piątek, 18 sierpnia 2017

Epilog



Pogoda dzisiaj nie była najlepsza. Chmury kłębiły się na niebie, grożąc, że jeszcze chwila, a spadnie z nich obfity deszcz. Tak się jednak nie działo. Dziewczyna przytrzymała wiklinowy kapelusz i przedarła się przez las, ciągnąc za sobą chłopaka. Miała na sobie letnią sukienkę ze wzorem w niebieskie kwiatki. Towarzyszył im śmiech. 
- Jesteśmy, Francis! - zawołała wesoło, wybiegając na polanę. 
- Zwolnij Sørine! - oznajmił rozbawiony Francja.
- Ten staruch Yao jest bardziej żwawy niż ty! - parsknęła.
- "Ten staruch Yao" nie musiał kierować auta przez 16 godzin... - sapnął. 
Dania wbiegła na górkę i spojrzała na stojącą tam ławkę. Przejechała dłonią po wilgotnym drewnie i z nostalgią rozejrzała się dookoła. Pejzaż niewiele się zmieniło od tego czasu. Czerwone Jezioro było dobrze widoczne z tego miejsca, a drzewa rozrosły się jeszcze trochę. Przybyło również trawy, której chyba nikt nie ścinał od dwudziestu lat, kiedy to ostatni raz tu byli. 
- Uważaj - ostrzegł ją Francis, wdrapując się na górkę. - Może być już spróchniała. - wskazał na ławkę.
- Napis prawie w ogóle się nie zmazał - oznajmiła Sørine. 
Francja spojrzał na tył ławki i zaśmiał się. Litery były ledwo widoczne. Wyciągnął marker z plecaka Sørine i poprawił napis.
- Masz rację, wyglądają na nienaruszone - zaśmiał się, a Dania dała mu kuksańca w ramię. - Tak czy siak jestem pod wrażeniem, że jeszcze stoi.
- Ja tak samo - westchnęła i usiadła na ławce, uprzednio kładąc na niej koc. - Stoi! Francuska robota.
Zaśmiał się i usiadł obok niej, sprawdzając czy aby na pewno się nie złamie. Nie pękła.
Siedzieli przez chwilę w milczeniu, napawając się widokiem.
- To przykre, że wszystko się tak zmieniło - westchnęła w końcu. - Pani Kowalska się wyprowadziła i sprzedała hotel. Teraz jest to jakiś daremny ośrodek wypoczynkowy dla młodzieży. 
Francja westchnął i przytaknął. Sporo się zmieniło w ciągu tych dwudziestu lat. O ile personifikacje zbyt wiele się nie zmieniły to pewne rzeczy wręcz raziły po oczach. Chcieli jeszcze raz zorganizować taką wycieczkę. Tym razem zostali zaproszeni do Niemiec. Jednak to już nie było to samo. Węgry, Polska, Grecja, Bałtyckie Trio i Białoruś nie pojechali tam. Przybyło za to gości z Rumunii, Portugalii, Bułgarii, Norwegii, a także Szwecji i Finlandii. Brakowało jednak akcentów z poprzedniego wyjazdu i chociaż wycieczka sama w sobie nie była zła, to Dania nie była zachwycona. Poza tym brakowało takich osobistości jak PP i Pupiego. Jednak ich już nigdy nie będzie dane państwom spotkać. Pupi zniknął, gdy wrócił do Grecji wyjechał do jakiegoś odległego kraju i słuch o nim zaginął. Prawdopodobnie zmarł, tak samo jak PP. Łezka się w oku kręci, gdy się o tym myśli. 
- Czas zmienia wiele rzeczy - przyznał Francis. - Na przykład do Niemiec wprowadził się Syria, a Polska stanęła na czele Międzymorza. 
- Taa, to prawda. - uśmiechnęła się Sørine i chwyciła dłoń Francisa. - Jednak wiesz, niektóre kraje też wygrały - zaśmiała się Dania. - Taki Litwa... Finalnie i tak znowu "zjednoczył się" z Białorusią, Feliks zresztą też był happy bo jego Licia wrócił do sojuszu! Może Rosja nie był zbyt zadowolony, ale co tam. On i tak zajął się teraz Yao!
- Przypomnij mi, żebym potem zadzwonił do Polski, okej? - spytał blondyn. - Nie mamy gdzie mieszkać, a nie zamierzam wracać 16 godzin...
- Zostaniemy tu jeszcze kilka dni. W końcu to nasza podróż poślubna. - pocałowała go w policzek. - A przynajmniej jej część. Chciałam przypomnieć sobie wszystko zanim polecimy na Seszele. 
- Paw też już nie żyje, a klatka została rozebrana - westchnął Francis. - Zrządzenie losu.
- Zjadłabym dzisiaj coś mięsnego na kolację - oznajmiła Dania, zmieniając temat. - Najlepiej w tej restauracji gdzie spadła Teodora z Gilbertem.
- To było bezcenne - przytaknął Francja. - Chcesz już iść? 
- Jeszcze chwila. - wtuliła się w jego szyję i podciągnęła nogi, jak niegdyś, tego pamiętnego lata. - Jeszcze kilka minut.
Mocniej ścisnęła jego dłoń, a złota obrączka błysnęła na jej palcu, gdy słońce wyszło zza chmur.

Rozdział 14

Rozdział 14 
Zupełnie inaczej podczas pożegnania

Dania przeżyła kilka naprawdę pięknych minut, podrygując w rytm muzyki u boku Francisa. Gdy tylko piosenka zmieniła się na włoską melodię Sørine odciągnęła Francuza na bok. Jego oblicze było ślicznie oświetlone przez blask pochodni. Uśmiechnął się zniewalająco w stronę dziewczyny.
- Co ci tak długo zajęło? - spytała szeptem, ciągnąc go w kierunku stolika. 
Francis nie odpowiedział od razu. Zatrzymał dziewczynę, która chciała usiąść. Aktorsko wyciągnął ramię, a ona niepewnie za nie chwyciła.
- Szybko się z tym uwinąłem - przyznał. - Ale pracowałem nad czymś bardzo, bardzo starannie. No i nie mogłem przyjść zbyt szybko.
Spojrzała na niego pytająco. Szli w odwrotną stronę niż tańczyli ich towarzysze. Francja kierował ją prosto w las, prowadząc po wydeptanej ścieżce. Było ciemno i Dunka ledwo rozróżniała na co stąpa. Liść, patyk, szyszka, stopa Francisa...
Jednak blondyn po chwili milczenia odgarnął gałąź sosny, tak by Sørine mogła spokojnie przejść. Dziewczyna otrzepała sukienkę z igieł gotowa, aby trochę ponarzekać i podniosła wzrok. Wtedy słowa ugrzęzły jej w gardle. Spojrzała na Francję jakby chcąc się upewnić czy to na pewno prawda. On tylko się uśmiechnął nonszalancko. Na szczycie niewielkiego wzgórza stała ławka, a obok niej pochodnia. Gdy Sørine odwróciła się w stronę Francisa spostrzegła, że trzyma on bukiet róż. Przez chwilę się zastanawiała skąd go tak nagle wziął, ale szybko zrozumiała, że musiał leżeć ukryty w trawie, a przez mrok po prostu go przeoczyła. Przyjęła bukiet i pozwoliła się poprowadzić Francuzowi na szczyt górki. Na ławce stały dwa kieliszki wina, a pomiędzy nimi wielka miska truskawek. Sørine odjęło mowę. Nie wiedziała co ma powiedzieć.
- Wczoraj powiedziałaś, że nie tak sobie wyobrażałaś nasze wyznanie - odezwał się Francja, przerywając ciszę. - Wino, gwiazdy, truskawki i kwiaty. 
- Nie wierzę, że to zapamiętałeś i naprawdę... zrealizowałeś - szepnęła oniemiała. 
Mężczyzna podał jej kieliszek wina. Usiadła na ławce i położyła kwiaty z boku. 
- Wybacz, że nie przyszedłem prędzej na przyjęcie - westchnął i objął ją ramieniem. - Jednak zdobycie tych truskawek zajęło mi więcej niż sądziłem! Uwierzysz, że w mieście spotkałem PP i się z nią pokłóciłem bo chciała zabrać te truskawki?
Dunka parsknęła śmiechem. Romantyczny nastrój prysnął, ale zastąpiła go typowa typowość dla całej tej wycieczki. Dziewczyna opowiedziała mu przygodę, którą przeżyła z Natalią pamiętnego dnia w polskim gimnazjum. Francis, słysząc to wszystko skomentował cichym śmiechem i objęciem Sørine. 
- To demon - skwitował. 
Rozmawiali jeszcze długo. Patrząc w gwiazdy. To była ich pierwsza randka! I była dokładnie taka jaką Dania sobie wyobraziła. Może z tą różnicą, że w jej marzeniach byli w jej kraju lub w wersalskich ogrodach. Na pewno nie spodziewała się Polski. Gdy skończyło im się wino Sørine podciągnęła nogi na ławkę i wtulała się w Francję. Opowiedziała mu o tym jak reszta towarzyszy pytała o imię dla dziecka. Śmiali się z Gilbona. Ale nie ustalali czegoś takiego. Jak przyjdzie czas to uznają jakąś Wyspę Owczą za swoją córkę lub syna. A co se będą?
- Chyba powinniśmy wracać, Francis - ziewnęła. 
W objęciach chłopaka było jej tak ciepło, że momentalnie stawała się senna. Spojrzał na zegarek, który wskazywał 21:33. 
- Mamy jeszcze trochę czasu - jęknął niezadowolony. 
Zaśmiała się.
- Nie bądź leniem! Musimy pomóc im sprzątać.
Niechętnie się od niego odkleiła i chwyciła za bukiet kwiatów. Chciała zejść z ławki, ale Francis ją powstrzymał. Podał jej do ręki coś długiego i podłużnego. Dziewczyna chwyciła to i podniosła, żeby się temu lepiej przypatrzeć. 
- Marker permanentny? - spytała.
Chwycił pochodnię i wskazał na tył ławki. 
- Napisz coś - zachęcił. - To nasza ławka.
Dunka uklęknęła i zaczęła stawiać litery na ławce, schludnym, szlaczkowym pismem. Po chwili się odsunęła i pokazała napis:
"Kobieciarz"
Mężczyzna zaśmiał się cicho i podał dziewczynie pochodnię, po czym odebrał marker. 
Teraz on uklęknął i płynnymi ruchami pisał po drewnie. Po chwili wstał. 
"Kobieciarz + Wiking = ♥ "
Dunka zaśmiała się, a na jej twarzy został uśmiech. Francis podszedł do niej i zgasił pochodnię, pogrążając okolicę w ciemności.


- Oh, Francis! - krzyknął Gilbert w stronę Antonia.
- Ah, Sørine! - odkrzyknął tamten. 
W zwolnionym tempie podbiegli do siebie i przytulili, po czym Prusy położył rękę na czole i dramatycznie chwycił się za serce.
- Francisie! Mój ukochany! Droższy mi bardziej niż ma flaga i krew! - rzekł. - Wiedz, iż Odyn zesłał nam tę łaskę i - chwycił dłoń Antonia i przyłożył do swojego brzucha - będziesz ojcem.
Przed dwojgiem siedziały wszystkie personifikacje i z uwagą się przyglądały temu przedstawieniu. 
- Ukochana! - zawołał Antonio, imitując Francisa. - To wspaniałe wieści!
- Będzie przystojny niczym jego ojciec - szepnął namiętnie Gilbert, trzymając się za brzuch. 
- Albo piękna jak jej matka...
- Co ty zgłupiałeś? Oczywiście, że to będzie chłopiec! Mój mały Gilbon, akucici. - podrapał się po brzuchu, a tłum wydał jęk oburzenia.
Nagle ktoś zaczął klaskać i wszyscy się odwrócili, patrząc na stojących za nimi prawdziwych Francisa i Sørine. Antonio i Prusy zbledli i pomachali do nich nerwowo.
- Totalnie niezręczna sytuacja.
- No, no - zaczął blondyn, przerywając oklaski.  - Antonio popracuj bardziej nad moim głosem. A ty Gilbert - niemal idealnie.
- OH, FRANCIS! - westchnęła Sørine i rzuciła się na Francję.
- AH, SØRINE! - zawołał, obejmując ją.
Po chwili dziewczyna pociągnęła go za kołnierz i pocałowała, stając na palcach. 
Grecja zagwizdał.
- Ah, Natalia! - zawołał Toris, biegnąc w jej stronę z ustami gotowymi na gorące pocałunki ukochanej. 
- Ah, Toris!
W ostatniej chwili odsunęła się i podłożyła mu nogę. Litwa się przewrócił i poturlał pod stopy Polski.
- Oh, Licia! 
- Oh... Feliks...
Teraz Liechtenstein wstała i spojrzała na Łotwę.
- Ah, Raivis! - rzuciła się w jego kierunku.
Chłopiec nie widząc co zrobić chciał się odsunąć, ale poczuł lufę strzelby przystawianej do tyłu jego głowy. Nie było czasu zastanawiać się skąd Szwajcaria ją ma. 
- A-A-Ah, L-Lily!
Ludwik wstał zarumieniony od ucha do ucha i spojrzał na Włochy.
- Ah, F-Feli~
- O nie, nic z tego kartoflu. - pomiędzy nimi niczym ninja pojawił się Romano i chwytając brat uciekł. 
Widząc te zbiorowe wyznawanie uczuć Elizaveta wstała i spojrzała na Prusy. Stał do niej tyłem. Rumieniąc się jak wiśnia stanęła za nim i krzyknęła.
- Oh, Gilbert!
Chłopak się odwrócił, a widząc jego oczy,w których iskrzyły się miliony uczuć, zrobiła krok, aby go pocałować. On także zrobił krok, patrząc na nią jakby była całym jego światem. Biegli do siebie, żeby skoczyć sobie w ramiona, ale wtedy on ją wyminął i przytulił do piersi Gilbirda.
- Ah, Gilbird!
Elizaveta skamieniała. Po chwili wyciągnęła patelnię z kieszeni i uderzyła nią Prusa.
Gdy Sørine odkleiła się od Francisa zaśmiała się wesoło. 
To były zupełnie inne wakacje już się tego spodziewała.

Rozdział 13

Rozdział 13
 Zupełnie inaczej w czasie potańcówki

Sørine otworzyła walizkę i wrzuciła tam wszystkie zużyte ubrania. Biegała od szafy do walizki, po łazienkę i znów do walizki. Uśmiechała się radośnie. Emma także się pakowała. Między nimi panowała przyjemna atmosfera. 
- Danio, ubierz to na dzisiejszą imprezę pożegnalną - zaproponowała Belgia, pokazując leżącą na łóżku sukienkę.
Dostała ją od Natalii w zeszłym roku i specjalnie czekała na ważną okazję, aby ją ubrać.
Dunka usiadła na walizce i skoczyła kilka razy. Miała nadzieję, że pamiątki, które kupiła nie połamią się.
- Zamykaj, Emmo! - zawołała Belgię.
Dziewczyna spełniła jej prośbę i po chwili wróciła do swojej walizki. Niedługo chłopacy rozpalą grila i impreza pożegnalna rozpocznie się na dobre. Wyjazd mieli dopiero o 22, żeby wrócić na parking, z którego odjeżdżali z samego rana. Belgia zaciągnęła zamki i postawiła bagaż.
- Jestem gotowa - oznajmiła i poklepała walizkę po czubku. 
Dania kiwnęła głową i wyjechała z torbą z pokoju. Tuż za nią zrobiła to blondynka.
- Francis może ominąć ten pokój - skwitowała Emma. - Z resztą jak całą resztę pokojów. - zakręciła kluczami na palcu. 
No tak, w końcu przed powrotem do pokoju Sørine poprosiła wszystkich, aby przed oddaniem kluczy posprzątali. Gdy każdy coś zrobił odciążył barki biednego Francisa, który ochronił ją przed gniewem PP. Nawet Gilbert obiecał, że stanie na wysokości zadania! 
- Dziewczyny. 
Rozpoznały głos Natalii niemal od razu. Odwróciły się i uśmiechnęły. Stała ze swoją walizką i poduszką w jednej ręce. Na sobie miała wygodne białe spodenki i granatowy T-shirt włosy w przeciwieństwie do Danii upięła w wysoki kok. Tuż za nią stanęła Lily z starannie uczesanymi włosami. Ona podobnie jak Maszyna-Czekolady i Gdzie-Mój-Topór miała na sobie sukienkę. A obok niej Elizaveta, której walizka dorównywała wielkości Raivisa. 
- Zapraszam na spotkanie w bawialni - oznajmiła Białoruś i wskazała na schody. - Zaraz po tym jak już wniesiemy to wszystko do autobusu.


Sørine oddała klucz i otarła pot z czoła. Chociaż te małe schody z wysokością Teodory nie miały żadnego porównania to i tak się zdyszała. Gdy się odwróciła nie mogła uwierzyć własnym oczom. Francis ubrany w strój pokojówki z wiadrem i mopem w ręce pomachał do niej. Liczył na zrozumienie. Podszedł do niej i miał ochotę wyżalić się ukochanej, za którą się poświęcił. Zamiast tego z jej strony usłyszał gromki śmiech, który po trzech minutach przerodził się w kaszel, a w końcu chrypę.
- Na Odyna - parsknęła. - No w życiu się nie spodziewałam, że cię takiego zobaczę!
Wywrócił oczami.
- Patrz i podziwiaj póki możesz - rzekł. - Powoli zaczynam żałować, że wziąłem winę na siebie. Gdyby nie to... To ty byś w tym chodziła!
- Haha, ty zboczeńcu - odburknęła. - Z resztą, przy odrobinie szczęścia wszyscy posprzątali za sobą... w miarę, więc nie powinno ci to długo zająć. 
- Zawsze się tak o mnie troszczysz, mon cherie. - chwycił jej włosy, które dzisiaj wyjątkowo zostawiła rozpuszczone. - Musisz mnie bardzo kochać.
Przytrzymała wiklinowy kapelusz i odwróciła zawstydzony wzrok.
- Lepiej idź już sprzątać - ponagliła go. - Jak skończysz przyjdź do świetlicy. 
Pocałowała go szybko w policzek i uciekła czym prędzej. Gdy weszła do bawialni reszta dziewcząt już tam siedziała. Na tablicy białą kredą został napisany - zapewne przez Elizavetę - temat: "Jak zadowolić partnera - na przykładzie Sørine Andersen". Pod tym widniały już trzy propozycje:
1) Wino
2) Czekolada
3) Piżama
Nie trudno było się domyślić co jest czyje.
- No nareszcie! - Węgry uderzyła kijkiem o tablicę. - Zaczęłyśmy już omawiać ten temat. W skrócie: Alkohol jest odpowiedzią na wszystko, czekolada pozwala się odstresować, a po tych wybrykach imigrantów jest to wskazane i ... piżama... Liechtenstein o co chodziło?
- Szwajcaria lubi... Gdy wącham jego...piżamy - odparła dziewczynka, kręcąc ramionami.
Dziwne fetysze Vasha i Lily część 1.
- Mniejsza... - mruknęła Węgry wyrwana z osłupienia. 
- Może... Paluszki? - spytał Polska.
Wszyscy dopiero teraz zauważyli obecność trójki innych osób, które zaglądały do pokoju przez szeroko otwarte okno. Prusy i Antonio opierali się o futrynę, a Feliks na niej siedział. Nikt nie pytał co ta trójka robiła ze sobą razem w tym miejscu o tej porze. Być może zastąpili Francję Polską ze względu, że też jest blondynem?
- Nie! Nie! Nie! To wszystko nie tak! - zawołał albinos. - Faceta można zadowolić w tylko jeden JEDYNY sposób! 
- Niby jaki? - prychnęła Ela, odwracając wzrok.
- Pomidory!
- Nie!
- Kucyki?
- NIE. No przecież to logiczne! Co chce zrobić facet ze swoją kobietą po ciężkim dniu spędzonych w parlamentach i tym podobnych? - uderzył zniecierpliwiony o futrynę. - Czy to nie oczywiste, że pobawić się z kurczakami? 
- Przecież to nie farma, rolniku! - krzyknęła oburzona Ela. 
Dunka wywróciła oczami. 
- Idę pomóc przy rozpalaniu ogniska - rzuciła, ale i tak nikt jej nie słyszał. 
Zbyt zajęci byli rozprawianiem o kurczakach i farmie.


Kiedy wszystko było gotowe, a każdy papierowy talerzyk i plastikowy kubeczek na swoim miejscu Grecja i Ludwik rozpalili ognisko. Dania kładkła ostatnią serwetkę na jednym z talerzyków i rozejrzała się. Będzie jej brakować tej wycieczki. Śmiało może powiedzieć, że to najlepsza na jakiej była. Zabawa ze staruszkami, noc strachów, zaginięcie Szwajcarii i jego poszukiwania, opalanie się na plaży, góra Teodory i rajd z jej wierzchołka w wykonaniu Prus, finalnie obcowanie z PP i wyznanie sobie miłości w klatce pawia. Czy to może być bardziej szalone?
Z uśmiechem poprawiła sukienkę i usiadła na pieńku, czekając aż dotrze do nich reszta personifikacji - w tym ta jedna szczególna. Nie czekała długo. Dziewczyny z chłopakami wypadli z hotelu jak burza i jedynen przez drugiego pędzili w jej stronę. Wygrała Lily, która ku zdziwieniu wszystkich skoczyła Gilbertowi na głowę i odbiła się od niej, lądując przy Sørine.
- Jak nazwiecie swoje pierwsze dziecko?! - Liechtenstein chwyciła dłonie Danii i przyciągnęła do twarzy. 
- Mówię wam, że Ivan! No na stówę I V A N! - podniosła się z piasku Natalia, która wylądowała na ziemi po zderzeniu z tyłem Prus. 
- Oszalałaś, czarownico? Jasne, że Gilbon - warknął albinos. 
Oberwał za wyzwisko w tył głowy i ponownie zarył w ziemi. 
- A ja wam mówię, że Szèmpis! 
- Nic z PISEM, kochanie! - zagrzmiał Polska. - Chociaż lepsze to niż SzèPO.
- Ale suchary prawisz blondwłosy koleżko - zaśmiał się Antonio. - Teraz im wszystkim powiedz, Sørine, że nazwiesz go Fernando.
- To będzie dziewczynka!
Dalej Dania nie słuchała. Zaczęła się głośno śmiać. Nagle Grecja włączył muzykę i wszyscy się uciszyli, słysząc znajomy rytm polskiego Krakowiaka. Polska od razu wstał z ziemi i porwał Lily i Węgry do tańca. 
- Zrobiłem specjalny mix. - tuż za nimi pojawił się Estonia, poprawiając okulary.  - Każdy zna te nuty! 
Po kilkunastu skokach i podrygiwaniach typowych dla Krakowiaka nastała pora na Czardasza. Węgry nie pozwoliła zejść Feliksowi i Lily, co więcej wciągnęła Szwajcarię, Estonię i Sørine. Dziewczyna śmiejąc się chwyciła Eduarda i przetańczyła z nim kilka następnych minut. W kolejnym litewskim tańcu - Suktinisie Toris z wielką ostrożnością poprosił Białoruś by stanęła obok niego co kluczowało z faktem iż będzie z nim w parze. Natalia widocznie powiedziała sobie "raz kozie śmierć" i zgodziła się. Sørine trafiła do pary z Antoniem, a w trakcie przechodów tańczyła z Emmą. Sørine chciała iść odpocząć, ale zaraz po tym zaczęła się hiszpańska jota i Antonio ani myślał jej teraz puścić. Po cichu wszyscy śmiali się z Gilberta, który trafił do pary z Elizavetą. Jednak do kolejnego tańca wkręciła ją Natalia. Nie spodziewała się białoruskiej lawniochy, a tu co? BYŁA. Bawiła się świetnie. Tym razem jednak jej partnerem był Raivisa, który zaskakująco dobrze tańczył. Po skończeniu tej piosenki uciekła czym prędzej i usiadła przy stoliku, gdy wszyscy kręcili się ustawiając się do zorby. Nawet Herakles rzucił czapkę i szpachelkę i poszedł tańczyć. W ciągu tych stuleci miała czas, aby się nauczyć tych wszystkich tańców. Ba, nawet większość języków umiała. Zresztą jak każda personifikacja. Kalinkę specjalnie ćwiczyła jakby pewnego dnia jakimś cudem, ogromnym cudem doszło do ślubu Białorusi i Rosji.  
Napiła się piwa i założyła nogę na nogę. Ah, Francis, co ty robisz tak długo? Minęły już dwie godziny, a ciebie nadal nie ma. Nagle Herakles wyrwał się z zorby i niczym rozpędzony bizon rzucił się do przodu do grila, który się palił. Polał wszystko wodą i oznajmił się, że jest gotowe. Do stołu zasiadł zdyszany Eduard i Raivis, a po nim dołączył Ludwik z Feliciano. Nawet Romano przyszedł (uciekł, żeby nie tańczyć).
Muzyka nadal grała w tle. Teraz najważniejsze było jedzenie.
- Słyszeliście, że PP zabrała Pupiego Kupasa na randkę? - spytał Gilbert, wkładając kawałek mięsa do ust. 
Natalia popiła wódką i odstawiła ją z hukiem. 
- Podobno kazała mu nią nieść sześć kilometrów do najbliższej restauracji na rękach - powiedziała.
- Znalazłam karton po elektrycznej obroży przed jej drzwiami... - szepnęła Lily nieśmiało.
- Biedny Pupi - westchnął Antonio. 
- Dam mu podwyżkę jak tylko wrócimy do Grecji - rzekł Herakles. 
- To nie słyszałeś, że ona mu się oświadczyła!? - zdumił się Eduard. 
- No totalnie, uciekająca panna młoda - zaśmiał się Feliks.
I tak całe jedzenie minęło im na ploteczkach. Potem, gdy odpoczęli znów plotkowali, a na końcu, gdy już dzień się kończył zapalili pochodnie na plaży. W ich świetle ponownie tańczyli. Tym razem wszyscy. Nawet Romano! Brakowało tylko jednej osoby. Kilka razy Dania chciała iść poszukać Francji, ale za każdym razem ktoś zajmował ją rozmową. 
Stanęła, gdy z głośnika wydobył się dźwięk L'Allemande. Nie chciała tego tańczyć z nikim innym niż z Francją. Chciała szybko czmychnąć w bok, ale nagle poczuła jak ktoś zaciska dłoń na jej przedramieniu. Odwróciła się i uśmiech wpłynął na jej twarz.
- Francis...

Rozdział 12

Rozdział 12
 Zupełnie inaczej w wodzie


Natalia wycisnęła mokre włosy i opadła na ręcznik. Rzuciła okulary do nurkowania na bok i odetchnęła. Pogoda była dzisiaj nad wyraz piękna i aż szkoda z niej nie skorzystać. Chociaż już przysięgnęła sobie, że na słońce nie wyjdzie. Czerwień zbrązowiała i teraz Białorusinka ma się czym poszczycić przed rodzeństwem. Obok niej usiadła Ela i głośno wydała jęk zachwytu.
- Ah, Natalio! Czy ty to widziałaś?! - wskazała na jezioro.
Blondynka skierowała tam swój wzrok i zdziwiona rozdziawiła usta. Francis i Sørine pływali razem. Wygłupiali się i śmiali.
- Ciekawe - mruknął Antonio, przysiadając się. - Już nie mogłem patrzeć jak się ciągle mijają. Chyba w końcu postanowili coś z tym zrobić. - uśmiechnął się wesoło.
- Mieli całą noc dla siebie - przyznała Ela.
Wszyscy już wiedzieli co się przytrafiło zakochanej parze i bardzo się z tego powodu zdziwili. W końcu PP rankiem z pokoju wyszła normalnie. Jeśli ktoś faktycznie ich tam zamknął to mógł chociaż do jutra nie otwierać.
- Wiecie czemu Dania nosi kapelusz?
Ela i Antonio wzruszyli ramionami.
- Tak czy siak, jutro żegnamy się z tym miejscem, szkoda. - Antonio ułożył się wygodniej na ręczniku. - Przyznam, że to była super wycieczka.
- Jutro będzie jeszcze lepsza - zaśmiała się Ela. - Wątpię by Feliks zapomniał zabrać ze sobą wódkę.



- Mi się wydaje, czy wszyscy na nas spoglądają? - spytała rozbawiona Sørine.
- Pewnie się zastanawiają czemu jeszcze nie zanurkowałaś - odpowiedział.
Dziewczyna uśmiechnęła się figlarnie i nałożyła okulary na nos, po czym chwyciła go za rękę.
- Kto dłużej wytrzyma pod wodą? - zaproponowała.
Francja odwzajemnił uśmiech i chwycił jej lewą dłoń.
- Zgoda. 3,2,1...
Równocześnie nabrali głębokiego oddechu i zniknęli pod taflą wody. Dani dzwoniło w uszach, ale bardziej skupiła się na Francisie. Jego włosy unosiły się wokół jego przystojnej twarzy. Pod wodą zachowywał się tak spokojnie. Nie ruszał się. Gdyby nie ruchy wody pewnie zostałby w takiej pozycji na wieczność. Przypomniał jej dzień, dawno, dawno temu, gdy żeby przeżyć musiała ukryć się pod lodem w lodowatej wodzie.
Francja natomiast całkowicie skupił się na kosmykach dziewczyny, które zaczęły wypełzać z niedbale związanego warkocza. Wkrótce rzemyk zsunął się, a  burza włosów otoczyła jej twarz i ramiona. Blondyn otworzył szerzej oczy i zapominając że jest pod wodą chciał coś powiedzieć. Bąbelki tlenu uciekły z jego ust i zniknęły na powierzchni. Francis zakrył usta dłonią i spojrzał na Sørine, która uśmiechała się złośliwie. Minęło 20 sekund, ale brak tlenu odezwał się szybciej u Francuza, zmuszając go do wypłynięcia na powerzchnię. Zaraz za nim wynurzyła się Dunka. Francis oddychał łapczywie, ale szybko się zaśmiał.
- Mon cherie, wyglądasz jak mokry kot!
- A ty jak mokry pies - parsknęła. - Co nie zmienia faktu, że wygrałam!
- Pozwolisz więc, że uczcimy twoją wygraną jutro. - po jego twarzy przeszedł cień uśmiechu, po czym chwycił dziewczynę w pasie.
Zszokowana Sørine zesztywniała. Francis uniósł ją i nagle zrozumiała.
- Nie. Nie zrobisz tego!
- A i owszem, zrobię.
Nabrał głębokiego oddechu i nadal ją trzymając zanurkował.



Dania zdjęła strój kąpielowy i weszła pod prysznic. Zabawa nad wodą była dzisiaj wyjątkowo przyjemna. Zwłaszcza, że spędziła cały dzień w towarzystwie Francisa.
Kiedy Dunka miała nakładać szampon na głowę usłyszała pukanie do drzwi. Emma krzyknęła "otwarte", delektując się kolejną kostką belgijskiej czekolady. Osoba weszła do środka. Sørine nieświadomie przestała się ruszać przysłuchując. Powoli masowała włosy szamponem, który pienił się i spadał pod nogi dziewczyny.
- Co mogę dla ciebie zrobić? - spytała Belgia z czekoladą w ustach. - Uprzedzając pytanie - Sørine się kąpie.
Serce Danii załomotało w piersi, gdy zrozumiała kto przyszedł.
- No cóż, przyjdę trochę później - odpowiedział Francja.
- Chcesz trochę czekolady? - spytała.
Dziewczyna czuła wahanie blondyna. Kochał czekoladę, prawie tak bardzo jak wino. Nie będzie miała mu za złe jeśli się poczęstuje. Powoli spłukiwała szampon z włosów.
- Nie, dziękuję.
- No dalej - nalegała Emma. - Co się powstrzymuje? Sørine? Słyszałam pikantne ploteczki! Podobno jesteście razem.
- Nie, po prostu nie mam ochoty na czekoladę - łższesz, Francisie Bonnefoy, masz na nią ochotę - I tak. Jesteśmy razem, Belgio. Kocham ją.
Sørine drgnęła zbyt gwałtownie. Stopa objechała jej na śliskiej powierzchni wanny.
- Łaaa - jęknęła, desperacko chwytając się zasłony.
Upadła, zrywając beżowy materiał, który na nią spadł.
- Auu - mruknęła.
- Sørine?! Wszystko w porządku!? - Francis uderzył w drzwi. - Co się stało?
- Nic mi nie jest! - zapewniła.
- Nie przekonują mnie twoje słowa. Wchodzę! - krzyknął.
Dziewczyna chciała odkrzyknąć, że tylko się poślizgnęła, ale nim cokolwiek zdążyła zrobić, Francis uderzył w drzwi. Jeden raz. Drugi. Trzeci. I nagle BUM. Wpadł do środka. Speszona dziewczyna zakryła się szczelnie zasłoną i zaczerwieniła po sam czubek nosa. Francja stanął w bezruchu, przetwarzając sytuację.
- Jeśli chciałaś bym cię zobaczył nago wystarczyło powiedzieć...
- Ty...ty... ZBOCZEŃCU!
Rzuciła w niego szamponem, a następnie żelem i mydłem. Emma poturlała się z łóżka i po rozeznaniu sytuacji zakryła usta dłonią. Miała zarumienione policzki i przerzucała wzrok z Danii na Francję. Widząc błagalne spojrzenie Sørine zamknęła drzwi. Zdołała zrobić to w ostatniej chwili zanim...
- A KTO TU TAK HAŁASUJE?
...do pokoju wtargnęła PP, robiąc zamęt. Wyrzuciły Francuza, a Dunka mogła w spokoju dokończyć kąpiel. Przebrała się do piżamy i ziewnęła przeciągale. Brakowało jej snu. Po wyjściu z łazienki od razu padła na łóżku. Gdy zamknęła oczy wygrał nad nią sen. Emma przeczytała kolejne dwie strony swojego ulubionego magazynu. Machała nogami, leżąc na brzuchu i stukając palcem o kartki. Nagle przez okno do środka wpadło chłodne powietrze, które ukuło nagie ramiona Belgii.
- Brr. - zadygotała i owinęła się kołdrą.
Podniosła wzrok znad gazety i spostrzegła, że Sørine śpi. Emma uśmiechnęła się miękko, po czym wstała i przykryła dziewczynę kocem.
- Dobranoc - szepnęła cicho.

Rozdział 11

Rozdział 11
 Zupełnie inaczej w klatce pawia


Danię obudziło mocne szarpnięcie i podłużne KŁAAA. Otworzyła zaspane oczy i przeraziła się. W dziobie paw trzymał pukiel jej włosów. Na początku zbladła i znieruchomiała, po czym zła wstała z ziemi, wyplątując się z uścisku Francisa. Przeszyła wątłe ciało ptaka zabójczym spojrzeniem. Była cierpliwa. Znosiła te całe KŁAAA przez całą noc.
ALE NIE MOŻE TOLEROWAĆ TEGO ZNIEWAŻENIA!
Rzuciła się na ptaka, który zmysłowo zrobił unik, a on wbiła palce w ziemię.
- A więc tak chcesz się bawić ptaku... - mruknęła z odrazą. - Nie pozwolę, by jakieś ptaszysko dotykało moich włosów! - pogroziła mu pięścią.
- KŁAA - odpowiedział ptak.
- Naprawdę myślisz, że to cię usprawiedliwia? Nie masz tutaj nawet samicy! - syknęła.
- KŁAA KŁAA!
- Nie wyskakuj mi tu z czymś takim! Wiesz ile to będzie odrastać!? Mój czubek głowy jest łysy! - krzyknęła zła. - Wyobrażasz sobie jak teraz wyglądam!?
- KŁA...
- NIE, ŁYSINA WCALE NIE JEST W MODZIE!
Znów skoczyła na ptaka, ale tym razem nadepnęła na jego ogon, uniemożliwiając mu ucieczkę. Przycisnęła go do siatki i unieruchomiła. Przez chwilę mierzyli się nienawistnym spojrzeniem. W końcu Sørine chwyciła za pióro na jego głowie i wyrwała je.
- KŁAAAAAA!!
Dania chwyciła za dziób pawia, chcąc go zamknąć, aby przypadkiem nie obudził Francji. Jednak było za późno. Blondyn jęknął coś przez sen i otworzył niebieskie oczy, które nieraz wprawiały ją w zakłopotanie. Rozejrzał się i zastygł, widząc Dunkę z pawiem. Nastała krępująca cisza. Dziewczyna puściła zwierzę i nerwowo zaczłęa machać rękami.
- T-To nie tak jak myślisz! - zawołała. - Ja po prostu...




AAAAAAAAGGGGGGGGGGGHHHHHH!




 Dunka zamilkła, tak samo jak śpiewające ptaki i Mariusz siekiera. Wszystko ucichło i nikt nie miał odwagi się odezwać. Wszyscy nasłuchiwali. Co się stało? Czy to Mariusz? Spodziewali się wjazdu pani Kowalskiej z wałkiem do sąsiada. Stracił kolejny palec? 
Nie! To nie to. Niestety lub stety Dania po chwili sobie uświadomiła kto to był i co więcej dlaczego tak krzyczał. Spojrzała przerażona na Francję, który też momentalnie pobladł.
- Czy to była...? - szepnęła.
Pokiwał głową i zrobił się jeszcze bielszy. Dorównywał teraz kolorem Gilbertowi. Dunka sztywno podeszła do mężczyzny i wskazała mu na gniazdo pawia.
- To nasza jedyna szansa, Francisie - oznajmiła poważnie. - Musimy tu zostać do końca naszych dni i udawać dzieci tego cholernego ptaszyska. 
- Ależ...  Søri-
Przyłożyła mu palec do ust, zbijając go z tropu.
- Wybaczę mu ten uszczerbek moich włosów, jeśli to pozwoli nam żyć tu spokojnie. - wskazała na czubek głowy.
Dotykając tego miejsca zrobiło jej się naprawdę przykro. Musiała wyglądać okropnie. Nagle poczuła jak Francja nachyla się nad nią i całuje ją w tamto miejsce. Przywyczaiła się już do takich reakcji tego Francuza.
- Jeśli chcesz to ja też się obetnę, nie będziesz sama. Jak myślisz?
W głowie Sørine zaświeciła się czerwona lampka i momentalnie się odwróciła.
- Nawet się nie waż! - krzyknęła.
On tylko się zaśmiał. Ich dyskusja trwała i trwała, a w czasie rozmowy przeszli z tematu o włosach poprzez temat o grzybicy Arthura po uzależnieniu od wódki Słowian do Belgii.
- Naprawdę się nią tak martwisz? - spytał Francja, opierając głowę na dłoni.
Sørine nie odpowiedziała. Zawstydziła się delikatnie i bardziej wtuliła w kolana. Blondyn, widząc reakcję dziewczyny zacisnął wargi w cienką linię i spojrzał w bok, po czym ją objął.
- Sørine, moje serce należy tylko do ciebie - oświadczył poetycko. - Tak jak twoje należy tylko do mnie.
Uśmiechnęła się w odpowiedzi.
- Swoją drogą... Siedzimy tu już od jakiś 10 godzin. Czy ktokolwiek nas w ogóle szuka? - zaśmiała się.
- Aż tak ci spieszno do wyroku pani hrabiny? - spytał rozbawiony.
- Sørine?! Francis?! - nagle Prusy otworzył okno o pokój dalej niż PP, tuż pod klatką bażanta. - O mój boże! POMOCY!
Ktoś nieoczekiwanie uderzył go krzesłem i wypadł przez okno.
- Węgry ty cholerna -
- Sørine! Francis! Bogu dzięki! - krzyknęła Ela. - Zabierajcie się stamtąd szybko! PP szuka sprawcy. Sprawdzała nasze pokoje, ale nic nie znalazła, a brakuje tylko was. Gilbert ty głupku! Na co czekasz?! Idź im pomóż.
Albinos, mrucząc przekleństwa pod nosem i rozmasowując bolące plecy wszedł na klatkę pawia i ją otworzył. Francja podał mu Sørine, po czym sam się wspiął.
- Dzięki, stary. - uśmiechnął się blondyn.
Prusy klepnął go po plecach.
- Nie ma problemu, koleś. A teraz chodźcie. Wszyscy są już nad jeziorem jak będzie sprzyjać wam szczęście to wejdziecie do środka i przebierzecie się, a potem do nas dołączycie.

Jednak szczęście nie było po ich stronie. Starali się ominąć PP, ale nic to nie dało. Przyłapała ich. Stała przed nimi jak kat z wściekłą miną. 
- Jak mi to wyjaśnicie? - syknęła, wskazując na piękne wąsy, chlubę Sørine, które wymalowane były na jej twarzy czerwoną szminką.
- N-Nie mamy z tym nic wspólnego - odrzekła szybko przerażona Dania. Poczuła jak ktoś chwyta jej dłoń z tyłu i z ulgą stwierdziła, iż należy ona do Francisa.
- A to? - wskazała na szminkę. - Czy to przypadkiem nie należy do ciebie młoda damo? - warknęła.
Skąd ona mogła wiedzieć, że to należy do Sørine? Każda z obecnych tu personifikacji mogła mieć szminkę w kolorze duńskiej flagi. I nagle zrozumiała, że ktoś musiał ją zdradzić. I tylko jedna osoba mogła to zrobić. Emma. Ta wiedźma...
- Nie musisz kłamać, wiem, że ona należy do ciebie - oznajmiła z odrazą PP. - Spytam jeszcze raz, chcę to usłyszeć z twoich ust. Czy to twoja szminka?
Sørine spięła się i nabrała głęboki oddech. Po plecach przebiegł jej zimny dreszcz. Otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale ktoś ją uprzedził.
- Proszę wybaczyć - odezwał się Francis z pewnym siebie głosem. - Ta szminka istotnie należy do niej, ale to nie ona domalowała pani ten malunek. Ukradłem szminkę z jej pokoju i to ja to zrobiłem. Ona tylko starała się mnie zatrzymać. Ale muszę przyznać, że do twarzy pani z tym. - nie okazał strachu.
Źrenice Sørine rozszerzyły się. Chciała to przerwać, ale on bardziej ścisnął jej dłoń za plecami. Twarz PP pociemniała, a po chwili zamachnęła się ręką. Nim jednak zdążyła uderzyć Francuza on chwycił jej dłoń.
- Jutro wysprzątasz wszystkie pokoje, nawet jakbyś miał ominąć imprezę pożegnalną - warknęła. - W przeciwnym razie inaczej sobie porozmawiamy.
Wyrwała dłoń z jego uścisku i odeszła, ciągnąc za sobą Kupasa.
- Francis... - szepnęła Sørine.
- Nie martw się, mon cherie - zaśmiał się. - Zawsze miałem smykałkę do ścielenia łóżek!
Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Jesteś głupi, Francis - wybuchnęła śmiechem. - Nie mniej jednak... Dziękuję ci.
Uścisnęła jego dłoń i ruszyła do pokoju.

Rozdział 10

Rozdział 10 
Zupełnie inaczej w miłości

BUM

Nieśmiały i niewinny całus Sørine został całkowicie przytłoczony przez namiętny i pełen uczucia pocałunek Francisa. Rozpływała się pod jego ustami. Miała wrażenie, że cały świat się zatrzymał. Teraz jest tylko on i ona. I to uczucie. 

BUM

Uderzył w nią gorąc i czuła jak płonie, czując na swojej skórze dotyk Francji. Jego dłonie były wszędzie, głaskały jej plecy, ramiona, aż w końcu szyję i włosy. Dziewczyna wplotła palce w blond kosmyki i cicho jęknęła, gdy Francuz bardziej na nią naparł. Oderwali się na chwilę od siebie ciężko dysząc. Ile czasu minęło? Jak długo nie oddychali? 

BUM

Blondyn zdominował ją całkowicie. Znowu wbił się w jej usta. Jego wargi były takie ciepłe. Dokładnie tak sobie je wyobrażała. Z czułością oddawała pocałunki. W pewnej chwili straciła równowagę i położyła się na boku. Francisowi to jednak nie przeszkadzało podążył za nią nie wytrącony z rytmu. Teraz współgrali idealnie. Ich dusze gdzieś daleko, daleko stąd tańczyły dziki taniec pełen miłości. 
Ile ona na to czekała? Dni! Tygodnie! Miesiące! Lata! Ale było idealnie. Mężczyzna trzymał ją w silnych ramionach. Wiedziała, że u jego boku nic się jej nie stanie. Położyła dłonie na jego klacie. Zaczęło jej brakować powietrza. Wirowało jej w głowie od wybuchu emocji. W środku wszystko szalało, jakby motyle urządziły sobie imprezkę w jej żołądku i płucach i gardle. Absolutnie jej to nie przeszkadzało. Teraz mogła myśleć tylko o Francisie. Przesunęła swoje dłonie i objęła nimi jego twarz, po czym odsunęła ją. Musiała odetchnąć. On także. Nabierając hausty powietrza nadal pozostawała blisko niego. Przyłożyła swoje czoło do jego i patrzyła prosto w oczy. Mimo mroku mogła przysiąc, że widzi każdy jego szczegół, chociaż wiedziała, iż to tylko złudne wrażenie. Jego ręce objęły ją w pasie i przywróciły do siadu. Dopiero wtedy uderzyły w nią suche fakty. Nawet jeśli się kochają ich kraje i tak tego nie zaakceptują. Bo w tym wszystkim nie są ważne uczucia Sørine, a jej narodu. Jeśli kiedykolwiek coś się stanie, emocje jej obywateli mogą doprowadzić nawet do tego, że znienawidzi Francję. Ten związek z góry był skazany na porażkę.
- Francis to... - zaczęła, ale on natychmiast zamknął jej usta pocałunkiem. 
Nie był długi. Już po chwili się odsunął i spojrzał na nią poważne. Widziała w jego oczach iskry. Czuł to samo co ona. Była tego pewna. 
- Nic nie mów - szepnął. - Nie martw się teraz niczym innym. W tej chwili jesteśmy tylko my. Nikt inny. My. Nie jako kraje. Jako ludzie... Jako Francis Bonnefoy i Sørine Andersen.
Znów ją pocałował. Dunka była wulkanem emocji. Szalała! On działał na nią jak narkotyk. Gdzieś w oddali usłyszała pawia. A może to tylko krzycząca PP? A może płaczący Pupi Kupas? Może to Mariusz i jego siekiera? 
Nie wiedziała. 
Pocałunek trwałby i trwał, gdyby nie złośliwość ptaka, który rzucił się na parę i wygonił ze swojej dziury. Blondyn i szatynka opadli pod równoległą ścianą i spojrzeli po sobie, po czym wybuchnęli śmiechem. Położyła na jego ramieniu swoją głowę i spojrzała w górę na gwiazdy, które rozświetlały niebo. 
- Sørine - usłyszała jego głos. 
Również patrzył w niebo, zaciskając dłoń na jej dłoni. 
- Kocham cię - powiedział i zwrócił głową ku niej, promieniując uśmiechem.
Dania otworzyła szerzej oczy jakby to co powiedział okropnie ją zdziwiło i nie było oczywiste od samego początku. Pożądny rumieniec oblał jej policzki. Odwzajemniła uśmiech.
- Ja ciebie też kocham, Francis.
To że zwracali się do siebie po imieniu znaczyło dla Dunki jeszcze więcej. Miała ochotę płakać z radości. Zamiast tego bardziej się do niego przytuliła. Przez chwilę milczeli. Była to przyjemna cisza. Zarezerwowana tylko dla nich dwojga. Musiała dochodzić trzecia. Sørine była wyczerpana. Usypiała na jego ramieniu. Czuła bijące ciepło z jego ciała. Obserwował pawia, który kładł się spać.
- Francis - szepnęła, a on odwrócił głowę w jej kierunku - Nigdy nie przypuszczałabym, że wyznamy sobie miłość po tym jak wypadniemy z okna wariatki do klatki pawia. 
Zaśmiał się i ucałował czubek jej głowy. 
- A jak to sobie wyobrażałaś? - spytał.
- Bardziej... klasycznie? - ziewnęła. - Kwiaty, gwiazdy, wino... Truskawki. 
Wysłuchał jej z uśmiechem na twarzy. 
- Śpij Sørine - odezwał się. - Śpij. 
Otulił ją bardziej. Dunka momentalnie oddała się krainie Morfeusza.


Elizaveta spojrzała na Emmę, która weszła do pokoju. Na twarzy miała bolesny uśmiech. Poza Węgrami w pokoju był jeszcze Prusy. Jednak nawet on spoważniał. Nie wygłupiał się jak kilka godzin temu. Wcześniej rozmawiał z Elą o kilku sprawach, które jego zdaniem musieli wyjaśnić. Wstał i klepnął Belgię w ramię pokrzepiająco, po czym wyszedł, rzucając ciche dobranoc. Dziewczyna pokiwała głową niemrawo i usiadła obok Węgierki.
- To nie tak miało wyglądać - mruknęła blondynka. - Zostałam zrozumiana zupełnie inaczej niż chciałam.
Spojrzała w zielone oczy Madziarki i objęła swoje kolana.

Rozdział 9

Rozdział 9 
Zupełnie inaczej podczas tańca ze śmiercią


Sørine stanęła pod drzwiami PP. Serce dudniło jej w piersi. Czuła jak oblewa ją zimny pot. Nawet tam nie weszła, ale na samą myśl, że musi dotknąć jej skóry własną szminką robiło jej się słabo. Dochodziła druga w nocy i Dania ledwo trzymała się na nogach. Chciała zrobić to szybko. Zawsze mogła się wycofać. Ale... Nie. Nie da tej satysfakcji Emmie. Poza tym co to w ogóle ma być? Jest wikingiem! Waleczną i niezłomną kobietą, która przetrwała tuzin wojen, zdrad i bitew. Była pozostawiona sama sobie na kilka tygodni we fiordach Norwegii (Lucas się wkurzył). Zabiła niedźwiedzia własnymi rękami! Jakaś Polka nie będzie jej podskakiwać! Uchyliła drzwi, ale gdy zobaczyła ją na łóżku znowu spanikowała.
- Nie, nie dam rady - wymamrotała pod nosem. 
Otworzyła szerzej drzwi i spostrzegła związanego Pupiego Kupasa w kącie, który teraz patrzył na nią błagalnie niemal płacząc. Wtedy poczuła jak ktoś łapie ją za nadgarstek. Odwróciła się gwałtownie i miała krzyknąć, gdy ktoś zakrył jej usta dłonią. Księżyc oświetlił twarz mężczyzny. Przed nią stał Francis i przytknął palec do ust, dając jej do zrozumienia, aby była cicho. Przytaknęła powoli, a on odsunął dłoń z jej twarzy. Nie wiedziała i co więcej nie rozumiała dlaczego on tu jest, ale okoliczności nie pozwoliły jej zapytać. Razem weszli do pokoju. Dziewczyna zbliżyła się do śpiącej kobiety, a Francja dobrotliwie postanowił odwiązać Kupasa. Twarz PP nawet podczas snu budziła respekt. Dania nie chciała tego robić. 
Kij z tym. Bała się. 
Zbliżyła powoli szminkę do policzka hrabiny i powoli przejechała po nim kosmetykiem. Przewodniczka poruszyła się nieznacznie i wydała zduszony jęk. Przerażona Sørine zesztywniała i rzuciła się na ziemię. Ciekawe jak PP by zareagowała na leżącego trupa pod swoim łóżkiem. Bo serce Dani biło tak szybko, że zaraz mogłaby zejść na zawał. Znowu się podniosła, gdy kobieta nie wykonywała żadnych podejrzanych ruchów. Jednak wtedy spostrzegła, że nie ma przy sobie szminki. 
Musiała mi wypaść, gdy upadałam na ziemię - pomyślała. 
Gorączkowo wodziła wzrokiem po podłodze, w poszukiwaniu kosmetyku. I wtedy go zobaczyła. Potoczył się tuż obok dłoni PP. Dziewczyna przełknęła ślinę. Patrząc na twarz śpiącej kobiety sięgnęła po szminkę. Przewodniczka zmarszczyła brwii i przekręciła głowę w stronę ściany, odsłaniając drugi polik. Sørine szybko podniosła szminkę i upadła na tyłek. Spojrzała do tyłu. Pupi Kupas był prawie wolny! Francja mocował się z węzłem. Dunka odetchnęła i wstała z ziemi. Musiała zachować ostrożność. 
Dlaczego przyszedł tu Francis? Tylko ją dekocentrował. Jego obecność jednocześnie dodawała jej otuchy i odwracała jej uwagę od istotnych spraw.  Przejechała szminką mozolnie po drugim poliku, starając się nie obudzić PP. Makijaż był gotowy. Wąsy prezentowały się pięknie.
Teraz trzeba stąd się wydostać!
Podeszła do drzwi i dała sygnał Pupiemu i Francuzowi. Jednak gdy pociągnęła za klamkę okazało się, że drzwi były zamknięte. Znowu pociągnęła tylko mocniej, a stare deski wydały podłużne skrzypnięcie. Francis połóżył jej dłoń na ramieniu i wskazał okno. Blondyn otworzył je i spojrzał w dół. Na dole coś było. Jakaś konstrukcja. Ale nie wiele byli w stanie dostrzec przy słabym świetle księżyca. Dunka wychyliła się, ale Francja powstrzymał ją, wciągając z powrotem do środka. Sam wszedł na parapet i wyciągnął nogę na zewnątrz. Wtedy nagle Pupi Kupas zrzucił słoik z paznokciami na ziemię, a ten pękł. 
- He?? Co? Kto tu..?
Dania popchnęła Francisa prawie krzycząc i nagle zrozumiała, że popełniła ogromny błąd. Blondyn stracił oparcie i zaczął spadać, a trzymająca się go Dunka także. Wypadła przez okno i z impetem wpadła na kraty konstrukcji, a następnie zjechała za Francją do środka. Przydługa koszulka pociągnęła za sobą zapięcie wieka, zamykając ich w środku. Dania spadła na ciało blondyna i oboje wydali przeciągły jęk.
- Uh!
- Co! Pupi Kupas!? Jak się wydostałeś z moich węzłów!? Chcesz uciec!? Nie uciekniesz, niewdzięczniku! 
PP zamknęła z hukiem okno. Chociaż nadal z pokoju było słychać jej krzyki. Dania odetchnęła i obolała podniosła się z Francisa. Ten jęknął przeciągale i zaczął kaszleć, trzymając się za klatę. Przerażona Sørine dopadła do niego.
- Nic ci nie jest!? - zawołała przyciszonym głosem. 
Upadek wcale nie był lekki, chociaż klatka złagodziła ich obrażenia. Blondyn strącił jej rękę z ramienia i uśmiechnął się pokrzepiająco.
- To nic. Tylko byłem... zdezorientowany - odparł.
Dziewczyna rozejrzała się dookoła. Byli zamknięci w klatce z tyłu budynku, a nad ich głowami pokój miała PP. Czy mogło być gorzej? Dunka wstała i chciała podejść do siatki, ale wtedy coś zagrodziło jej drogę. Cudem udało jej się nie krzyknąć. Postać z początku mała zaczęła rosnąć, a w końcu wydała okrzyk.
- KŁAA.
Sørine odsunęła się do tyłu, ale potknęła się o kłodę. Jednak nim upadła chwyciły ją silne ramiona. Zignorowała to, bardziej zaaferowana zwierzęciem przed nimi. 
- KŁAA!
I wtedy zrozumiała. 
- To paw - powiedziała.
 Francis postawił ją do pionu i przytaknął. Kilka razy obeszli klatkę dookoła, szukając wyjścia, ale było ono zamknięte. Zrezygnowani usiedli pod ścianą. Chociaż jakby się nad tym zastanowić to nie jest wcale tak źle. Jest sam na sam, no dobra prawie sam na sam z Francisem! Bez nikogo innego. Tylko oni. I paw. 
- Dlaczego za mną poszedłeś? - spytała Sørine. 
 Blondyn milczał, opierając głowę na siatce. Wzruszył ramionami. Wydawał się dziwnie zamyślony. 
- Nie mam pojęcia - odpowiedział. - Naprawdę. Nie wiem.
- Mimo wszystko, dziękuję. - uśmiechnęła się do niego i chwyciła jego ciepłą dłoń. 
Francuz odwzajemnił gest i mocniej ją uścisnął. Pomiędzy nimi zapanowała cisza, przerywana jedynie skrzeczeniem pawia i rąbaniem drewna przez Mariusza. Sørine spojrzała na Francję kątem oka. Gdy patrzył w księżyc takim wzrokiem dziewczyna czuła od niego pewną tęsknotę. 
- Muszę wyglądać jak grecki bóg pod tym kątem skoro od kilku minut nie możesz oderwać ode mnie wzroku - zaśmiał się. 
Dziewczyna uśmiechnęła się krzywo i kiwnęła głową.
- Taa. Jak Adonis - zachichotała. - A tak naprawdę to zastanawiałam się nad czymś. 
Spojrzał na nią kątem oka, zachęcając do podzielenia się przemyśleniami.
- Wszystko się zaczęło od rozmowy Natalii i Torisa - wyznała. - Nie od dzisiaj wiadomo, że Litwa jest w niej szalenie zakochany. Zastanawiałam się dlaczego Białoruś nie da mu szansy? Ale potem coś zrozumiałam. Nie jesteśmy zwykłymi ludźmi tak jak nasi obywatele. Jesteśmy czymś więcej. Albo czymś mniej - mruknęła. - Niektórzy nas otwarcie nienawidzą chociaż nic nie zrobiliśmy. To nie nasza wina kto nami rządzi. Naszą prawdziwą siłą jest przecież naród! Jeśli naród spoczywa na laurach to zgadza się na wszystko! A Natalia pamięta jak uciśniona była w czasach potęgi Litwy. Jej ludzie pamiętają. Litwini tego tak nie odbierają bo przecież... To oni wtedy rządzili, prawda? Później zobaczyłam jak Feliciano i Romano się kłócą. I znowu do mnie dotarło, że to nie jest spowodowane ich uczuciami tylko uczuciami ich obywateli... A Polska? Wyszedł dzisiaj, znaczy wczoraj po słowach Torisa. Podejrzewam, że przypomniał sobie 1920, gdy jego "rządzący" oblężyli Wilno. Myślisz, że on chciał atakować przyjaciela? Nasze życie jest takie niesprawiedliwe, Francjo. Żyjemy tylko po to, by odzwierciedlać stan państwa i o nie walczyć. To takie... Niefajne. Chociaż czasem czuję się jak zwykła dziewczyna to wiem, że nią nie jestem. Osoba z którą jeszcze chwilę temu żywo rozmawiałam może nagle napaść na mój dom! Tutaj nie można nikomu ufać... Ale nie dlatego, że są fałszywi, a przez ich ludzi. 
Mężczyzna wysłuchał monologu Dunki i gdy ta zamilkła pokiwał głową ze zrozumieniem. Objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie.
- Rozumiem jak to widzisz. Nawet nie wiesz ile razy ja się nad tym zastanawiałem. Po co istnieję? Po co żyję? Po co walczę? - urwał na moment. - Ale wiesz, mój cherie, nie znajdziemy odpowiedzi na te pytania. Może i nie jesteśmy jak inni ludzie. Może i nie jesteśmy do końca wolni. Ale nawet w tym życiu jest coś pięknego! Tylko spójrz - gdybym się poddał nie bylibyśmy tu teraz. Nie przeżyłbym tak fantastycznego wyjazdu! Nie mógłbym cię dotknąć ani na ciebie spojrzeć. No i przede wszystkim nie napiłbym się już więcej wina. - mrugnął do niej. - A z Arthurem zawsze się lubiłem sprzeczać! Dążę do tego, że wciąż jest coś ciekawego w tym wszystkim. Póki jesteś tutaj, a ja mogę być obok ciebie nic innego nie jest ważne.
Serce zadudniło jej w piersi. Słowa Francisa poruszyły nią. Nawet nie wiedziała kiedy nachyliła się w jego stronę i pocałowała go.

Rozdział 8

Rozdział 8
Zupełnie inaczej w przypływie emocji


Prusy oraz PP chyba zaczęli się lepiej dogadywać po wspólnych zakupach. Kto by pomyślał, że z Gilberta był taki elegant? Rozmawiali o garsonkach, mundurach, a potem przechodzili do sukien i historycznych czapek. Nawet wymienili się numerami telefonów i umówili na zakupy w Berlinie! Co więcej żaba, która "uratowała" albinosa cały czas siedziała na jego głowie. Tam gdzie zazwyczaj siedział Gilbird. Kurczaczek zniknął. Dania spekulowała, że być może był zazdrosny, albo poczuł się urażony.
Sørine weszła do pokoju i rzuciła plecak na łóżko. Umierała ze zmęczenia. Była ciekawa co takiego przygotowali na dzisiejszy wieczór faceci. Położyła się na łóżku i zamknęła oczy.
- Hmmm, to, a może to... - mruczała Emma. - Sørine jak myślisz? Lepsza będzie wanilia o poranku, czekolada Afryki czy karmel zachodu?
Dania podniosła się na łokciach i spojrzała na nią. W dłoni trzymała trzy pomadki.
- Czekolada Afryki brzmi smacznie - przyznała dziewczyna. - Czemu?
Od razu pomyślała o Francisie. Francuz bardzo lubił czekoladę. Raz nawet zrobiła mu tort czekoladowy! Pamięta ten dzień jakby to było wczoraj. Był lipiec. Okropny gorąc i wiele gości. Wszyscy dobrze się bawili. Rozmawiali, śmiali się. Gdy przybył ostatni gość przyszła pora na tort. Polska uniósł kieliszek, a Prusy kufel. Wszyscy wesoło wstali i czekali, aż Dania wniesie tort. Jednak, gdy Dunka podeszła bliżej tortu Emma niechcący zrzuciła go z blatu... wprost na ziemię...
- Planuję dzisiaj mały flirting - zaśmiała się i pomalowała usta. - Mmm, czekolada. Mam trochę mojej belgijskiej. Lepszej nigdzie nie znajdziesz.
- Osobiście uważam, że ta afrykańska jest lepsza - syknęła Dania.
Belgia spojrzała na nią zaskoczona i odłożyła szminkę. Miała coś powiedzieć, gdy drzwi do pokoju się otworzyły.
- DLACZEGO NIKT TU NIE PUKA!? - wrzasnęła wściekła Dania. 
Musiała się na czymś wyładować. Francis stanął w bezruchu, po czym wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Sørine była gotowa pobiec za nim i wszystko wyjaśnić, jednak nim zdążyła zbiec z łóżka w pokoju rozległ się dźwięk pukania. Dunka otworzyła szerzej oczy i z niedowierzaniem wpatrywała się w otwierające się drzwi. Francis uśmiechnął się wesoło, po czym oparł się o futrynę.
- Chodźcie na dół - powiedział. - Dzisiaj zagramy w najbardziej imprezową grę, której na tym wyjeździe nie mogło zabraknąć.



Dunka usiadła pomiędzy Gilbertem, a Polską. W pokoju były wszystkie personifikacje. Siedzieli w dużym kole. Przed Sørine leżała butelka po coca-coli. Po krótkim losowaniu ustalono, że to Grecja zacznie. Herakles leniwie zakręcił butelką, która wypadła na Niemcy.

- Prawda - oznajmił stanowczo.
- Co za cykor... Co za facet idzie na łatwiznę? - zachichotał Feliks.
Na szczęście Ludwik go zignorował.
- Gdyby nastała apokalipsa kotów różnej rasy kogo byś uratował: Feliciano czy Gilberta?
Niemcy zastanowił się przez chwilę. Rozważył wszystkie za i przeciw. Pewny siebie Prusy drapał żabę po łebku, rzucając złośliwe spojrzenia Włochom.
- Wybrałbym Włochy...
- CO! - krzyknął oburzony Gilbert.
- Chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego? - mruknął Ludwik.
Niemcy zakręcił butelką, która wypadła na Hiszpanię. Antonio ochoczo wybrał wyzwanie i wkrótce dostał zakaz przychodzenia pod dom Włochów w środku nocy. Wyglądał na naprawdę niezadowolonego. Jednak nie kłócił się i przyjął to na klatę. Butelka ponownie zawirowała i tym razem trafiła na Białoruś. Dziewczyna uniosła wzrok i wbiła go w Hiszpanię.
- Wyzwanie - mruknęła.
Antonio zastanawiał się przez chwilę, po czym uśmiechnął się.
- Masz wyciągnąć resztki z dzisiejszej kolacji z lodówki i się w nich wykąpać, krzycząc "Jakie to dobre!"
Białorusinka zbladła i zamilkła na moment. Dzisiaj na kolację był obrzydliwy makaron z zeszłej dekady polany sosem z pomidorów, pamiętających jeszcze młodość Andrzeja Dudy. W końcu westchnęła i wyszła z pokoju, by po chwili wrócić z miską obiadu. Zniesmaczona spojrzała po wszystkich. Swój wzrok zatrzymała na Sørine. Dunka miała się wtrącić i uratować honor Natalii, jednak nim zdążyła się podnieść Białoruś wylała makaron na siebie.
- Jakie to dobre! - krzyknęła, płonąc ze złości. - Mmm. wspaniałe.
Obsmarowała się jeszcze bardziej makaronem, żeby udowodnić swoją niezależność. Feliciano wpatrywał się w dziewczynę jak urzeczony.
- Makaronowy anioł... Wszysko co kocham w jednym - szepnął. - Makaron, pomidory i laseczki.
Natalia zamrugała szybko i wzdrygnęła się. Przykucnęła, a kilka witek makaronu spadło na ziemię, gdy zakręciła butelką, która dobitnie ogłosiła następcę - Polskę.
- Totalnie wyzwanie, nie wiem czy wiesz, ale my Polacy jesteśmy tak totalnie hardcorowi, że no totalnie - zaśmiał się z dumą. - No totalnie bardziej się nie da.
- Masz otworzyć okno - zaczęła Białoruś, a Feliks od razu podszedł do okna i je otworzył. - A teraz nabierz głęboki wdech i... - Polska nabiera oddech - krzyknij "Kocham Rosję!"
- KOCHAM ROSJ~
Zamilkł i odwrócił się jak na szpilkach.
- Totalnie: CO?! Panie dzieju i Andrzeju, co!?
- Heeeeeheee - zaśmiał się Prusy. - Czego my się tutaj dowiadujemy?
Feliks był skłonny się na niego rzucić, ale powstrzymał się. Zacisnął pięści i szczęki.
- Jeszcze się policzymy - zagroził, wymachując palcem.
Natalia opuściła zabawę, idąc się umyć, a Polska wrócił do kręgu. Butelka ponownie drgnęła wprawiona w ruch i po kilku obrotach stanęła, wskazując wybrańca. Feliks uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Licia! No totalnie! - zakrzyknął wesoło. - Pytanie czy wyzwanie?
- Boję się twoich wyzwań - wyznał chłopak. - Nie jestem samobójcą. Nie spieszy mi się, by umrzeć z twojej ręki. Pytanie.
Polska nagle spąsowiał i zamilkł. Wszyscy myśleli, że wymyśla pytanie, ale w tym było coś głębszego. Sørine zauważyła smutny błysk w oczach blondyna dopiero po chwili. Feliks wzdrygnął się i uśmiechnął sztucznie.
- No to totalnie, Licia, powiedz nam jaką masz na sobie bieliznę!
- P-Polsko!
Wyszło na to, że Toris nosi bokserki z własną flagą. Z resztą jak pewnie połowa osób z tego pokoju. Po tym wyzwaniu Polska opuścił zabawę i wrócił do pokoju.
- Sørine, pytanie czy wyzwanie? - spytała Ela, trzymając butelkę.
- Wyzwanie! - odparła ochoczo.
Miała nadzieję, że Węgry wymyśli coś, co pozwoli jej wejść w bliższą interakcję z Francją. Nie było to tajemnicą, że Sørine i Francis to już więcej niż tylko przyjaciele. Chociaż żadne z nich jeszcze się nie przyznało do swoich uczuć. Wczoraj mieli się pocałować. Rumieniec wypływał na policzki Dunki za każdym razem, gdy przypominała sobie jak blisko siebie byli. Jak ciepło było w jego objęciach, jak przenikliwy i gorący był jego dotyk. Starała się nie myśleć o jego złotych jak kłosy przenicy włosach. Pragnęła tego mężczyzny. I wiedziała, że on także pragnie jej. By w końcu powiedzieć "On jest mój!", "Ona jest moja!". Dania chciała tego zapewnienia. A teraz musi być szczególnie ostrożna w stosunku do Belgii. Zawsze ją tolerowała. Chociaż nie podobało nie się to z jaką łatwością odnajduje się w towarzystwie Francisa.
- Wybierz jednego chłopaka z naszego towarzystwa, na sam początek.
Dunka zerknęła na przedstawicieli męskich. Wybór mógł być tylko jeden.
- Francja?
- A teraz wyzwanie. - wyszczerzyła się Ela. - Zamień się z nim koszulkami.
Dziewczyna zapłonęła gorącem i spojrzała na Francisa. W pierwszej chwili wydawał się zaskoczony. Jednak po chwili uśmiechnął się zachęcająco w stronę Dani. Nikt jeszcze nie odmówił zadania, a te nie jest tak złe jak wysmarowanie się obiadem. Przełknęła ślinę i odwzajemniła uśmiech. 
Spokojnie, Sørine - pomyślała. - Tylko spokojnie.
Zdjęła T-shirt z siebie i najszybciej jak było to możliwe wymieniła się z Francją. Czerwona jak truskawka ubrała koszulkę blondyna i ogarnął ją błogi spokój. Poczuła zapach wody kolońskiej, której zawsze używał Francis, a także ciepło. Jeszcze chwilę temu on ją nosił. To jego ciepło. Dania chwyciła rąbek ubrania i uśmiechnęła się miło. Podniosła wzrok i aż drgnęła, gdy zobaczyła jak wszyscy z zaciekawieniem się w nią wpatrują. Zerknęła w stronę Francisa i miała ochotę się zaśmiać. Koszulka była dla niego za mała i naciągnęła się do granic możliwości, opinając jego mięśnie brzucha. Za to Dunka pływała w odzieniu blondyna.
Ooo tak. Mój francuski Adonis!
Sørine zakręciła butelką, która padła na Lily. Gra trwała w najlepsze i wszyscy doskonale się bawili. Śmiali się i wesoło gawędzili. Ich rozmowy przeplatały się z wyzwaniami i pytaniami. Dania była przekonana, że nic już nie może zepsuć tego wieczoru. Było zbyt idealnie. Mając na sobie jego bluzkę miała wrażenie, że jest w jego objęciach. Ciepłych i silnych. 
- Sørine, pytanie czy wyzwanie? 
- Wyzwanie.
Odparła lekkomyślnie, nadal miętoląc koszulkę ukochanego i zupełnie się wyłączając. 
- Zakradnij się do pokoju PP i domaluj jej wąsy.
Dunka jak i reszta towarzystwa momentalnie zbladła. Sørine oderwała się od marzeń i z niepokojem spojrzała na wyzywającego. Zmarszczyła brwii, gdy zauważyła kto trzymał butelkę i przyglądał się jej ze złośliwym uśmiechem. Emma szyderczo się zaśmiała i odłożyła butelkę.
- Chyba, że się boisz? 
- Belgio! - zagrzmiała Ela. - Przecież to jak samobójstwo! Wymyśl coś innego! 
- Właśnie! - zawołał Francis. - Zabawa zabawą, ale wszyscy dobrze wiemy jak to się może skończyć.
Sørine zdziwiła się, słysząc jak zaciekle Francja jej broni. Ciepło rozlało się po jej ciele. Pokrzepiona słowami przyjaciół wstała i przerzuciła warkocz na prawą stronę. Na stronę, która kojarzyła się jej z walką i bitwą. Niech zobaczy kogo właśnie wyzywa. Pod maską codzienności Sørine nadal była wojowniczym wikingiem, który stoczył wiele bitew. I Emma nie powinna o tym zapominać. Wypięła dumnie pierś i dobitnie oznajmiła:
- Zrobię to.


Rozdział 7

Rozdział 7
 Zupełnie inaczej na Górze Teodory

O godzinie dziewiątej wszyscy przymusowo zostali zebrani na plac przed hotelem. Sørine ziewała przeciągale co kilka minut, starając się nie zasnąć. Były dwie rzeczy, które trzymały ją w miarę ożywioną. Pierwszą z nich była PP, która stała przed nimi niczym kat. Drugą natomiast Emma, która rozmawiała z Francją. 
- Dzisiaj jedziemy na wycieczkę do Doliny Baryczy, mamy w planie kilka ciekawych punktów - rzekła ostro kobieta. - Jakieś pytania?
Prusy się zgłosił. PP spojrzała na niego spod ciemnych okularów. Prusy opuścił rękę.
- Skoro nie ma żadnych to wsiadajcie do autobusu - oznajmiła. 
Dzisiaj wydawała się podejrzanie spokojna. Nawet na nich nie krzyczała. Być może nadal była zmęczona. Z łzami w oczach odwiązała Pupiego, który bez zastanowienia rzucił się do ucieczki. Niestety, wciąż miał smycz na szyi. Koniec końców autobus wyjechał. Sørine opadła na fotel obok okna i sapnęła.
- Za gorąco.
Dania spojrzała na Natalię. I wtedy zobaczyła Torisa, który z Białorusinką rozmawiał. Czuła, że to nie skończy się dobrze, ale nie zainterweniowała. Polska natomiast zachował czujność. 
- Może... Pani Natalia zgodziłaby się...
- Nie. 
- A może...
- Też nie.
- Ah, a może jednak...
- Nie.
Po czym blondynka się odwróciła i wywróciła oczami. Litwa zrobił minę zbitego psa i wrócił na swoje miejsce.
- Nie musisz być dla niego taka oschła. Gdyby to Francis zaprosił mnie na randkę...
Białoruś zgromiła ją lodowatym spojrzeniem, od którego Sørine zrobiło się chłodniej. Nie wyglądała na chętną do tej rozmowy. Wręcz odwrotnie. Dania wiedziała jak wielką nienawiścią Natalia pałała do Torisa. 
- Ty jesteś w Francji zakochana - syknęła z wyrzutem. - JA Litwy nienawidzę. To nie ty byłaś zmuszona przebywać z nim przez prawie trzysta lat! To nie ciebie uważa za swoją własność i to nie ciebie chce znowu wcielić do Wielkiej Uni. 
Nie odezwała się ani słowem do końca podróży. 



Na miejscu pierwsze co dane było zobaczyć personifikacją była przepiękna panorama kilkunastu jezior. Polska wypinał dumnie pierś i chodził napuszony jak paw. Gilbert nie chciał wdawać się w niepotrzebne kłótnie z Feliksem dotyczące roszczeń do tych ziem. Był na to zbyt zmęczony. Spał zaledwie trzy godziny. Gilbird odpoczywał w jego platynowych włosach, wzdychając od czasu do czasu. Ta dwójka była ze sobą bardzo zżyta. 
Drzewa zaszeleściły, gdy zawiał lekki wiatr. A w powietrzu uniósł się smakowity zapach.
 - Ah, ktoś robi karmuszkę - odetchnął Feliks. - Chyba wieki minęły odkąd ostatni raz ją jadłem.
- Chodźcie - rzuciła PP. - Pierwszym punktem na naszej liście jest taras widokowy na malownicze...
Hrabina zaczęła czytać tekst, który miała zapisany w zeszycie. Sørine szła w ciszy, co jakiś czas zerkała na Francisa i Emmę, która kleiła się do niego dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek. Również jej uwadze nie umknął Włochy i jego brat. 
- Pokłócili się? - szepnęła do Grecji Sørine.
Herakles wzruszył ramionami.
- Podobno kryzys dopadł tę dwójkę - odparł. 
Dunka kiwnęła ze zrozumieniem głową i odeszła trochę w tył, żeby się dołączyć do Elizavety. Polska szedł z samego przodu, pomagając PP w dojściu na wzgórze. Wejście tam zajęło im kilka minut. Jednak kiedy tam dotarli każdy czuł się oczarowany krajobrazem. Dania robiła zdjęcia wszystkiemu. Zdjęcie jeziora po lewej, po prawej i na wprost. Zdjęcie kwiatka. Zdjęcie loka Feliciano na tle drzewa. Hiszpania jedzący pomidora. Niemcy strugający kartofla. Kilka zdjęć Francji pod różnymi kątami...
Była zadowolona. 
Zejście z górki było o wiele przyjemniejsze niż wchodzenie pod nią. Kolejnym punktem stał się zamek, a następnym stara baszta. Polska mówił o tym wszystkim z jeszcze większym zapałem niż sama PP. Widzieli rycerza i Dania ma nawet z nim zdjęcie! Tak! Też wiele innych zdjęć. Wyśle je wszystkie Nordykom! Niech wiedzą co stracili. 
- O Boże, padam z nóg - wycharczała Elizaveta, gdy wdrapywali się już na piątą górkę. - Co za życie...
- Wleg - odparła Sørine. 
Finalnie udało im się dotrzeć na szczyt. A nie był on byle jaki. Góra Teodory, najwyższe w województwie wzgórze. Sięgające 120 m.n.p.m. kiedy tylko weszli na szczyt wszyscy przewrócili się jak kłody. Oprócz Polski, który odetchnął z lubością powietrzem. 
- Dobrze się tak przejść z samego południa - rzekł. 
Dania próbowała się podnieść, ale nogi bolały tak bardzo, że doczołgała się do najbliższej ławki i tam umarła. 
Poprawka.
Doczołgała się do najbliższej ławki i na niej usiadła. Po dziesięciu minutach było już dużo lepiej. Nie dyszała. A nogi chociaż bolały nie tylko od wysiłku, ale i od ukąszeń mrówek płonęły gorącem. Miała ochotę zdjąć sandały i skoczyć z góry wprost do jeziora poniżej. PP zarządziła godzinną przerwę. Wszyscy byli jej za to bardzo wdzięczni. Chociaż od jakiegoś czasu prosili o obiad. Dochodziła 16, a oni nadal nie mieli czasu na posiłek. Dania odetchnęła świeżym powietrzem i uśmiechnęła się. Nagle usłyszała jakieś dziwne dźwięki i odwróciła się. Prusy wspinał się na pomnik Teodory, śmiejąc się z złego Polski, który starał się go zdjąć, a w efekcie samemu wspinał się za nim. 
- Złaź pieronie - rozkazał.
- Hehe, bo co? 
Prusy siedział już na głowie świętej. Feliks wyciągnął rękę, aby go chwycić, ale wtedy noga mu objechała i puścił się. Węgry krzyknęła i czym prędzej rzuciła się, by złapać Polskę. Niestety nie zauważyła, że to samo zrobił Toris i oboje uderzyli w siebie, upadając. Sørine poczuła adrenalinę. Skoczyła do przodu mimo bólu nóg i złapała Feliksa. Jednak nie utrzymała nadkilogramów paluszków i wódki i uderzyła o pomnik, który zachwiał się i przewrócił. Prusy wrzasnął głośno, gdy zaczął zjeżdżać z górki. 
- AAAAAAAAAAAA!
Gilbird poleciał za nim, ale Gilbert jechał za szybko. Wszyscy podbiegli do krańca góry i patrzyli jak albinos stromo pikuje w dół, a w końcu ląduje w wodzie. Kiedy pomnik wraz z Prusami zniknął nikt się nie poruszył. Pierwszy krok wykonał Francis, a zanim Antonio. Przynieśli dwa patyki i związali je sznurkiem, a następnie wbili krzyż w ziemię. Sørine rozmasowując dużego guza podniosła się i zaniemówiła. Lily, Vash i włoscy bracia położyli kwiaty pod krzyżem. Nawet Ludwik położył stokrotkę na grobie brata. 
- Totalnie nie! Ooo nie! Mowy nie ma! - zakrzyknął Polska. - Nikt na tej wycieczce totalnie nie zginie! Nawet taki wypłosz bez państwa! Bo mi Duda nogi powyrywa! 
Podniósł się szybko i ruszył biegiem na dół. Za nim zbiegła reszta. 
Po kilkunastu minutach udało im się dotrzeć na miejsce gdzie spadła Teodora i albinos. Drewniany pomnik pływał po powierzchni wody, a na głowie świętej uwiesił się Gilbert. 
Sørine chciała wskoczyć do wody jak to na zdawającą na maturze EDB osobę przystało. Jednak ubiegł ją ktoś inny. PP rozdarła bluzkę, ukazując strój kąpielowy.
- Ble - skomentował cicho Francis.
Wydała dziki krzyk, po czym wskoczyła do wody, płynąc szybciej niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. 
- Dlaczego ty jej chłopie nie wystawisz do reprezentacji Polski w pływaniu? - spytał Grecja ze zdumieniem. 
Feliks na chwilę milczał.
- No właśnie. Dlaczego ja jeszcze tego nie zrobiłem? 
PP dopłynęła do statuły i własnymi rękami popchnęła ją w stronę brzegu. Pomnik uderzył o piasek i aż się cały zakołysał. 
Ludwik chwycił brata i zarzucił sobie przez ramię. Rzucił nim na ziemię i owiał wszystkich poważnym spojrzeniem.
- Wiem, że jego twarz nie wygląda zachęcająco, ale może ktoś wie jak przeprowadzić resuscytację?
Wszyscy zniesmaczeni z obrzydzeniem na twarzy odsunęli się o krok.
- Ludzie proszę... - westchnął, zamykając oczy. - Zapłacę - dodał z desperacją. 
- Sørine chyba miała doświadczenie z EDB i tym podobnymi...? - mruknął Polska. 
- JA!? 
- No weź... Oddam ci Szelzwik.
Dania zgromiła go spojrzeniem. Francis miał wrażenie, że Dunka zaraz powali Niemcy na ziemię i zacznie nim wycierać podłogę. 
- Jeszcze zabiorę ci ten Szelzwik głupi kartoflu.
- Aprrovet Dania! - zakrzyknął Romano. - Śmierć Ziemniakowi!
- No ludzie dalej, on tu umiera...
Nagle żaba wyszła zza kołnierza Prus i wskoczyła do jego ust. Gilbert natychmiast się podniósł i zakasłał, wypluwając ropuchę. 
- Ijuuu... - wydał jęk obrzydzenia tłum.
- Mój Boże... Uratowałaś mnie żabo - zawołał pełen wdzięczności Prusy, trzymając płaza w rękach. - Jak cię zwą? 
- Paaaatryyyyyk obierz w końcu te ziemniaki - dobiegł głos matki z domku obok.
- A więc jesteś Patryk! - uśmiechnął się szeroko Gilbert. 
Wszyscy zrobili zbiorowego faceplama. Finalnie personifikacje zgodziły się, by iść na obiad. Droga do miasta nie była daleka. Karczm i sklepów z pamiątkami mi było wiele. Właściwie to w ogóle ich nie było. Jedynie jedna restauracja była czynna. PP i Gilbert skierowali się natomiast do sklepu obok, aby kupić ubrania na zmianę. Pech chciał, że byli cali przemoczeni. Po obiedzie grupa wycieczkowa wróciła na parking, gdzie powinien być autobus. Dopadło ich wielkie zdziwienie, gdy owego autobusu nie zastali. Oburzona hrabina wypuściła torbę z zakupami i wyciągnęła telefon.
- Halo! Pupi Kupas gdzie jesteś? 
- Wracam z wycieczki.
- Pupi Kupas!
- No co? 
- Przyjechałeś ze mną na tą wycieczkę!
- Właśnie dlatego uciekam.
- Zostawiłeś w mojej torbie dokumenty.
W telefonie dało się usłyszeć pisk opon i ostre hamowanie.
- Zaraz wrócę.
Po 20 minutach autobus powrócił i wszyscy mogli odetchnąć.
Szablon wykonała Domi L