu chrypę.
- Na Odyna - parsknęła. - No w życiu się nie spodziewałam, że cię takiego zobaczę!
Wywrócił oczami.
- Patrz i podziwiaj póki możesz - rzekł. - Powoli zaczynam żałować, że wziąłem winę na siebie. Gdyby nie to... To ty byś w tym chodziła!
- Haha, ty zboczeńcu - odburknęła. - Z resztą, przy odrobinie szczęścia wszyscy posprzątali za sobą... w miarę, więc nie powinno ci to długo zająć.
- Zawsze się tak o mnie troszczysz, mon cherie. - chwycił jej włosy, które dzisiaj wyjątkowo zostawiła rozpuszczone. - Musisz mnie bardzo kochać.
Przytrzymała wiklinowy kapelusz i odwróciła zawstydzony wzrok.
- Lepiej idź już sprzątać - ponagliła go. - Jak skończysz przyjdź do świetlicy.
Pocałowała go szybko w policzek i uciekła czym prędzej. Gdy weszła do bawialni reszta dziewcząt już tam siedziała. Na tablicy białą kredą został napisany - zapewne przez Elizavetę - temat: "Jak zadowolić partnera - na przykładzie Sørine Andersen". Pod tym widniały już trzy propozycje:
1) Wino
2) Czekolada
3) Piżama
Nie trudno było się domyślić co jest czyje.
- No nareszcie! - Węgry uderzyła kijkiem o tablicę. - Zaczęłyśmy już omawiać ten temat. W skrócie: Alkohol jest odpowiedzią na wszystko, czekolada pozwala się odstresować, a po tych wybrykach imigrantów jest to wskazane i ... piżama... Liechtenstein o co chodziło?
- Szwajcaria lubi... Gdy wącham jego...piżamy - odparła dziewczynka, kręcąc ramionami.
Dziwne fetysze Vasha i Lily część 1.
- Mniejsza... - mruknęła Węgry wyrwana z osłupienia.
- Może... Paluszki? - spytał Polska.
Wszyscy dopiero teraz zauważyli obecność trójki innych osób, które zaglądały do pokoju przez szeroko otwarte okno. Prusy i Antonio opierali się o futrynę, a Feliks na niej siedział. Nikt nie pytał co ta trójka robiła ze sobą razem w tym miejscu o tej porze. Być może zastąpili Francję Polską ze względu, że też jest blondynem?
- Nie! Nie! Nie! To wszystko nie tak! - zawołał albinos. - Faceta można zadowolić w tylko jeden JEDYNY sposób!
- Niby jaki? - prychnęła Ela, odwracając wzrok.
- Pomidory!
- Nie!
- Kucyki?
- NIE. No przecież to logiczne! Co chce zrobić facet ze swoją kobietą po ciężkim dniu spędzonych w parlamentach i tym podobnych? - uderzył zniecierpliwiony o futrynę. - Czy to nie oczywiste, że pobawić się z kurczakami?
- Przecież to nie farma, rolniku! - krzyknęła oburzona Ela.
Dunka wywróciła oczami.
- Idę pomóc przy rozpalaniu ogniska - rzuciła, ale i tak nikt jej nie słyszał.
Zbyt zajęci byli rozprawianiem o kurczakach i farmie.
Kiedy wszystko było gotowe, a każdy papierowy talerzyk i plastikowy kubeczek na swoim miejscu Grecja i Ludwik rozpalili ognisko. Dania kładkła ostatnią serwetkę na jednym z talerzyków i rozejrzała się. Będzie jej brakować tej wycieczki. Śmiało może powiedzieć, że to najlepsza na jakiej była. Zabawa ze staruszkami, noc strachów, zaginięcie Szwajcarii i jego poszukiwania, opalanie się na plaży, góra Teodory i rajd z jej wierzchołka w wykonaniu Prus, finalnie obcowanie z PP i wyznanie sobie miłości w klatce pawia. Czy to może być bardziej szalone?
Z uśmiechem poprawiła sukienkę i usiadła na pieńku, czekając aż dotrze do nich reszta personifikacji - w tym ta jedna szczególna. Nie czekała długo. Dziewczyny z chłopakami wypadli z hotelu jak burza i jedynen przez drugiego pędzili w jej stronę. Wygrała Lily, która ku zdziwieniu wszystkich skoczyła Gilbertowi na głowę i odbiła się od niej, lądując przy Sørine.
- Jak nazwiecie swoje pierwsze dziecko?! - Liechtenstein chwyciła dłonie Danii i przyciągnęła do twarzy.
- Mówię wam, że Ivan! No na stówę I V A N! - podniosła się z piasku Natalia, która wylądowała na ziemi po zderzeniu z tyłem Prus.
- Oszalałaś, czarownico? Jasne, że Gilbon - warknął albinos.
Oberwał za wyzwisko w tył głowy i ponownie zarył w ziemi.
- A ja wam mówię, że Szèmpis!
- Nic z PISEM, kochanie! - zagrzmiał Polska. - Chociaż lepsze to niż SzèPO.
- Ale suchary prawisz blondwłosy koleżko - zaśmiał się Antonio. - Teraz im wszystkim powiedz, Sørine, że nazwiesz go Fernando.
- To będzie dziewczynka!
Dalej Dania nie słuchała. Zaczęła się głośno śmiać. Nagle Grecja włączył muzykę i wszyscy się uciszyli, słysząc znajomy rytm polskiego Krakowiaka. Polska od razu wstał z ziemi i porwał Lily i Węgry do tańca.
- Zrobiłem specjalny mix. - tuż za nimi pojawił się Estonia, poprawiając okulary. - Każdy zna te nuty!
Po kilkunastu skokach i podrygiwaniach typowych dla Krakowiaka nastała pora na Czardasza. Węgry nie pozwoliła zejść Feliksowi i Lily, co więcej wciągnęła Szwajcarię, Estonię i Sørine. Dziewczyna śmiejąc się chwyciła Eduarda i przetańczyła z nim kilka następnych minut. W kolejnym litewskim tańcu - Suktinisie Toris z wielką ostrożnością poprosił Białoruś by stanęła obok niego co kluczowało z faktem iż będzie z nim w parze. Natalia widocznie powiedziała sobie "raz kozie śmierć" i zgodziła się. Sørine trafiła do pary z Antoniem, a w trakcie przechodów tańczyła z Emmą. Sørine chciała iść odpocząć, ale zaraz po tym zaczęła się hiszpańska jota i Antonio ani myślał jej teraz puścić. Po cichu wszyscy śmiali się z Gilberta, który trafił do pary z Elizavetą. Jednak do kolejnego tańca wkręciła ją Natalia. Nie spodziewała się białoruskiej lawniochy, a tu co? BYŁA. Bawiła się świetnie. Tym razem jednak jej partnerem był Raivisa, który zaskakująco dobrze tańczył. Po skończeniu tej piosenki uciekła czym prędzej i usiadła przy stoliku, gdy wszyscy kręcili się ustawiając się do zorby. Nawet Herakles rzucił czapkę i szpachelkę i poszedł tańczyć. W ciągu tych stuleci miała czas, aby się nauczyć tych wszystkich tańców. Ba, nawet większość języków umiała. Zresztą jak każda personifikacja. Kalinkę specjalnie ćwiczyła jakby pewnego dnia jakimś cudem, ogromnym cudem doszło do ślubu Białorusi i Rosji.
Napiła się piwa i założyła nogę na nogę. Ah, Francis, co ty robisz tak długo? Minęły już dwie godziny, a ciebie nadal nie ma. Nagle Herakles wyrwał się z zorby i niczym rozpędzony bizon rzucił się do przodu do grila, który się palił. Polał wszystko wodą i oznajmił się, że jest gotowe. Do stołu zasiadł zdyszany Eduard i Raivis, a po nim dołączył Ludwik z Feliciano. Nawet Romano przyszedł (uciekł, żeby nie tańczyć).
Muzyka nadal grała w tle. Teraz najważniejsze było jedzenie.
- Słyszeliście, że PP zabrała Pupiego Kupasa na randkę? - spytał Gilbert, wkładając kawałek mięsa do ust.
Natalia popiła wódką i odstawiła ją z hukiem.
- Podobno kazała mu nią nieść sześć kilometrów do najbliższej restauracji na rękach - powiedziała.
- Znalazłam karton po elektrycznej obroży przed jej drzwiami... - szepnęła Lily nieśmiało.
- Biedny Pupi - westchnął Antonio.
- Dam mu podwyżkę jak tylko wrócimy do Grecji - rzekł Herakles.
- To nie słyszałeś, że ona mu się oświadczyła!? - zdumił się Eduard.
- No totalnie, uciekająca panna młoda - zaśmiał się Feliks.
I tak całe jedzenie minęło im na ploteczkach. Potem, gdy odpoczęli znów plotkowali, a na końcu, gdy już dzień się kończył zapalili pochodnie na plaży. W ich świetle ponownie tańczyli. Tym razem wszyscy. Nawet Romano! Brakowało tylko jednej osoby. Kilka razy Dania chciała iść poszukać Francji, ale za każdym razem ktoś zajmował ją rozmową.
Stanęła, gdy z głośnika wydobył się dźwięk L'Allemande. Nie chciała tego tańczyć z nikim innym niż z Francją. Chciała szybko czmychnąć w bok, ale nagle poczuła jak ktoś zaciska dłoń na jej przedramieniu. Odwróciła się i uśmiech wpłynął na jej twarz.
- Francis...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz